Reklama

W Żabnicy jest mój dom. Tu też zakończy się moja historia

- To naturalne, że z czasem zaczynami interesować się przeszłością. Młode pokolenia chcą wiedzieć jak było wcześniej, zadają pytania o naszą kulturę, o tożsamość. „Żabnickie lato z Rybką” pomaga im odnaleźć odpowiedzi – twierdzi Bogdan Matławski, historyk i etnolog, który z Żabnicą związany jest od 1948 roku, gdy rodzice siłą wywieźli go z centralnej Polski. Tym sposobem na całe życie związał się z tą podgryfińską wsią. Jako historyk i etnolog poświęcił sporą część dorosłości na badanie przeszłości oraz ukazanie, że nasz region posiada swoją kulturę

W ostatnim czasie da zauważyć się wzmożone zainteresowanie historią regionalną. Czym pana zdaniem jest to spowodowane?

Bogdan Matławski: Dojrzewamy, społecznie, historycznie, kulturowo. To wszystko rodzi w nas pytania. Gdy byłem mały, biegałem na bosaka po Żabnicy, pośród niemieckiej architektury, ale to mnie w ogóle nie interesowało. Urodziłem się w 1947 roku, w centralnej Polsce, koło Sieradza. Do Żabnicy rodzice przywieźli mnie gdy miałem roczek. Tutaj wychowałem się, spędziłem dotychczasowe swoje życie. Gdy jeździłem do rodziny na wakacje, zainteresowało mnie, że w tamtych wsiach wszystko wygląda inaczej. U nas brukowane ulice, a tam jeszcze piaszczyste. U nas elektryczność, a tam jej brakuje. To były inne światy.

Reklama

 

Wtedy po raz pierwszy zainteresował się pan historią?

Bogdan Matławski: Wtedy jeszcze nie interesowała mnie historia, choć poza moją świadomością Żabnica formowała mnie, moją osobowość. Z jednej strony było materialne dziedzictwo kulturowe Niemców, z drugiej w domu formowała mnie kultura niematerialna, duchowa moich rodziców, przewieziona z innej części kraju. Ta złożoność sprawiła, że zainteresowałem się moją małą ojczyzną. To zresztą naturalne także teraz. Młode pokolenia chcą wiedzieć jak było wcześniej, zadają pytania o naszą kulturę, o tożsamość. „Żabnickie Lato z Rybką” pomaga im odnaleźć odpowiedzi. Tak bym chciał.

Reklama

 

Kiedy ten przełom nastąpił w pańskim życiu?

Bogdan Matławski: Do wszystkiego trzeba dorosnąć. W świetlicy wiejskiej powstał zespół mandolinistów, w którym jak młody chłopak grałem i tam zakochałem się w muzyce. To ona wywiodła mnie w szeroki świat. Najpierw była szkoła muzyczna pierwszego, a potem drugiego stopnia. Następnie uniwersytet. Zanim jednak zająłem się pracą naukową jeździłem po Polsce i występowałem na scenie grając. Zwiedziłem wiele miejsc i z biegiem lat, zacząłem mądrzej i głębiej postrzegać swoją wieś. Dotarła do mnie świadomość, że przeszłość i kultura są bardzo ważne. Przez wiele powojennych lat mówiono, że nasze tereny to „biała plama”. Zacząłem się zastanawiać: jaka „biała plama”? Były tu drużyny sportowe, mecze, działały zespoły artystyczne. Rzuciłem wyzwanie sam sobie.

Reklama

 

Cały wywiad znajduje się w obecnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama