Reklama

W Gryfinie mamy nowe rondo!

Trwało to długo, ale Stanisław Rzeszowski w końcu pojawił się w przestrzeni miejskiej naszego miasta. Tym samym dołączył do Stanisławy Siarkiewicz i ks. Jana Palicy

- Nasze wieloletnie starania w końcu zakończyły się sukcesem. Właśnie dziś, przy rondzie znajdującym się obok Orlenu, pojawiła się tabliczka z nazwiskiem nowego patrona. Stanisława Rzeszowskiego – przekazała nam Katarzyna Figas.

O sprawie wielokrotnie pisaliśmy w przeszłości, inicjując kilka akcji upamiętniających Rzeszowskiego. Poniżej prezentujemy artykuł o życiu i działalności nowego patrona ronda.

---------------------------------------

 

Co z tym Rzeszowskim?

 

Wkrótce minie dziewięć lat, odkąd grupa gryfinian stara się upamiętnić Stanisława Rzeszowskiego. Mimo licznych prób, bezskutecznie. Czy w 2024 r. ulegnie to zmianie i ceniony nauczyciel-regionalista wróci na gryfińskie ulice? Są ku temu silne przesłanki. Warto zatem przybliżyć sylwetkę tego, jak napisał jeden z cenionych historyków, „człowieka o rozległych zainteresowaniach”, podczas wojny zaangażowanego w ruch oporu, wychowawcę gryfińskiej młodzieży, inwigilowanego przez Służbę Bezpieczeństwa

Reklama

 

Wątek Stanisława Rzeszowskiego pojawił się ponownie w ostatnich dniach na fali grudniowej debaty o konieczności nazwania rond Górnego Tarasu. Gdy w sposób ekspresowy uchwalono, że jedno z nich (to przy wiadukcie) nosić będzie im. Praw Kobiet, członkowie Towarzystwa Miłośników Historii Ziemi Gryfińskiej zauważyli z goryczą, że lokalni radni nie byli tak skorzy do działania, gdy chodziło o wspomnianego historyka-regionalistę.

Z artykułów, które powstały na przestrzeni dziewięciu lat, wyłania się obraz „Rzeszowskiego niechcianego”.  Pierwszą próbę upamiętnienia tej postaci podjęto w 2015 r., gdy okazało się, że ZSP przy Łużyckiej szuka nowego patrona. Wśród kandydatów do zastąpienia zmurszałego Ludwika Waryńskiego pojawił się właśnie Stanisław Rzeszowski.

Reklama

- To naturalny kandydat. Był bowiem wieloletnim nauczycielem tej szkoły, wychowawcą wielu pokoleń gryfińskiej młodzieży. Pedagogiem kochanym, do dziś wspominanym z czcią – mówili na naszych łamach jego dawni uczniowie.

Wówczas wygrała propozycja związania z Powstaniem Warszawskim. Z perspektywy czasu widać wyraźnie, że w tym starciu Rzeszowski nie miał żadnych szans.

- Co roku, podczas święta szkoły, uczniowie przebierają się w stroje powstańców i przyjmują gości, którymi często są sami powstańcy. Wygląda to efektownie. Rzeszowski ma równie bogaty życiorys. Był barwną postacią,  wspaniałym przykładem patrioty, także lokalnego, ale nie jest tak medialny i nie można wykorzystać go dla „celów promocyjnych” -  akcentują jego akolici.

Reklama

Są wśród nich wychowankowie Rzeszowskiego i członkowie TMHZG. Na ich czele stoją Katarzyna Figas oraz Krzysztof Wieliński, który jawi się jako największy zwolennik upamiętnienia nauczyciela.

Rzeszowski szczęścia w tym względzie nie miał też w kolejnych latach, gdy Wieliński i spółka postanowili umieścić go w centrum miasta. Wówczas okazało się, że plany wobec „ronda przy Orlenie” ma również Gryfiński Ruch Patriotyczny. W opinii jego działaczy, to idealne miejsce dla uhonorowania Witolda Pileckiego. Dyskusja w tej sprawie była równie zacięta, co przy patronie ZSP Gryfino. Ostatecznie władze miasta zdecydowały się na rozwiązanie, które miało pogodzić obie strony. W efekcie „rondo przy Orlenie” nie otrzymało… żadnego patrona. I tak Rzeszowski czeka już dziewiąty rok.

Reklama

 

Kim był?

Naszych rozmówcy, mimo uczuć jakimi darzą bohatera tego artykułu, stać na refleksję, że ich bohater jest dziś postacią nieco zapomnianą. Zdaje się, że gryfinianie, bardziej niż z dokonań, znają go z powracających dyskusji o konieczności upamiętnienia.

Kim więc był i czego dokonał?

- Omawiając sylwetkę Stanisława Rzeszowskiego przyznać trzeba, że jest ona dość trudna do opisania. Człowiek to o rozległych zainteresowaniach, w zasadzie historyk, ale chętnie interesujący się także legendami – pisał o nim Czesław Piskorski, doktor nauk, krajoznawca oraz popularyzator historii i turystyki naszych ziem.

Reklama

Rzeszowski urodził się 24 kwietnia 1920 roku na Kijowszczyźnie w niewielkim Tetyjowie, lecz ze względu na profesję ojca (również zasłużonego dla Gryfina, Fabiana Rzeszowskiego, który był założycielem Banku Ludowego) często zmieniał miejsce zamieszkania.

- Ojciec pochodził ze środowiska robotniczego, drogą samokształcenia uzyskał kwalifikacje księgowego, matka pochodziła z bezrolnych, pracowała jako nauczycielka ludowa na wsi. Do szkoły uczęszczałem kolejno: w Poznaniu, Radomiu i Warszawie, to jest w tych miastach, w których ojciec znajdował pracę – odnotował S. Rzeszowski w jednym z własnoręcznie napisanych życiorysów.

Reklama

Maturę w liceum ogólnokształcącego otrzymał w 1938 r. w Warszawie. Status materialny jego rodziny nie pozwolił mu na podjęcie studiów w latach 30.

- Do wybuchu wojny pracował jako pomoc biurowa, m.in. w warszawskich zakładach przemysłowych Avia. Po wybuchu wojny znalazł zatrudnienie w Zakładach Wodnych i Kanalizacyjnych (1940), oraz Zakładach Oczyszczania Miasta, jako zamiatacz (1941-42) i dozorca nocny (1942-43). Był zaangażowany w ruch oporu. Został schwytany podczas jednej z łapanek na ulicach stolicy, więziony na Pawiaku, w drodze do pruszkowskiego obozu uciekł z transportu. Stamtąd trafił do Puszczy Kozienickiej, gdzie jesienią 1942 r. powstał pierwszy oddział partyzancki AK w Obwodzie Kozienice. Oddział partyzancki Piątego Rejonu AK „Północ” składał się właśnie ze „spalonych" członków konspiracji, których ciągle przybywało. Siedziba oddziału znajdowała się w bunkrze koło leśnictwa Strzyżyna – pisaliśmy przed kilkoma laty.

Reklama

Jesienią 1944 r. wykładał na tajnych kompletach w szkole w Piastowie, a po wyzwoleniu, w 1945 r., czynił to już legalnie.

- Pracę nauczycielską podjąłem od razu po wyzwoleniu w Patkowie (koło Kozienic), gdzie znalazłem się po powstaniu warszawskim – pisał w jednym z życiorysów.

Wkrótce po tym ponownie związał się z Warszawą.

- Przeniosłem się do szkolnictwa spółdzielczego. Do OMTUR należałem od wyzwolenia. Z ramienia tej organizacji wchodziłem do Centralnej Komisji Wychowania Spółdzielczego Młodzieży i współpracowałem ściśle z ZWM, ZMW Wici, ZMD i ZHP – odnotował własnoręcznie.

Reklama

W zniszczonej stolicy mieszkał i pracował do 1947 r.,  po czym ruszył w Polskę. Zwiedził spory kawałek kraju. Pracował w Międzygórzu (woj. dolnośląskie), w Stargardzie Gubińskim (woj. lubuskie) i w Poznaniu, który znał z młodzieńczych lat. Szukał jednak nowego, spokojnego miejsca do życia. Z Wielkopolski wyjechał jeszcze bardziej na zachód, do województwa szczecińskiego.

 

Historyczne małżeństwo

Chociaż spędził w Nowogardzie jedynie dziewięć lat (w Gryfinie ponad dwa razy więcej), władze miejscowości nie miały obiekcji i już dawno temu upamiętniły tego historyka-regionalistę.  Ulica Stanisława Rzeszowskiego znajduje się w ruchliwym miejscu, obok dworca kolejowego i autobusowego. Jak mówią bowiem tamtejsi mieszkańcy, był postacią ważną, która zasłużyła się dla miasta.

Reklama

W Nowogardzie zamieszkał w 1951 r., gdy został kierownikiem w szkole dla pracujących. Rok wcześniej zdał maturę pedagogiczną w Rogoźnie, a po kolejnych miesiącach mógł pochwalić się ukończonym w Giżycku kursem dla kierowników szkół pracujących.

Po wojnie angażował się w działalność w ramach OMTUR, a po zjednoczeniu PPR i PPS przystąpił do ZMP, do którego należał do 1950 r. W Nowogardzie działał już wyłącznie w organizacjach związanych z jego zainteresowaniami i pracą zawodową: Związku Zawodowego Nauczycielstwa Polskiego, Polskiego Towarzystwa Turystyki Krajoznawczej,  Polskiego Towarzystwa Historycznego, Polskiego Towarzystwa Archeologicznego oraz lokalnych komisji historyczno-społecznych.

Reklama

W Nowogardzie poznał też swoją przyszłą żonę. Marzenna Rogoża-Barycka była równie ciekawą postacią, co Stanisław.

- Przyszła na świat w 1923 r. we Lwowie. W latach 1944-45 była artystką teatru frontowego, która przebyła szlak bojowy I Armii WP i II Armii WP – mówi Wieliński.

Nie była pierwszą żoną swojego męża. Rzeszowski ożenił się w 1946 r. z Jadwigą Zakrzewską, z którą wziął rozwód w 1949 r. Ponownie „tak” powiedział w 1953 r. Stanisława i Marię Marzennę połączyła m.in. wspólna pasja.

- Oboje zajmowali się historią regionu i turystyką. W 1956 r. wspólnie utworzyli Koło Miłośników Ziemi Nowogardzkiej, a następnie w 1959 r. Koło Miłośników Pomorza Zachodniego przy Zarządzie Okręgu ZNP w Szczecinie. W swojej działalności historyczno-pisarskiej byli niezwykle płodni, co poświadcza ich bibliografia – opowiada Krzysztof Wieliński.

„W latach 1955-1960 wydałem 21 opracowań krajoznawczych, historycznych, geograficznych i etnograficznych o Pomorzu Zach., ilustrowanym przez moją żonę”,  pisał w życiorysie Rzeszowski.

Żona nie pozostawała w jego cieniu. Pisała beletryzowane legendy dotyczące ziemi szczecińskiej, które znalazły się m.in. w znanej książce „W krainie Gryfitów”. „Jej opowieść o Sydonii Borkównie stała się wątkiem widowiska TV transmitowanego przez wszystkie ośrodki telewizyjne 10 czerwca 1966 r.”, czytamy w jej notce biograficznej. Ponadto, w 1957 r., opracowała trasę turystycznego szlaku wiodącego przez północną część woj. szczecińskiego, który później nazwano jej imieniem.

- Oboje wykazywali się wyjątkowym zaangażowaniem w sprawy regionu, w którym mieszkali. Byli „świeżymi” mieszkańcami ziemi szczecińskiej, ale nie ustępowali w jej popularyzacji i przedstawianiu walorów turystyczno-krajoznawczych. Dzięki takim ludziom udało się „oswoić” te tereny – uznaje Wieliński.

Co w tym względzie może wydać się interesujące, swoją pierwszą publikację, której głównym tematem były Ziemie Zachodnie, Rzeszowski opublikował w warszawskim tygodniku „Młodzi idą” już w 1946 r., a więc w momencie, gdy nie miał nic wspólnego z naszymi terenami. Jakby wiedział.

 

Przy Targowej 11/2

Zapewne Rzeszowski zostałby w Nowogardzie na zawsze, gdyby nie rodzinna tragedia. W 1959 r. poważnie zachorowała jego żona. Marzenna zmarła 17 sierpnia 1960 r., w wieku zaledwie 37 lat.

- Przeniosłem się wówczas do Szczecina (wykładał historię w szkole rybołówstwa morskiego – przyp. red.), a w listopadzie podjąłem pracę w Gryfinie jako kierownik Powiatowego Domu Kultury – odnotował w kwestionariuszu zawodowym.

W naszym mieście zamieszkał z rodzicami: Fabianem oraz Zofią.

- Zajmowali mieszkanie na parterze w domku przy ul. Targowej, na wprost Zakładów Energetycznych w Gryfinie, tuż obok Spółdzielni Rybackiej „Regalica”. Spędzili w nim resztę życia. Cała trójka została pochowana w Gryfinie – nadmienia Krzysztof Wieliński.

Rzeszowski mieszkał w Gryfinie przez ponad 20 lat. Szybko rzucił się w wir pracy. Był aktywny na wielu płaszczyznach. Od 1965 r. pracował jako nauczyciel w Technikum Ekonomicznym, czyli dzisiejszej ZSP przy ul. Łużyckiej. Ponadto był działaczem społecznym, bibliotekarzem oraz reżyserem zespołu teatralnego. Opisując dokonania Rzeszowskiego najlepiej oddać głos jego wychowankom.

- To mój ukochany nauczyciel, który rozbudził we mnie miłość do historii i kronikowania wydarzeń szkolnych – przyznaje Ludwika Urbańska, która później, jako nauczycielka w ZSP Gryfino, prowadziła szkolną Izbę Pamięci.

Wielokrotnie – nie tylko na naszych łamach – przyznawała, że Rzeszowski wpłynął na jej życie.

- Pan Rzeszowski uczył nas historii i geografii. Nie można powiedzieć, że uczył nas tylko tych przedmiotów. On nas uczył patrzeć na świat szeroko i dostrzegać piękno we wszystkim, nawet w starym korzeniu. Prowadził bibliotekę i to on zakładał w szkole harcerstwo. Teraz trudno znaleźć jego zdjęcie, na którym nie byłby w mundurze harcerskim. Organizował wystawy i wycieczki.  To był nauczyciel, który prawie nie wychodził z ze szkoły. W bibliotece, w której pracował, odbywały się próby spektakli teatralnych, a każdy uczeń należał do jakiegoś koła zainteresowań – wspominała Ludwika Urbańska.

Nie tylko ona przywdziewa koszulkę z napisem „Team Rzeszowskiego”.

- Porywał młodzież do zakładanych przez siebie inicjatyw, choć jak mówili jego przełożeni, liczba obowiązków, które na siebie brał powodowało, że jego charakter niełatwy był do ujarzmienia. Pomimo tego, wszyscy, z którymi udało się porozmawiać na jego temat, bądź kiedykolwiek się z nim zetknęli, pamiętali go jako wyjątkową postać Młodzież wspominała, że lekcje historii prowadził lekko i z humorem, dzięki czemu wiedza, którą przekazywał, wchodziła uczniom łatwiej do głów niż w przypadku innych nauczycieli – pisaliśmy przed laty w tekście „Nauczyciel spod znaku Rodła”.

 

Popularyzator kultury łużyckiej

W cytowanym artykule przytoczyliśmy wspomnienie Elżbiety Ulanowskiej (również członkini TMHZG), która pojechała swego czasu z Rzeszowskim na wycieczkę do Warszawy.

- Za swoją działalność konspiracyjną był bardzo poważany w samej stolicy. Miał zawsze darmowe karnety do Teatru Wielkiego i często zabierając ze sobą uczniów z Gryfina korzystał z tego przywileju – wspomniała nauczycielka.

Rzeszowski chciał bowiem pokazać swoim podopiecznym, z małego nadodrzańskiego miasta, kawałek większego świata. Dlatego, jak wspominają ówcześni, miał fundować swoim uczniom coroczny pobyt w Szczecinie, w Warszawie oraz Cottbus, zaś na pokrycie kosztów przeznaczając honoraria za publikowane prace zmarłej żony.

- Zdawało się, że był wszędzie i wiedział wszystko. Uzupełniał na wyjazdach opowieści przewodników o nowe, ciekawe informacje. W warszawskim Domu Turysty miał własny pokój i honorowe członkostwo PTTK. Nie zapomnimy wyjazdu do Warszawy, gdzie m.in. zaprowadził nas na pierwsze wtedy w Polsce ruchome schody! Stałym punktem wyjazdów do Warszawy były też odwiedziny grobów harcerzy z „Szarych Szeregów” na Cmentarzu Powązkowskim – opowiada Urbańska.

Wspomniane wyjazdy do Cottbus były związane z największą życiową pasją Rzeszowskiego. W latach 1955-1960 studiował historię na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę magisterską napisał na temat „Łużyce w opinii polskiej w okresie 1815-1914”. Wkrótce po tym, już jako nauczyciel Technikum Ekonomicznego, zaczął popularyzować wiedzę na temat Serbołużyczan i ich kultury.

- Zorganizował współpracę międzynarodową ze szkołami w Cottbus i czeskiej Pradze. Obejmowały one wspólne imprezy, głównie o charakterze sportowym i kulturalnym. W 1965 r. odbyło się w Chociebużu (serbołużycka nazwa Cottbus) pierwsze spotkanie z uczniami szkoły z tej miejscowości. Następowały wizyty uczniów z Chociebuża w Gryfinie i odwrotnie. Cztery lata później dołączyło do tych bezpośrednich kontaktów także gimnazjum w Pradze. W 1967 r. odbyły się pierwsze zawody lekkoatletyczne uczennic z Gryfina i Chociebuża. Ponieważ wyjazdy zagraniczne w tamtych czasach były czymś wyjątkowym to wszystkie mocno angażowałyśmy się zarówno w treningi jak i działalność kulturalną. W roku 1968 wyjazd do Pragi na zawody nie odbył się z powodu kryzysu czechosłowackiego. Później spotkania odbywały się corocznie, przemiennie z każdej miejscowości przez 41 lat – wspomina Ludwika Urbańska.

Działania Stanisława Rzeszowskiego, jako osoby „zasłużonej dla działań prołużyckich na Pomorzu Zachodnim”, zostały zaakcentowane na 294 stronie w Encyklopedii Szczecina. Dostarczyły jednocześnie Rzeszowskiemu problemów, które odbiły się na jego życiu, zarówno prywatnym, jak i zawodowym.

 

Był powstańcem warszawskim?

W ostatnich miesiącach pojawiła się nie tylko propozycja nazwania ronda im. Praw Kobiet, ale również nadania patrona gryfińskiemu nabrzeżu. Gryfiński Ruch Patriotyczny widziałby przy nim tabliczkę z napisem „Polaków spod znaku Rodła”.

- Nasza inicjatywa stanowi kontynuację działań, które kilka dekad temu podjął zasłużony lokalny historyk i etnograf. To właśnie Stanisław Rzeszowski był jednym z pomysłodawców nadania gryfińskiemu liceum, w 1970 roku, imienia Aleksandra Omieczyńskiego. Był również autorem niezwykle cennej pozycji książkowej, zbeletryzowanej powieści pt. „Pod znakiem Rodła”, traktującej o życiu Polaków w przedwojennym Stettinie i ich działalności w regionie. Nasz projekt ma zatem na celu przypomnienie o takich osobach, jak właśnie nieco zapomnianym mimo wszystko Omieczyński, czy Rzeszowski – tłumaczył na naszych łamach pomysłodawca, Kamil Frelichowski.

- To swoisty chichot historii, że szansę mają inicjatywy dotykające w pewien sposób Stanisława Rzeszowskiego, a przepadają te związane bezpośrednio z nim – komentuje K. Wieliński.

Jak dodaje, podobna sytuacja była zresztą w przypadku ZSP im. Powstańców Warszawskich.

- Z mojej wiedzy wynika, że Rzeszowski był żołnierzem AK. Z tego co się dowiedziałem nie walczył, bo nie zdążył do punktu mobilizacyjnego, ale opisywał powstanie dzień po dniu. Posiadam napisane przez niego wiersze. Zawierał w nich to, co działo się podczas walk z niemieckim okupantem stolicy w 1944 r. Wymieniał dużo nazwisk. Kto zginął, kto się czym zasłużył. Opisywał ludzi, miejsca i zdarzenia. Musiał być ich uczestnikiem, nie mam ku temu wątpliwość – ocenia Wieliński.

Ale…

- Jego nazwisko nie znajduje się w żadnych spisach i bazie. Dowiedziałem się o tym, gdy pojechałem w jego sprawie do Muzeum Powstania Warszawskiego – przyznaje nasz rozmówca, który podjął działania, by Rzeszowski zaistniał na kartach tej historii.

- Pani w muzeum powiedziała, że potrzeba żyjących osób, które potwierdzą jego udział w powstaniu. Powstańców jest coraz mniej, ale wypisałem nazwiska, które Rzeszowski zawarł w swoich wierszach i okazało się, że żyły dwie z nich! Jedna była schorowana, praktycznie bez kontaktu z rzeczywistością, ale druga miała wykazywać się dobrą pamięcią. Chcieliśmy zapytać ją czy kojarzy Rzeszowskiego, ale się nie udało, bo… zmarła – opowiada Wieliński.

Czy rzeczywiście Rzeszowski należał do AK? W jednym z życiorysów zawodowych odnotował, że „pracę na odcinku szkolnictwa” rozpoczął „po ucieczce z transportu wywożącego mieszkańców Warszawy do obozu w Pruszkowie – w czasie powstania sierpniowego”. W dalszej części informował, iż  jesienią 1944 wykładał na tajnych kompletach w Szkole Podstawowej w Piastowie, w powiecie pruszkowskim. Nie mógł więc być w tym okresie w walczącej stolicy.

- Należy pamiętać, że Rzeszowski zmarł w 1985 r. W czasie, gdy mówienie o akowskiego przeszłości nie było w dobrym tonie, więc może dlatego o tym nie wspominał? Zresztą, nie we wszystkich swoich życiorysach podaje tę szkołę w Piaskowie, więc kto wie… - zastanawia się Krzysztof Wieliński.

Może mieć rację.

- W 1972 r. pan Rzeszowski zaprosił do naszej szkoły dwóch byłych powstańców warszawskich o pseudonimach „Świst” i „Murzyn”. To było wielkie wydarzenie w życiu szkoły. Wiedzieliśmy, że sam był powstańcem warszawskim, choć wtedy chwalić się tym raczej nie było można – wspominała przy okazji jednej z publikacji Ludwika Urbańska.

 

Donosili na niego koledzy

Powtórzyć można słowa Czesława Piskorskiego o „sylwetce trudnej do opisania”. Zdaje się, że taka pobudką kierowały się (przynajmniej oficjalnie) władze gminy, które poleciły sprawdzić, czy Rzeszowski, w swojej bogatej działalności społecznej, nie współpracował z organami bezpieczeństwa Polski Ludowej.

- Nie tylko nie współpracował, ale był inwigilowany przez SB. W archiwum IPN znajduje się teczka dotycząca sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim „Pedagog”. Była prowadzona od maja do grudnia 1975 roku – zasygnalizował Wieliński.

Sprawa, jak wyjaśnia notka informacyjna, dotyczyła sprawdzenie figuranta, Stanisława Rzeszowskiego, jako podejrzanego o współudział w nielegalnej organizacji młodzieżowej. W środku teczki znajdują się znane nazwiska: funkcjonariuszy Geislera i Osmolaka, ale również bardziej enigmatyczne: „TW (Tajny Współpracownik – przyp. red.) Hubert” oraz „KO (Kontakt Operacyjny – przyp. red.) Cyryl”.

- Notatki są tak precyzyjne, że udało się nam rozszyfrować kto krył się pod tymi kryptonimami. Były to osoby z otoczenia Rzeszowskiego. Jego koledzy, również z pracy, członek kółka teatralnego, które Rzeszowski prowadził w szkole. Wprost podane w dokumentach jest ponadto nazwisko nauczycielki, która udostępniała swoje mieszkanie, jako lokal konspiracyjny, do spotkań w rzeczonej sprawie – wyjaśnia Krzysztof Wieliński.

Skupmy się jednak na szczegółach sprawy, która, z dzisiejszej perspektywy, wydaje się błaha i irracjonalna.  Stworzenie „nielegalnej organizacji i związku młodzieżowego z udziałem dorosłych”, dotyczyło „łużyckiej działalności” Rzeszowskiego. Wśród zarzutów pojawiło się nawet, że optuje za… odebraniem części łużyckich ziem NRD, a następnie wcieleniem ich w granice PRL.

- W końcu ubiegłego roku Służba Bezpieczeństwa Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Gryfinie otrzymała informację o istnieniu i działalności „Ośrodka Wiedzy o Pomorzu Zachodnim i Ziemiach Połabskich”. W wyniku wstępnych czynności sprawdzających ustalono, że wymieniona organizacja zrzesza młodzież ze szkół ponadpodstawowych a w szczególności z Technikum Ekonomicznego w Gryfinie. Działalność Ośrodka była aprobowana przez dyrekcję wymienionego technikum, a jej założycielem i kierownikiem jest Ob. Rzeszowski Stanisław - nauczyciel historii i opiekun kółka artystycznego. W początkowym okresie działalności ośrodka tutejsza jednostka Służby Bezpieczeństwa nie stwierdziła negatywnej działalności, ale nie znała również form i metod działania oraz programów działającej organizacji. W miesiącu listopadzie ubiegłego roku w wyniku dokonanego zamówienia na korespondencję otrzymaliśmy kilka dokumentów "W", które w swojej treści zawierały przejaw działalności negatywnej, godzącej w interesy stosunków polsko - NRD-owskich. Zebrane materiały stanowiły punkt wyjścia do dalszych wszechstronnych sprawdzeń osobopoznawczych Ob. „S.Rz” – czytamy w teczce.

Sprawa ostatecznie została umorzona, a zarzuty oddalone, lecz Rzeszowski, z którym przeprowadzono „rozmowę ostrzegawczą”, musiał złożyć „samokrytykę”. Zawarł ją na czterech stronach, drobno zapisanego, oświadczenia z 18 listopada 1975 r.

- Oświadczam, że osobiście przeze mnie założony Ośrodek Wiedzy o Pomorzu Zachodnim i Ziemiach Połabskich PTSM z dniem dzisiejszym przestaje istnieć, jak również w przyszłości nie będę organizował innych ośrodków lub organizacji bez uprzedniego zezwolenia kompetentnych władz. Jednocześnie dobrowolnie wydaję organom ścigania wszystkie pieczęcie używane nielegalnie prze Ośrodek Wiedzy oraz napisane przeze mnie wiersze pt. „Na partyzanckim biwaku”, „Piosenka dla przyjaciół”, „Tęcza”, „Hymn Legii Łużyckiej”, „Pieść powstańców wielkopolskich”, „Bracia Słowianie”, „Wielki Naród”, „Pomnik przypomina” […]. Jednocześnie przyjąłem do wiadomości, że w razie wznowienia podobnej działalności będę pociągnięty do odpowiedzialności karnej zgodnie z obowiązującymi przepisami – oświadczył pisemnie Rzeszowski.

 

Odsunięty od młodzieży

W temacie docenienia Rzeszowskiego, a raczej jego braku, znamienne wydają się ostatnie lata życia gryfińskiego pedagoga. Chociaż przeprosił, a SB zamknęła sprawę, cała sytuacja odbiła się na jego życiu zawodowym. Dla pewności postanowiono bowiem odsunąć Rzeszowskiego od młodzieży.

- W ten sposób trafił do biblioteki szkolnej. Nigdy więcej nie prowadził już zajęć z uczniami – mówi Ludwika Urbańska, która w 1976 r. została zatrudniona w szkole jako nauczycielka wf-u.

Jak wspomina, mimo represji nie stracił pogody ducha.

- Gdy przyszłam do pracy, świeżo po studiach, nieco zestresowana, od razu wpadłam  na Stanisława Rzeszowskiego, który przywitał mnie słowami: „Witam koleżankę!”. Taki autorytet, ważny dla mnie człowiek, niby dwa słowa a tyle wsparcia  – wspomina nasza rozmówczyni.

Rzeszowski spędził w bibliotece kolejnych pięć lat i chociaż nie miał wykształcenia kierunkowego (nie był bibliotekarzem), zasłużył się również na tym polu. Gryfino zawdzięcza mu posiadanie pięknej biblioteki regionalnej. Za wybitne osiągnięcia w rozwoju kultury szczecińskiej został zresztą odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi, Złotą Odznaką „Gryfa Pomorskiego" i innymi odznaczeniami organizacji społecznych oraz nagrodą Prezydium WRN w 1970 roku.

Jego ostatnie lata nie należały jednak do najłatwiejszych. 29 kwietnia 1980 r. Rzeszowski skończył 60 lat, osiągając wiek emerytalny. Kilka tygodni wcześniej, w piśmie do dyrekcji Zespołu Szkół Zawodowych, jak w omawianym czasie nazywała się szkoła, prosił o przedłużenie okresu pracy do 31 sierpnia 1980 r.

- W dniu 1 września będę miał wysługę lat potrzebną do uzyskania 10% dodatku za pracę w PRL. W ciągu kilku miesięcy zdołam zgromadzić zaświadczenia potrzebne do uzyskania pełnej emerytury. Pragnę doprowadzić do końca zajęcia w zespole teatralnym i recytatorskim przy internacie – odnotował w piśmie, które sugeruje, że mógł mieć w tym czasie problemy finansowe.

- Byłbym bardzo wdzięczny za utrzymanie w dotychczasowej ilości godzin nadliczbowych w internacie lub ew. zwiększenie ich wymiaru w kwietniu, maju i czerwcu, gdyż np. w pierwszych dwóch tygodniach kwietnia nie będę miał tam (w związku z feriami) ani jednej nadliczbówki – prosił Rzeszowski.

Odpowiedź była odmowna, wobec czego poprosił ponownie.

- W związku z obliczeniem udokumentowanych okresów moje pracy, które wykazało, że do dodatku emerytalnego za lata przepracowane w PRL brakuje mi dokładnie 4 miesiące, proszę uprzejmie o przedłużenie mojego zatrudnienia w ZSZ w Gryfinie do dnia 31.12.1980, przy niezmniejszonej ilości godzin nadliczbowych, abym nie musiał szukać pracy na ten okres w innej szkole. Będę wdzięczny za pozytywną i szybką odpowiedź – napisał 19 czerwca 1980 r.

Odpowiedź była szybka, bo następnego dnia, lecz niekoniecznie pozytywna.

- Liczyłem wprawdzie, że okres mojej pracy zawodowej będę mógł zakończyć w tej szkole, tym bardziej że w grudniu minie 42 rocznica moich zajęć typu pedagogicznego. Tym niemniej przyjmuję decyzję z serdecznym zrozumieniem cudzych racji. Proszę jedynie o wstrzymanie złożenia moich dokumentów w ZUS. Do 15 lipca br. postaram się poinformować Dyrekcję czy powiodły się moje próby uzyskania pracy w innej placówce oświatowej i ewentualnie prosić będę wówczas o przeniesienie służbowe – skomentował kolejną negatywną dla siebie decyzję.

 

Rak trzustki

- Pan Rzeszowski na odchodne emerytalne otrzymał od koleżanek i kolegów z grona pedagogicznego walizkę podróżną – wspomina L. Urbańska, zawieszając głos.

- To jak go wtedy potraktowano było straszne. Takiego dobrego, uczynnego człowieka. Teraz nie jest wcale lepiej. Nie mogąc zrozumieć dlaczego jeszcze nie doczekał się upamiętnienia. Nie został doceniony ani w naszej szkole, ani w mieście. Tyle książek napisał, angażował się w tak wiele spraw. Był prawdziwym wychowawcą i pedagogiem. Publikował nawet, gdy otrzymał zakaz i został odsunięty od nauczania. Czynił to pod pseudonimem – przypomina jego wychowanka.

To dobre miejsce do podsumowania tego rozdziału działalności Rzeszowskiego. Jego dorobek publikacyjny jest wręcz imponujący. Obejmuje łącznie ponad 70 pozycji, w tym przewodniki regionalne opisujące dzieje, zabytki, folklor i pomniki przyrody. Najbardziej znane pozycje to „Pomorze szczecińskie wczoraj i dziś”, „Zagadnienia etniczne regionu nowogardzko-dobrzańskiego”, „Szlakiem legend i opowieści ludowych”.

- Ale Rzeszowski to nie tylko krajoznawca piszący przewodniki. Jest autorem opowiadań historycznych, takich jak „Pod znakiem Rodła”, „Przeciw rycerzom zakonu”, „Uczeń Długosza” (o Bogusławie X i dziejach Pomorza Zachodniego na przełomie XV i XVI w.), czy też „W Krainie Gryfitów”, w której to publikacji znalazły się dwie legendy dotyczące Gryfina: o "Regalickim Wodniku” oraz „O skarbie i szubienicy na Serbskiej Górze”, autorstwa jego żony. Opublikował on także blisko 300 artykułów i reportaży w prasie krajowej i zagranicznej. Przez lata był redaktorem kwartalnika „Gryfia” w Szczecinie i „Nowogardia” w Nowogardzie. W 1969 r. założył Ośrodek wiedzy o Pomorzu Zach. i Ziemiach Połabskich. Powołał do życia Szczecińskie Towarzystwo Kultury oraz Klub „Odra - Wisła – Sprewa”, mającego na celu ożywienie kontaktów z Łużyczanami. Założył także pierwszy w Polsce Szkolny Powiatowy Ośrodek Krajoznawczo-Turystyczny – pisaliśmy przed laty.

- Bardzo zaangażowany, tak jak ja oraz inni rzucony na nieswoją ziemię, którą jednak pokochał – opowiadał Antoni Adamczak, który pracował z Rzeszowskim w bibliotece oraz działał w Klubie Turystów Pieszych „Wiercipięty”.

Kolejne inicjatywy i projekty (m.in. prowadził prace nad słownikiem polsko-serbsko-łużyckim) przerwała choroba. W walce o powrót do zdrowia wspierali go dawni uczniowie. Zmarł 4 listopada 1985 r. Jak wynika z dokumentacji medycznej, powodem był rak trzustki.

- W jego ostatniej drodze na gryfińskim cmentarzu wzięła udział tłumnie ludność Gryfina, a  w szczególności młodzież, nauczyciele oraz harcerze – opowiada Krzysztof Wieliński.

Spoczął w grobie swojej matki, sam zaprojektował projekt pomnika.

 

Spór o miejsce

Pod koniec poprzedniego roku otrzymaliśmy informację, że nad „sprawą Rzeszowskiego” w końcu może zaświecić słońce. Stało się to przy okazji debaty nad nazwaniem ronda, przy wiadukcie kolejowym, im. Praw Kobiet.

- Władze Gryfina wystąpiły do Instytutu Pamięci Narodowej o opinię, która okazała się pozytywna. Rzeszowski nie współpracował z ówczesnymi organami bezpieczeństwa publicznego – usłyszeliśmy w magistracie.

Oznaczać to ma zielone światło dla upamiętnienia go w przestrzeni miejskiej. Znając opinię obu stron dostrzegamy obszar, który może doprowadzić do kolejnego sporu.

- Chcielibyśmy zachować konsekwencję, żeby patroni o charakterze ogólnopolskim ustanawiani byli na Starym Mieście, zaś na terenie Górnego Tarasu „umieszczać” ważne postacie polskiego Gryfina. W sposób podobny do ks. Palicy, a więc z tablicą pamiątkową umiejscowioną na kamieniu, w miejscu estetycznie zaaranżowanym. Idea budowałaby naszą tożsamość, upamiętniając osoby, które w powojennym czasie były liderami gryfińskiej społeczności – tłumaczył nam wiceburmistrz Tomasz Miler.

W tej koncepcji, dla Rzeszowskiego przewidziane byłoby rondo obok cmentarza, przy wylocie do Wełtynia. Z tą lokalizacją niekoniecznie zgadzają się inicjatorzy akcji.

- To jest jakieś sztuczne ustalenie, by gryfinian upamiętniać tylko na Górnym Tarasie. Rondo przy Orlenie znajduje się 100 metrów od domu, w którym do swoich ostatnich dni mieszkał Rzeszowski. To bardziej naturalny czynnik – upiera się Wieliński.

My dostrzegamy natomiast zdecydowanie bardziej naglącą kwestię. Znajdujący się na gryfińskim cmentarzu grób Stanisława Rzeszowskiego stale się zapada i grozi mu likwidacja. Dlatego to tym zagadnieniem zajęlibyśmy się w pierwszej kolejności. Zwłaszcza w obliczu zbliżającej się 40. rocznicy śmierci bohatera tego obszernego tekstu.

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Marian A. - niezalogowany 2024-12-22 00:18:22

    A ten wspomniany Pilecki to miał coś wspólnego z Gryfinem?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama