Aleksander Uchto jest znanym w całej Polsce raperem. Tworzy pod pseudonimem „Mam na imię Aleksander”. Prawie całe dzieciństwo i młodość spędził w Gryfinie.
Po ukończeniu liceum Aleksander wyjechał na studia do Wrocławia, co pomogło mu również w rozwijaniu swojej pasji, jaką jest muzyka. W rozmowie opowiada jak wspomina czas spędzony w Gryfinie, oraz o swojej twórczości.
W internecie wpisując twój pseudonim, możemy znaleźć informację, że urodziłeś się w Kielcach.
Aleksander Uchto: Zgadza się, ale mieszkałem tam tylko przez pierwsze trzy lata życia. Później krótko w Gorzowie, a następnie całe dzieciństwo, aż po liceum, spędziłem w Gryfinie. Obecnie studiuję we Wrocławiu.
Jak wspominasz czas spędzony w Gryfinie? To większość twojego życia.
- Gryfino to miejsce, które mnie zdefiniowało. Sposób myślenia, podejście do relacji, znajomości, pieniędzy... to wszystko, co mam w głowie na temat tych zagadnień ma swój fundament na boisku tzw. "czwórki", "dwójki" i okolicach ulicy Flisaczej. To bardzo trudne pytanie... trochę mnie zaskoczyłeś. Wspomina się coś, co już minęło, coś, co mamy za sobą, a Gryfino, mimo wszystko, to dla mnie teraźniejszość.
Często odwiedzasz nasze miasto?
- Niestety niezbyt często i do tego na krótko. Przeważnie jestem kilka dni i wracam do Wrocławia.
Wyjazd związany był z muzyką, czy bardziej ze studiami?
- Zdecydowanie ze studiami. Nie zmienia to faktu, że Wrocław dał mi możliwości, dzięki którym moja muzyka i wszystko, co działo się dookoła niej mogło rozwijać się dużo szybciej i efektywniej. Możliwości pojawiły się dość naturalnie i, że tak się wyrażę "przy okazji".
Pierwsze utwory powstawały kiedy jeszcze mieszkałeś w Gryfinie?
- Tak. Wszystko ma swój początek w gimnazjum. Wtedy miało to jeszcze formę nie do końca zrozumiałą. Dla wszystkich, nawet dla mnie (śmiech). Przed pierwszym poważnym projektem było mnóstwo "półproduktów". Pierwsza płyta (Odczucia EP) powstała w Gryfinie. Teksty, realizacja, mix/mastering. Wszystko za wyjątkiem produkcji, którą zajął się mieszkający w Szczecinie Ziemak.
Jakich wykonawców słuchałeś zanim sam zacząłeś tworzyć?
- Przede wszystkim Sokoła, Fu, Pezeta i Eldoki, z którym ostatnio miałem przyjemność pojechać w trasę koncertową.
A jak rozpoczęła się twoja współpraca z wytwórnią Fandango Records?
- Nie kryje się za tym żadna spektakularna historia. Po publikacji utworu "Pręgi", wyprodukowanego przez Szpalowsky"ego, odezwał się do mnie Miuosh. Popisaliśmy, później spotkaliśmy się w Katowicach, a owocem tych rozmów było "Nie Myśl O Mnie Źle"(solowy album Aleksandra z 2013 roku – przyp. red.)
W którym momencie poczułeś, że to już nie tylko zabawa, pisanie do szuflady, a coś poważniejszego, co usłyszą inni? Obecnie są to setki tysięcy osób, patrząc chociażby na wyświetlenia teledysków w internecie.
- Nigdy nie traktowałem tego w kategoriach zabawy. Zawsze podchodziłem do tego poważnie, tak jakby to miała być ostatnia rzecz, jaką w życiu powiem/napiszę. Paradoksalnie, z biegiem dni łapię dystans. Dociera do mnie, że moja muzyka nie decyduje o końcu świata, czy czyimś życiu (śmiech). Gdy myślę o "odbiorcach", nie myślę o nich w liczbie mnogiej, a wyobrażam sobie jedną, konkretną osobę. Tak łatwiej trzymać się odpowiedniej perspektywy.
Myślisz o tym, że jakiś nastolatek słuchając twoich utworów, będzie chciał być taki jak ty? Artyście zdecydowanie łatwiej dotrzeć do młodej osoby niż nauczycielowi, zgodzisz się z tym?
- Tylko przez ułamki sekund. Na całe szczęście, jeżeli ktoś będzie chciał się stać "mną", to tylko "mną z utworów muzycznych". W nich każdy mój błąd ma morał, wszystko jest bardziej klarowne, a moja słabość jest pretekstem do bycia najlepszym. To mnie uspokaja, bo w życiu codziennym tak się oczywiście nie dzieje. Bo nie ukrywam, że taka działalność niesie ze sobą dużą odpowiedzialność. A czy łatwiej nawiązać kontakt jest mnie, czy nauczycielowi? Pewnie mnie, ale wciąż nauczyciel ma mnóstwo narzędzi, by docierać i to docierać efektywnie. Wszystko zależy od tego, co to za nauczyciel.
Wydałeś już jedną EP-kę oraz album „Nie myśl o mnie źle”. Kiedy kolejna płyta? W trakcie tworzenia, planów?
- Tak. Jak pewnie wiesz, miesiąc temu wyszedł singiel pt. "Na światłach STOP". Jest to utwór zapowiadający płytę o tym samym tytule, której premierę planujemy na jesień tego roku. Plan jest już skonkretyzowany i będzie to w pewnym stopniu płyta konceptualna.
Skąd czerpiesz inspiracje do swoich tekstów?
- Z obserwacji. Muzycznie to dość surowy, elektroniczny klimat, który dociera do mnie wraz ze wszystkim, czego aktualnie słucham (Drake, J. Cole, Tunji Ige). Tekstowo, to portret dużego miasta, które mnie zmienia. Patrzę na ludzi, patrzę na siebie. Interpretuję zachowania. Taka trochę psychologia.
Właśnie, twoje utwory nie są, powiedziałbym, skoczne, raczej zmuszają do wsłuchania się i przemyśleń.
- Uważam, że tylko takie utwory mogą być uniwersalne i nieśmiertelne.
Studiujesz psychologię, wykorzystujesz wiedzę ze studiów do pisania tekstów? Czy studia nie mają z tym nic wspólnego?
- Nie sądzę, by studia jakkolwiek wpłynęły na to, jak wygląda moja twórczość.
A jak wspominasz pierwszy koncert? Gdzie się odbył, ile przyszło osób?
- Co ciekawe, był to koncert, który odbył się w ramach projektu RapGryfino na gryfińskim skateparku. Przyszło kilkadziesiąt osób. Byłem tak zestresowany, że po jego zakończeniu byłem w szoku przez następne kilka godzin. A więc wszystko zaczęło się w Gryfinie.
Obecnie ile masz zaplanowanych koncertów? Wśród nich są może jakieś w naszym regionie? Szczecin, okolice?
- Do premiery mam zaplanowany koncert w Bydgoszczy. Będzie to występ, na którym zjawią się wszyscy artyści, którzy udzielili się na albumie „Utopia”, produkcji Pawbeatsa. Po premierze będziemy planować trasę. Mam nadzieję, że w końcu zagram w Gryfinie. Tym razem już trochę lepiej i z trochę mniejszym stresem.
Na początku zapytałem, czy często jesteś w Gryfinie. Jeśli już bywasz, masz jakieś ulubione miejsca? Czy po prostu spotykasz się z rodziną i znajomymi?
- Nie mam konkretnych miejsc, w których spędzam czas. Ostatnim razem zrobiłem sobie wycieczkę po "starych miejscówkach". Gimnazjum, stadion, Flisacza, "dwójka", most... ale już chyba nie ten wiek, by przesiadywać na ławeczkach i ukrywać się z "piwkiem". Już mnie tam nie ma. Więcej czasu poświęcam rodzinie. Paradoksalnie więcej niż kiedy byłem na miejscu.
Aleksander Uchto za 15 lat. Jak teraz widzisz siebie za tyle lat?
- Kulturalny, zrównoważony, obowiązkowy pan, z masą doświadczeń, szalenie błyskotliwą i piękną żoną, w dobrym garniturze z dobrze dobraną poszetką.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze