„Nigdy nie krzyczała, nie podnosiła głosu, a jej sugestie były nienachalne. Patrzyła na pracę i mówiła: „Nie uważasz, że brakuje w niej powietrza?”. I wszystko było już jasne”. Wspominamy Wiesławę Tyłę, która przez ponad 30 lat prowadziła Pracownię Plastyczną w Młodzieżowym Domu Kultury
Była wrażliwa na sztukę, ale również na otoczenie.
- Przejawiało się to w wielu sytuacjach i działaniach. Potrafiła godzinami obserwować przyrodę, spoglądać w niebo, wsłuchiwać się w śpiew ptaków. Dokarmiała zwierzęta, wieszała słoninkę – mówi Krzysztof Rudnicki.
Wszyscy pamiętają moment zaproszenia kota do pałacyku. Udomawiała nie tylko zwierzęta.
- Przed oknem jej pracowni wyrosła jarzębina. Co roku zachwycała się, gdy pojawiały się czerwone korale. W tym okresie roku był to główny aspekt jej zainteresowań i westchnień. Dlatego z czasem zaczęliśmy nazywać tę jarzębinkę „Wiesia”. Dziś pięknie oplata budynek, przypominając nam o koleżance - mówi K. Rudnicki.
- Na każdym kroku cechowała ją wrażliwość, ale należy zwrócić uwagę, że była to pani zwiewna i dystyngowana, ale też wymagająca – zwraca uwagę P. Ostrowski, przechodząc do kolejnego „wątku”.
W rogu Pracowni Plastycznej MDK nie trzeba było ustawiać kija, choćby metaforycznego.
- Na zajęciach było pełne skupienie. Prowadząca była bardzo wymagająca, kulturalna, ale konsekwentna. Jeśli zaczęła jakiś temat, to dążyła do tego, by dzieci wykonały go do końca i zapamiętały, to co miała im do przekazania.– mówi Rudnicki.
Bez zbędnych krzyków, złości, a nawet lekkiego podnoszenia głosu.
- Wystarczyło jej spojrzenie, jedno słowo, by dzieci wiedziały, co robić – mówi Ostrowski, który nieraz odczuł „taką sugestię”.
Dwustronne wspomnienie Wiesławy znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze