Kierowca ambulansu już widział dziecko na masce. Brakowało niewiele, aby maluch zginął pod kołami rozpędzonej karetki. W ostatniej chwili na pomoc rzucił się strażnik miejski i ocalił malucha.
Do zdarzenia doszło kilkanaście minut przed godziną ósmą rano we wtorek. Ulicą Łużycką od strony Pniewa jechał ambulans na sygnale. Wówczas na wysokości SP 1 zapaliło się zielone światło dla pieszych. Obecny przy pasach strażnik miejski krzyknął do dzieci, by nie wchodziły na jezdnię, do przejścia bowiem z dużą prędkością zbliżała się karetka. Jedno z dzieci jednak nie posłuchało i wyszło na pasy. Wprost pod ambulans, który jechał ok 80 km/h. Strażnik miejski rzucił się i niemal spod kół wypchnął małego ucznia.
- Nie wiem, ile miał lat – mówi Arkadiusz Rybicki. – Może druga, może trzecia klasa podstawówki. Czy czuję się bohaterem? Nie. Wykonywałem tylko swoją pracę – mówi skromnie strażnik.
Na szczęście ani dziecku, ani funkcjonariuszowi nic się nie stało.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze