Zwycięstwo Adama Małysza w 49. Turnieju Czterech Skoczni zapoczątkowało zjawisko społeczne, które przeszło do historii jako „Małyszomania”. W styczniu 2001 r. cała Polska zainteresowała się skokami narciarskimi. Całymi rodzinami oglądano poczynania „orła z Wisły”. Niektórzy nieśmiało próbowali nawet wzorować się na swoim idolu. Śmiałków, którzy nie bali się latania, nie brakowało również na terenie powiatu gryfińskiego
Na pierwszych zawodach, w których startowali, wywołali spore zainteresowanie. Słysząc nazwę Zieloni Zielin, organizatorzy i trenerzy innych ekip myśleli, że mowa o klubie z Zielonej Góry. Gdy wyjaśnili, że chodzi o liczącą kilkuset mieszkańców wieś na Pomorzu Zachodnim, rozmówcy przecierali oczy (i uszy) ze zdumienia.
- To pierwszy i jedyny polski klub, w którym młodzież ma szansę spróbować swoich sił w skokach, nie mieszkając górach. Klub Zieloni Zielin i jego zawodnicy – skoczkowie z Pomorza – to fenomen na skalę kraju! – pisał portal skoki narciarskie.pl.
Działo się to dwadzieścia lat temu. Ślady tamtych wydarzeń można znaleźć dziś w internecie. O skoczkach narciarskich z Zielina w gminie Mieszkowice informowały nie tylko fachowe portale. O swoistym fenomenie pisały m.in. „Gazeta Wyborcza” i szczecińskie dzienniki.
Najwięcej miejsca na swoich łamach, sportowcom z południa powiatu gryfińskiego, poświęcała nieistniejąca już „Gazeta Chojeńska”, do której materiały regularnie podsyłał Krzysztof Karolak. W opisywanym momencie był dyrektorem szkoły w Zielinie. To właśnie on założył sekcji skoków w miejscowym klubie.
- Działalność zaczęliśmy na kanwie sukcesów Adama Małysza, ale nie była to chwilowa fanaberia. Sekcja skoków narciarskich została formalnie rozwiązana dopiero w 2011 r. W tym czasie daliśmy poznać się z dobrej strony, nawiązaliśmy wiele przyjaźni, które trwają do dzisiaj. Tak, jak na samym początku naszej działalności, gdy zaczęliśmy pojawiać się na różnych skoczniach, wszyscy się dziwili: „Skąd? Z zachodniopomorskiego? To chyba skaczecie na nartach wodnych?”, tak później, gdy przestaliśmy uczestniczyć w zawodach, dziwiono się, że nas nie ma. Jeszcze przez dwa lub trzy kolejne sezony przysyłano nam zaproszenia i komunikaty o organizowanych konkursach skoków dla dzieci i młodzieży – komentuje Krzysztof Karolak, który z grupką podopiecznych zadał kłam teorii, że skoków nie można w Polsce trenować poza terenami górzystymi.
Cały artykuł znajduje się w dzisiejszej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze