Reklama

Rodzina ze Szwecji wspiera Stare Brynki

Fundacja Sevholt Hjalpfond – Polenhjalpen od wielu lat pomaga najbiedniejszym mieszkańcom Starych Brynek. Pierwsza pomoc trafiła do naszego regionu już w czasach stanu wojennego.

 

Zaczęło się w latach 80. W czasie stanu wojennego (od 13 grudnia 1981roku) do Polski płynęły dary z całego świata. Przy ich rozdzielaniu pracowało kilkadziesiąt tysięcy osób. Właśnie wtedy o trudnej sytuacji materialnej rodzin z podszczecińskich, popegeerowskich wsi usłyszała jedna z nauczycielek w Szwecji. Tematem pomocy i wsparcia zainteresowała swoich uczniów i ich rodziców. Opowiedziała między innymi o pani Eli ze Starych Brynek, która była w ciąży z dwunastym z kolei dzieckiem i o pani Marii z Wysokiej Gryfińskiej, która już miała czternaścioro potomków. O tym, że w okolicznych wsiach są dzieci, które nie mają butów na zimę, ciepłych kurtek, a często nawet nie mają co jeść. I o tym, że cukier, masło i czekolada to są towary luksusowe, po zwyczajną kiełbasę stoi się w kilometrowej kolejce, a o szynce, nawet takiej w puszce, można tylko pomarzyć. I że wcale nie chodzi o przesyłanie pieniędzy, bo sklepy świecą pustkami, więc i tak nie można nic kupić. Dla kobiet z bogatej Szwecji musiało to brzmieć bardzo nieprawdopodobnie.  

- Przyjechały więc pewnego dnia, by na własne oczy przekonać się jak tu jest – opowiada pani Zenona, która była wówczas nauczycielką w Szczecinie.
I tak się zaczęło. Wkrótce szwedzka rodzina założyła Fundację Sevholt Hjalpfond – Polenhjalpen. Do dziś z ich pomocy korzysta kilkanaście rodzin. Przywożą to, co w domu na co dzień jest najbardziej potrzebne: proszek do prania, cukier, mąkę, makarony, masło. W paczkach bywa też sucha kiełbasa i słodycze.
– To duża pomoc – twierdzi pani Kazia. Miała na utrzymani pięcioro dzieci, troje jest już na swoim, ale dwoje jeszcze w gimnazjum .- Dobrze, że są tacy, którzy pomogą – mówi.

Paczkę dostała też Emilia, która ma 3-letniego synka. Nie pracuje, utrzymuje się z tego, co dorywczo zarobi jej chłopak.

– To pani Inia pomogła mi wyleczyć chore dziecko - wspomina trudne czasy inna mieszkanka Starych Brynek, pani Ela.
Potem już co roku, zwykle przed świętami, dostawała paczki żywnościowe i ubrania.
- Dzięki temu wszystkie dzieci miały na zimę kurtki i buty – opowiada.

Reklama

Kim są przyjaciele ze Szwecji?

Nie chcą rozgłosu. Nie chcą, by ich nazwiska były publikowane. Dziś przyjeżdżają jak przyjaciele, witają się serdecznymi uściskami, przywożą prezenty i wiadomo, że można na nich liczyć w trudnych, losowych sytuacjach. Zauważają, że polska wieś się zmienia. Kobiety lepiej wyglądają, dzieci są zadbane i ubrane, ogrody pielęgnowane, a na parkingach stoi coraz więcej samochodów. To już nie ta biedna wieś co 25 lat temu. Jest o niebo lepiej, ale przyjaciele z bogatej Szwecji wciąż są skarbem.

Reklama

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama