- Po pierwszym treningu byłam załamana. Wyglądało to naprawdę źle. Chłopaki nie mieli żadnego treningu przez trzy miesiące, musiałam pokazywać im podstawy. Ale teraz jestem z nich dumna i zadowolona - mówi Katarzyna Duran, nowa trenerka KPR Blejkan Gryfino
Taki był plan, zakończyć karierę, wrócić na stare śmieci i zająć się szkoleniem młodzieży?
Katarzyna Duran: Absolutnie. W ogóle nie zamierzałam wracać do piłki ręcznej, po tym jak kilka lat temu z nią skończyłam.
Co w takim razie uległo zmianie?
- Telefon od Maćka Wirskiego. Dał mi wiele do myślenia. Poza tym, działacze zaproponowali mi, bym objęła opiekę nad grupą naborową. Tak się składa, że to rocznik mojego syna. Chciałam zachęcić go do piłki ręcznej, a przy okazji spędzać z nim więcej czasu. Zadecydowały te dwa aspekty.
W KPR otrzymała pani dzieci z klas 4-5, ale też chłopców z juniorów młodszych. Jak zareagowali na kobietę-trenera?
- To był dla nich mały szok.
Krępowali się?
- Szczególnie niektórych ćwiczeń. Praca z kobietą była dla nich nowością. Byli skrępowani, ale ja zupełnie nie. Dobrze odnalazłam się w tej sytuacji, starałam się złamać barierę między nami. Tłumaczyłam im pewne rzeczy, powiedziałam, by mówili do mnie po imieniu, tak samo jest zresztą w młodszej grupie. To pomogło.
Więcej w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze