Podpalił śmieci, ale mógł doprowadzić do pożaru całej hali. Dwudziestoletni mieszkaniec Gryfina jest już w rękach policji. Wpadł za sprawą monitoringu
Do pożaru doszło w nocy, z 17 na 18 października. Jak wspomina Bartosz Matławski, który w hali przy ul. Łużyckiej prowadzi studio projektowania mebli, o zdarzeniu dowiedział się będąc w domu. Gdy przyjechał na miejsce, byli tam już strażacy i policja. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, jako pierwszy pożar zauważył pracownik pobliskiej stacji paliw. To on poinformował służby o niebezpieczeństwie.
- Kiedy przyjechałem na miejsce, paliła się elewacja, na szczęście hala zbudowana jest z dobrych, atestowanych materiałów i nie było aż tak dużego zagrożenia, że wszystko spłonie – tłumaczy.
Mówi też o świetnym przygotowaniu strażaków do akcji, na miejscu działali bardzo sprawnie, co pozwoliło na zminimalizowanie strat. Owe straty oszacowano na kwotę 30 tys. złotych. Zaraz po zakończeniu akcji gaśniczej właściciele hali meblowej wraz z policją obejrzeli zapis z monitoringu. Na nagraniu było widać młodego mężczyznę, który idzie wzdłuż budynku, potem podkłada ogień pod składowane nieopodal palety i inne segregowane odpady.
- Segregujemy je przy hali, regularnie wywozimy te odpady na wysypisko śmieci – mówi Bartosz Matławski.
Ogień szybko się rozprzestrzenił i zajęła się elewacja. Styropian zaczął się topić. Jak się okazało, policjanci doskonale znali podpalacza. Gdy tylko zobaczyli nagranie na monitoringu, wyszli z pomieszczeń hali meblowej. Wrócili po dwóch minutach ze skutym w kajdanki podpalaczem.
• Więcej w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze