Reklama

Dlaczego warto wybrać weterynarię? Maciej Racinowski opowiada o swojej drodze zawodowej i zaangażowaniu w samorządzie. Zupełnie inna perspektywa na służbę zdrowia w radzie powiatu.

Rozmowa z Maciejem Racinowskim, kandydatem do Rady Powiatu Gryfińskiego/ Materiał zlecony przez KWW Inicjatywa Samorządowa

Dlaczego weterynaria?

Maciej Racinowski: Można powiedzieć, że wyszło naturalnie. To zawód, który towarzyszył mi od dzieciństwa. Lekarzem weterynarii był bowiem mój tata. W czerwcu 1960 roku, zaraz po zakończeniu studiów we Wrocławiu, otrzymał przydział pracy w dzisiejszym powiecie gryfińskim. Został skierowany do Państwowego Zakładu Leczenia Zwierząt, który mieścił się na Stacji Widuchowa. Tam toczyło się nasze życie, bo mieszkaliśmy obok lecznicy.

 

Przyglądał się pan pracy ojca?

- Regularnie. Fascynowało mnie to, czym się zajmował. Zdecydowanie bliżej mi było do zawodu taty, niż mamy, która była nauczycielką a później wieloletnią dyrektorką Szkoły Podstawowej w Widuchowej. Chyba nawet przez chwilę nie pomyślałem, że mogę robić coś innego w życiu. To trochę tak jak w „dawnych czasach”, gdy syn przejmował fach po ojcu. Miałem, co prawda możliwość dokonania własnego wyboru, ale nie widziałem takiej potrzeby. Chciałem zostać lekarzem weterynarii.

Reklama

 

Zawodowo nie związał się pan jednak z Widuchową, lecz Gryfinem.

- W 1989 roku, razem ze wspólnikami, założyłem lecznicę dla zwierząt w Gryfinie. Od początku działalności znajduje się przy ul. Łużyckiej. Obok siedziby ZUS, w której wcześniej mieścił się gryfiński oddział Wojewódzkiego Zakładu Weterynarii. Można powiedzieć, że to miejsce z wieloletnią, weterynaryjną tradycją, sięgającą nawet czasów przedwojennego Greifenhagen.

 

Co do tradycji…

- Jest w rodzinie kontynuowana. Moja córka Sylwia poszła w ślady dziadka i ojca. Również skończyła studia weterynaryjne we Wrocławiu i praktykuje w zawodzie. Syn Grzegorz jest natomiast historykiem i dziennikarzem.

Reklama

 

Jest pan nie tylko gryfińskim lekarzem weterynarii, ale również samorządowcem. W radzie powiatu zasiadł pan po raz pierwszy w 1998 r.

- To była pierwsza kadencja, zaraz po reformie administracyjnej, na skutek której przywrócono powiaty. Miałem 34 lata i dopiero uczyłem się samorządu. Wydaje mi się, że wyborcy dobrze ocenili moją pracę, bo cztery lata później ponownie wybrali mnie do rady. Radnym zostałem też w 2006 roku, gdy wszedłem jednocześnie do zarządu powiatu gryfińskiego. W ostatnich latach działam natomiast w DIROW, czyli Dolnoodrzańskiej Inicjatywie Rozwoju Obszarów Wiejskich, której jestem wiceprezesem. Wspieramy rozwój zachodniopomorskiej wsi oraz inicjatywy i projekty związane z tamtejszą społecznością.

Reklama

 

Dlaczego, po kilkuletniej przerwie, chce pan ponownie znaleźć się w Radzie Powiatu?

- Chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie samorządowe. Radę Powiatu Gryfińskiego znam zarówno od strony radnego opozycyjnego, jak i członka organu zarządzającego.

Jakimi sukcesami może się pan pochwalić na tej płaszczyźnie?

- Od 1998 r., czyli od samego początku istnienia naszego powiatu, najwięcej trosk dostarczała kwestia służby zdrowia. Powiat gryfiński przejął ją wraz z całym mieniem, na które składały się również niespłacone zobowiązania finansowe. Mowa nie tylko o Szpitalu Powiatowym, zadłużone były też Zakłady Opieki Zdrowotnej. Trochę to trwało, ale spłatę wszystkich tych długów zakończyliśmy właśnie w latach 2006-10. To również okres oddłużania gryfińskiego szpitala. Jego istnienie było wówczas zagrożone, lecz decyzje naszego zarządu, w tym m.in. przekształcenie w spółkę z udziałem powiatu, przyniosło pożądane efekty. Działalność szpitala została utrzymana, dług spłacony, a ponadto przeprowadziliśmy restrukturyzację. Sukcesów było więcej, ale wyprowadzenie służby zdrowia na prostą należy ocenić najwyżej.

Reklama

 

Co, poza doświadczeniem, może pan wnieść do rady powiatu?

- Przez ostatnie lata nie byłem radnym, obserwowałem sytuację z perspektywy mieszkańca miasta. Uważam że moja ocena może być świeża i wartościowa. Posiadam pomysły rozwiązań i wizję działania. Wiem z jakimi problemami i zagrożeniami zmaga się samorząd. W moim odczuciu w samorządzie za dużo jest polityki. Mówię to z perspektywy nie tylko samorządowca, lecz również byłego członka partii politycznej.

 

Z list Platformy Obywatelskiej startował pan nawet do Sejmu RP. W 2007 r. zdobył pan 3145 głosów. Lepszy wynik, dla gryfińskiej PO, dopiero w poprzednim roku zdobyła Magdalena Pieczyńska.

Reklama

- Paradoksalnie była to końcówka mojej działalności partyjnej. Z PO odszedłem już w 2008 r. Byłem wtedy członkiem zarządu powiatu. Ówczesne kierownictwo gryfińskiej PO namawiało mnie, żebym wykorzystał swoją pozycję dla celów partii. Chcieli wpływać na moje decyzje. Nie widziałem możliwości takiej ingerencji. Jako że naciski były silne i regularne, postanowiłem odejść z PO. Partia polityczna nakłada na członka zobowiązania oraz realizację pewnych schematów. Nie uważam, by było to dobre dla samorządu, który powinien być wolny od polityki, w jak największym stopniu jest to tylko możliwe. Dlatego już nigdy nie związałem się z żadną partią. Startuję z lokalnego komitetu, KWW Inicjatywa Samorządowa, którego działalność od wielu lat jest bardzo dobrze oceniana przez wyborców. Jeśli zostanę radnym powiatowym, to postaram się nie odbiegać od tych wysokich standardów.

 

Reklama

Materiał zlecony przez KWW Inicjatywa Samorządowa.

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 02/04/2024 14:13
Reklama

 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama