Smutną informację za pośrednictwem mediów społecznościowych przekazała jego żona
Mirosław Rodziewicz zmarł dzisiaj rano (13.11) o godzinie 6.00 po wieloletniej walce z chorobą.
Opowiadał o niej w mediach. W kwietniu 2019 r. przeszedł planowaną operację, podczas której okazało się, że ma guza na lewym płacie płuca.
– To był szok, ale to uratowało mi życie, bo guz był jeszcze operacyjny i miesiąc później został usunięty. Niestety, okazało się, że jest złośliwy. Teraz jestem w trakcie chemioterapii - mówił cztery lata temu na łamach Kuriera Szczecińskiego.
Artykuł stanowił swoisty apel. Życiową pasją 54-latka była jazda na motocyklu.
– Zależy mi nie tylko na tym, żeby zrealizować swoje marzenie. Nie chcę się dać temu „skurczybykowi”, który mnie zaatakował, będę z nim walczył i chcę wygrać. Chciałbym też, by inni, którzy są w podobnej sytuacji do mojej, nie poddawali się i nie rezygnowali ze swoich marzeń w obliczu choroby – mówił w rozmowie z Marią Piznal, opowiadając o planowanej wyprawie wzdłuż Polski.
Pod koniec poprzedniego roku nastąpił nawrót choroby. Mirosław pisał o swojej walce na bieżąco w mediach społecznościowych, informując o wizytach w szpitalu oraz mocnych dawkach chemii.
Rodzinie oraz licznym przyjaciołom zmarłego składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze