Smutna informacja dotarła dziś do naszej redakcji. W wieku 89 lat zmarła Janina Jarocka
- Nie wiem ile jeszcze pożyję. 89 lat to bardzo dużo, a niedawno pochowałam męża. Odszedł nagle, w marcu - mówiła nam pani Janina.
Spotkaliśmy się 18 sierpnia, by porozmawiać o wydarzeniach sprzed niemal 80 lat. Janina Jarocka, jeszcze pod nazwiskiem Rubczak, w sierpniu 1945 roku wysiadła na zniszczonym, gryfinskim dworcu. Miała 11 lat. W naszym mieście spędziła resztę życia.
- Nie podobało nam się tutaj. Miasto zniszczone, pachniało śmiercią. Chcieliśmy nawet jechać na Śląsk, gdzie wysiadło wielu mieszkańców naszej miejscowości, ale zostaliśmy z naszym ukochanym księdzem - tłumaczyła J. Jarocka.
Tak samo jak ks. Jan Palica wywodziła się z Kałusza, o którym mówiła z uczuciem i emocjami.
- Ale to tutaj spędziłam więcej lat. Wspaniałych lat. W Gryfinie skończyłam szkoły i podjęłam pracę na poczcie. W 1954 r. poznałam tam Stefana, który pół roku później został moim mężem - opowiadała, pokazując zdjęcia z dziećmi i wnukami.
Cały artykuł: o Kałuszu, podróży, powojennym Gryfinie, wzrastaniu w poniemiecką rzeczywistość, życiu rodzinnym i wielu innych kwestiach, znalazł się w aktualnym wydaniu naszej gazety.
Z tym większym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci gryfińskiej kałuszanki.
Rodzinie oraz przyjaciołom i sąsiadom składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze