Reklama

Mogiła w środku lasu!

Spokojny las nieopodal Nowego Czarnowa kryje niewiadomą, która być może jest największą zagadką w historii tej miejscowości. W tym lesie, między drzewami znajduje się grób owiany tajemnicą...

W lipcu 2016 roku w Gazecie Gryfińskiej ukazał się artykuł o grobie w środku lasu nieopodal Nowego Czarnowa. Przypominamy jego historię na naszym portalu, a już w najbliższym numerze Gazety Gryfińskiej będzie można przeczytać o dalszych losach tajemniczej mogiły. 

Kto leży w tym grobie? Jak zginął? Dlaczego znajduje się w środku lasu? Poszlak jest wiele i żadnej pewnej odpowiedzi

 

Dla mieszkańców Nowego Czarnowa grób jest stałym, a nawet naturalnym elementem okolicy wsi. Pochówek znajdował się w tym miejscu od zawsze, nim jeszcze polscy obywatele sprowadzili się na te tereny. Większość mieszkańców przyjmowała na wiarę założenia innych, pozostawiając sprawę nierozwiązaną. W taki sposób grób stoi aż po dziś dzień pośród drzew, co w świetle prawa jest nielegalne, ponieważ po 1945r. nie można było chować ludzi w innych miejscach niż cmentarz.

Reklama

Mogiła znajduje się w lesie ok. 2,5 km od Nowego Czarnowa, niedaleko leśnej drogi w kierunku Pacholąt. Wygląda niepozornie: niewielki kopiec opatrzony krzyżem z tabliczką, na której znajduję się nazwisko z rokiem urodzenia i śmierci. Cytat widniejący na tabliczce brzmi „Bronił tej ziemi i tu został”, co może wskazywać na pierwszą hipotezę, jakoby poległy był żołnierzem walczącym na tych ziemiach. Co ciekawe, miejsce pochówku nie jest zaniedbane, a czasami można znaleźć na nim nawet świeże kwiaty oraz znicze. Kto i dlaczego zdecydował się zaopiekować mogiłą?

 

Reklama

Rzekomy krewny zmarłego

Dotarliśmy do mieszkanki Nowego Czarnowa, która twierdzi, że pierwszy o miejsce pochówku zaczął dbać jej ojciec. Motywowały go powiązana rodzinne, ponieważ wierzył, że właśnie tam odnalazł zmarłego stryja poległego w walkach podczas wojny.

- Jestem przekonana, że jeżeli mój ojciec nie miałby pewności, że zmarły jest jego wujem, to nie opiekowałby się tym miejscem – mówi mieszkanka wsi. - Miał do tego pewne przypuszczenia.

Rzekomy bratanek chodził do lasu doglądając grobu, opatrzył go nawet tabliczką z imieniem swojego stryja. Robił to aż do swojej śmierci. Nie wiemy, czy miał mocne dowody na poparcie swoich tez, być może kierowała nim potrzeba uhonorowania wuja. Historii mieszkanki stanowczo zaprzecza Dawid Rembecki, student archeologii na Uniwersytecie Warszawskim.

Reklama

- Moim zdaniem nie leży tam Leon Wiktorowicz. Po pierwsze, gdyby faktycznie jego bratanek miał potwierdzenie o pokrewieństwie z poległym, to dokonałby ekshumacji i nie pozwoliłby, aby ktoś z jego rodziny spoczywał w środku lasu - tłumaczy. - Na potwierdzenie swoich słów mam informacje uzyskane od innych mieszkańców tej okolicy.

Pierwsi opiekunowie grobu

Kiedyś dwóch chłopców wraz z nauczycielem dokopało się do szczątków ludzkich. Odkryli, że nie leży tam jeden żołnierz, a trzy osoby. Dokopali się bowiem do piszczeli, które były zawinięte w zakrwawiony koc.

Reklama

Dotarliśmy do jednego z tych chłopców – Tadeusza Wdowiaka. Dzisiaj jest już jednym ze starszych mieszkańców Nowego Czarnowa, który trafił do tej miejscowości w 1952 r. Z chęcią opowiedział nam historię związaną z odkopywaniem szczątków. Według jego relacji, koleżanka, pani Niemczyk zbierała jagody w lesie i odkryła trzy krzyże wbite w ziemię. Powiedziała Tadeuszowi Wdowiakowi, że tam znajdują się trzy ciała, rzekomo radzieckich żołnierzy.Mężczyzna zapamiętał, że na przełomie 1959 i 1960 r. do pobliskiej szkoły przyjechała delegacja z wojska w celu nauki upamiętniania grobów przez dzieci. Żołnierze szukali informacji na temat jakichś pochówków. Wtedy Tadeusz Wdowiak powiedział nauczycielowi o trzech krzyżach w lesie.

- Poszliśmy tam potem na szkolną wyprawę. Było to wiele lat po wojnie i nie było już tych krzyży i trudno było określić położenie grobu, dlatego nauczyciel wybrał mnie i mojego już świętej pamięci kolegę Stasia Bednarczyka do kopania - opowiada Tadeusz Wdowiak.

Reklama

Dwaj chłopcy wykopali dół długi i szeroki na metr i głęboki mniej więcej 1,5 metra.

- Odkryliśmy koc, a dzisiaj już wiem, że to była wojskowa pałatka  - dodaje.

Dzieci wykopły zakrwawiony koc i znalazły kość piszczelową. Gdy nauczyciel zobaczył znalezisko, to natychmiast kazał wszystko zakryć i zakopać. Wspólnie stworzyli kopiec i od tamtej pory uczniowie i nauczyciele szkoły w Nowym Czarnowie opiekowali się grobem, szczególnie we Wszystkich Świętych.

- Stąd jestem przekonany, że tam leży trzech żołnierzy – dodaje Tadeusz Wdowiak.

Reklama

Wówczas nauczyciele nie chcieli ekshumować zwłok, ponieważ bardziej zależało im na samym upamiętnieniu poległych. Sprawa została zgłoszona do pracowni badań historycznych i archeologicznych Pomost w Poznaniu, która będzie z nami na bieżąco się kontaktować.

- Najpierw trzeba sporządzić odpowiednią dokumentację, postaramy się jak najszybciej zająć tą sprawą – tłumaczy Tomasz Czabański ze Stowarzyszenia Pomost.

Czy uda się im rozwiązać zagadkę? Tylko u nas w Gazecie Gryfińskiej będziecie mogli śledzić postępy prac grupy archeologicznej.


Reklama

Już w kolejnym numerze naszej gazety piszemy o pierwszych przypuszczeniach grupy archeologicznej ze Szczecina - Pomorze Zachodnie 1945.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama