Piłkarze Energetyka przygotowują się do rundy wiosennej na swoich boiskach. Gdyby urodzili się 30 lat wcześniej, najpewniej wracaliby właśnie z obozu zimowego. O wyjazdach lokalnych sportowców na zgrupowania przygotowawcze można byłoby napisać książkę. Zwłaszcza o latach 90., które są głównym bohaterem tego tekstu
Piszemy o gryfińskich piłkarzach, lecz gdybyśmy opisywali obozy sportowe innych klubów z dzisiejszych miast powiatowych, wyłaniałaby się podobna, jeśli nie identyczna opowieść. Lokalne kluby rywalizowały ze sobą na boisku, zaś zakłady pracy, które je sponsorowały, na płaszczyźnie organizacyjno-finansowej.
- W latach 1984-1987, gdy byłem wiceprezesem Energetyka, na etatach w Elektrowni Dolna Odra znajdowało się dwudziestu zawodników, a do tego trenerzy i cały sztab szkoleniowy. Choć była to 3.liga, nasi piłkarze zajmowali się tylko treningami i meczami. Do pracy nie chodzili, przynajmniej przez te trzy lata. Jak zawodowcy, tylko sport – opowiadał na naszych łamach Kryspin Pawlicz.
Złote czasy nie mogły jednak trwać wiecznie. Wraz z upadkiem Polski Ludowej, w kryzysie znalazły się klubu resortowe oraz te wspierane przez największe zakłady pracy (np. kopalnie). Na początku lat 90. bieda zajrzała również w piłkarskie szatnie na Pomorzu Zachodnim. Mimo to, Energetyk jeszcze przez kilka lat utrzymywał się na powierzchni.
- Chemika Police, czy Błękitnych Stargard szybciej dopadła zapaść i utraciły na swoim znaczeniu. Energetyk natomiast funkcjonował na niezłym poziomie organizacyjnym jeszcze przez kilka sezonów. Wszystko dlatego, że istniał inkubator w postaci Dolna Odra – tłumaczył na naszych łamach Stefan Ragan.
Gdy dużo większe kluby, z większych ośrodków, wpadały w długi, w 3-ligowym Energetyku wciąż znajdowało się kilka etatów pracowniczych, m.in. dla kierownika klubu, księgowego, kierownika obiektu.
- Wtedy, a mowa o środku lat 90. z Dolnej Odry płynęły do klubu niewyobrażalne pieniądze. W klubie panował specyficzny klimat. Od lat 70. znajdował się pod opieką elektrowni, piłkarze zawsze mieli, to czego chcieli. Rodziło to pewne rozluźnienie. Było dużo spraw dyscyplinarnych. Chcieliśmy, by zawodnicy bardziej profesjonalnie podchodzili do obowiązków. Marnotrawstwo pieniędzy było widoczne na wszystkich szczeblach, także administracyjnych. Uważam, że tamten okres został zmarnowany – wspominał swego czasu Roman Kolin, który przez trzy lata był kierownikiem całego klubu.
W województwie funkcjonowało przekonanie, że klamki w szatni Energetyka są zrobione ze… złota.
Cały artykuł znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze