Reklama

Mecenas Wiaczkis: Bartek pluł krwią. Dlaczego nie wezwano do jego celi lekarza?

Prokuratura Okręgowa w Słupsku umorzyła śledztwo w sprawie śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego. Rodzina 32-latka, który zginął nagle za murami Zakładu Karnego w Czarnem, wylicza nieścisłości związane z tą decyzją

Postanowienie jest datowane na 31 grudnia 2025 r. Informuje o szeregu czynności procesowych, które miały zostać podjęte w celu wszechstronnego wyjaśnienia okoliczności śmierci Bartłomieja Miecznikowskiego”, która nastąpiła 18 maja 2025 r., za murami Zakładu Karnego w Czarnem.

Dokument rozpoczyna opis działań, które wydarzyły się niemal dziewięć miesięcy temu.

- Bartłomiej Miecznikowski, w godzinach popołudniowych, około godz. 13.35 i 17.15 był diagnozowany przez lekarza dyżurującego w Zakładzie Karnym w Czarne, z uwagi na jego niepokojący stan zdrowia, sygnalizowany przez świadków jako obawy ataku padaczki. Podjęte działania medyczne, w postaci konsultacji medyczne i obserwacji, nie przyczyniły się do pełnego rozpoznania przyczyn zaburzenia stanu zdrowia Bartłomieja Miecznikowskiego. Lekarz wskazał jedynie podejrzenie zażycia substancji psychoaktywnych - czytamy w piśmie.

Reklama

Dowiadujemy się również, że około godz. 20.50 starszy oddziałowy Adam Piotrowski został wezwany do celi 213, gdzie „B. Miecznikowski prawdopodobnie dostał ataku padaczki”.

- Po wejściu do celi Adam Piotrowski podszedł do leżącego na łóżku Bartłomieja Miecznikowskiego, który leżał na brzuchu, miał drgawki oraz bardzo ciężki i szybki oddech, a po odchyleniu głowy przez Adama Piotrowskiego, osadzony miał splunąć krwią. W dalszej części osadzony został ułożony w pozycji bocznej ustalonej przez współosadzonych i starszego oddziałowego na podłodze – napisała prokuratura.

Reklama

W tym momencie miało dojść do „zastrzyku energii” u Bartłomieja. Właśnie ze względu na silne pobudzenie osadzonego – jak wynika z zeznań przesłuchanych na tę okoliczność strażników więziennych – podjęto decyzję o wezwaniu GISW.

Kilku wyposażonych w kaski, tarcze i pałki funkcjonariuszy grupy Interwencyjnej Służby Więziennej, którzy w pełnym rynsztunku weszli do celi numer 213. Jak informuje prokuratura, ich obecność podczas akcji ratunkowej, była w pełni uzasadniona. Uzbrojonych GISW-ów miano wezwać do „wsparcia procesu transportu” na oddział szpitalny.

Reklama

Jak wynika z nagrań więziennego monitoringu, w przygotowaniach do przeniesienia B. Miecznikowskiego, udział brało łącznie trzynastu strażników, bo tylu znajdowało się w celi i na korytarzu.

- Około godziny 21.27 Bartłomiej Miecznikowski stracił przytomność, po czym natychmiast, bezzwłocznie został przetransportowany na noszach do ambulatorium szpitala, gdzie został przekazany około godziny 21.32 lekarzowi dyżurnemu oraz pielęgniarce w ambulatorium, którzy podjęli czynności medyczne i przystąpili do reanimacji. Około godz. 21.40 została podjęta decyzja przez lekarza dyżurującego o wezwaniu zespołu ratownictwa medycznego. Proces reanimacji obejmował masaż serca pośredni, wentylację aparatem Ambu oraz podawano leki, w tym adrenalinę i Amiodolan. Dokonano dwukrotnej defibrylacji elektronicznej serc. Wobec nieskuteczności działań reanimacyjnych o godz. 22.33 lekarz stwierdził zgon – odnotował prokurator.

Reklama

-------------------

Mecenas Przemysław Wiaczkis zwrócił uwagę na opis ostatnich godzin życia 32-latka. Wskazane przez prokuraturę godziny 13.35, 17.15 i przede wszystkim g. 20.50, gdy strażnik więzienny zastał B. Miecznikowskiego w pozycji embrionalnej, plującego krwią.

Chociaż osadzony – jak wynika z postanowieniu o umorzeniu śledztwa –znajdował się w stanie realnie zagrażającym życiu, nie został od razu skierowany do lekarza. Nastąpiło do dopiero czterdzieści dwie minuty później, o godz. 21.32.

- Co więcej, nie zażądano natychmiastowego przybycia medyka więziennego do celi, ale zdecydowano, aby Bartłomieja Miecznikowskiego transportować do medyka więziennego, co znacznie dodatkowo wydłużyło czas na udzielenie realnej i skutecznej pomocy. Na tym nie koniec jednak; w przekonaniu skarżącego doszło do niewłaściwie podjętej i zrealizowanej pomocy. Gdy Bartłomiej Miecznikowski dociera ostatecznie do medyka więziennego na noszach, co następuje o godzinie 21.32, medyk więzienny decyduje się wezwać Ratownictwo Medyczne o godz. 21.40, a ta ostatnia nie dociera de facto na czas. Zanim dotarł, przez wiele minut stał przed tzw. śluzą Zakładu Karnego, co wynika z zabezpieczonego monitoringu. O godzinie 22.33, a więc po godzinie, stwierdzono zgon Bartłomieja Miecznikowskiego – wylicza mecenas P. Wiaczkis.

Reklama

Cały artykuł znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej. 

 

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama