Przed nami filmowa jesień. O tym, czy warto ją spędzić w Kinie Gryf rozmawiamy z jego koordynatorką, Marią Witkowską
Gryfinianie chętnie chodzą do kina?
M. Witkowska: Mamy wiernych widzów. Wielu się do nas na nowo przekonuje. Po pandemii wciąż musimy odbudowywać widownię.
I jak wam idzie?
- Frekwencja rośnie, ale nie jest jeszcze taka, jakbym sobie tego życzyła. To jest problem, z którym borykają się niemal wszystkie kina, nawet wielosalowe w dużych miastach. Nie da się ukryć, że przyzwyczajenia widzów i ich podejście do oglądania filmów w kinie znacząco się zmieniły.
Ogromną popularność zyskały platformy streamingowe i VOD.
- To prawda. Ludzie wolą oglądać to, co chcą, kiedy chcą i gdzie chcą. Tylko czy na pewno, każdy film nadaje się do oglądania w domu czy na smartfonie? Przecież to nie oddaje nawet 10 procent wrażeń artystycznych. Wielkie produkcje robione są na wielkie ekrany.
Zależało mi na tej rozmowie, by pokazać jak wiele dzieje się w naszej sali kinowej. Uważam, że Kino Gryf nie odbiega od szczecińskich kin studyjnych, ani repertuarem, ani cenowo.
- Miło to słyszeć, bo wielu zdaje się tego nie widzieć. Jeszcze kilka miesięcy temu niektóre osoby z ambicjami do objęcia władzy, mówiły że nic się w Gryfinie nie dzieje, że miasto nie ma oferty kulturalnej. Zabawne, bo ja tych osób nie widziałam jeszcze w kinie. Jedynie okazjonalnie na sali widowiskowej, podczas wydarzeń, na których wypadało się pokazać.
Pełną rozmowę można przeczytać w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze