Reklama

Mała Toskania w Baniewicach

Winnica Turnau pięknieje z dnia na dzień. Plantacja nabiera kolorów, zaś właściciele dodają do niej nowe elementy, aby goście, którzy odwiedzają to zlokalizowane w Baniewicach miejsce, mogli cieszyć się widokiem niczym z włoskich obrazów oraz skosztować produkowanego tam wina

Odnowiony budynek po byłej owczarni niczym nie przypomina już starego i zaniedbanego pegeeru. Teraz to nowoczesne przedsiębiorstwo oraz miejsce, które z przyjemnością się odwiedza.

- Uczę się tego dopiero piąty rok, i jeszcze dużo nauki przede mną. Trzeba trochę szaleństwa i siły woli, aby taką działalność prowadzić – mówi Zbigniew Turnau, jeden z czterech ojców winiarskiego sukcesu w Baniewicach.

Widać, że cieszy go to, w co zainwestował, choć początkowo trzeba było poświęcić dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy, aby stary pegeer doprowadzić do obecnego stanu. Przepięknie prezentujące się budynki to obecnie widok przyciągający wzrok przejeżdżających drogą wojewódzką 122 kierowców i turystów. Obecnie wino z Winnicy Turnau zdobywa coraz większą popularność w całej Polsce. Było już obecne w Warszawie podczas premiery filmu Chemia, Bartosza Prokopowicza, czy też na imprezach sportowych typu PKO Open. Wszędzie zdobywa popularność, choć jak zaznacza Zbigniew Turnau, jeszcze długa droga przed tym, aby uzyskać zawierzaną markę i sławę. To obecnie jest priorytet. Są już pierwsze wyniki. Na konkursie win hybrydowych na Morawach, w którym uczestniczyli najlepsi producenci w Europie, wino Turnaów zdobyło pięć medali. Jest to wielki sukces, gdyż jeszcze nikomu nie udało się w tak krótkim czasie uzyskać takich wyników. Sukces nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc zatrudnionych fachowców, szczególnie jednego, czyli Franka Fausta. Potężnej postury, wesoły Niemiec wie o winogronach wszystko. Pomimo młodego wieku, ma już ponad dwadzieścia lat doświadczenia i nadzoruje każdy etap produkcji.

Reklama

- Bez niego nie dalibyśmy rady – śmieje się Zbigniew Turnau.

Tak samo jak bez syna Zbigniewa, Jacka, który także będąc współwłaścicielem winnicy, zarządza procesem produkcyjnym oraz finansami firmy. Nadzorowana przez Franza prasa wyciska sok, który przepompowywany jest do kadzi znajdujących się w sercu winiarni. Tam następuje maceracja. Osad przechodzi przez specjalne filtry, których jeden jest wyjątkowy. Takim urządzeniem może poszczycić się tylko kilka winiarni w Europie. Działa na zasadzie medycznego aparatu do dializ, co pozwala uzyskać wyjątkową czystość wina i kolor.

Reklama

- Sterylność to podstawa naszego sukcesu. Dlatego panują tu niemal laboratoryjne warunki – wyjaśnia Zbigniew Turnau.

Zresztą, wszystkie urządzenia, które tu znajdziemy, to najnowsza pod tym względem technologia. Odwiedzający to miejsce winiarze z Francji oraz innych krajów słynących z produkcji tego trunku, nieraz już cmokali z zachwytu, widząc wyposażenie winiarni w Baniewicach. Dla osób, które odwiedzą winnicę już sam pobyt jest atrakcją. Nie trzeba przemierzać setek kilometrów, aby na własne oczy zobaczyć, jak wygląda produkcja wina, którą śmiało można porównać z tą, odbywającą się we Włoszech czy Francji. Mamy okazję przekonać się o tym na własne oczy, odwiedzając także wspaniale prezentującą się plantację winorośli.

Reklama

- Mamy w ofercie Rieslinga, Chardonnay i inne delikatne odmiany, jednak trzeba uważać, bo zawsze istnieje ryzyko, że przy złej aurze po prostu nie dojrzeją. Za dwa tygodnie będą już gotowe – opowiada właściciel.

Odwiedzający winnicę klienci są zadziwieni widokiem, który ukazuje się ich oczom.Oprócz pięknie prezentujących się na wzgórzu winorośli, mają widok na las i jezioro, stanowiące także cześć ogrodzonego terenu. Wszystko jest tu przemyślane, nawet bliskość zbiornika wodnego, który utrzymuje na tym terenie swoisty mikroklimat, pozbawiający rosnące rośliny chorób grzybiczych. Cała uprawa jest bowiem niemal w stu procentach ekologiczna, co zdecydowanie wpływa na jakość ostatecznego produktu.

Reklama

-  Człowiek może wypić butelkę naszego wina i rano dobrze się czuje. To zdecydowanie inny produkt niż ten dostępny w sklepach wielkopowierzchniowych – tłumaczy.

Pomiędzy poszczególnymi szpalerami sadzono rośliny motylkowe, aby winorośl czuła konkurencję i dzięki temu głębiej i szybciej się ukorzeniała. Samo wzgórze jest cały dzień nasłonecznione. Jest to niezbędne do uzyskania widocznego na prezentach fotografiach efektu.

- Gdy latem w słoneczny dzień pracownicy przychodzą na godzinę piątą, schodzą już o dwunastej, bo po prostu nie da się wytrzymać – mówi Zbigniew Turnau.

Reklama

Są to głównie kobiety, bo jak twierdzą właściciele winnicy, mają one więcej cierpliwości do roślin i lepiej radzą sobie w tej pracy. Wszystkie zatrudnione osoby pochodzą z regionu, bo właściciele wychodzą z założenia, że należy wspierać okolicznych mieszkańców oraz region, w którym postanowili założyć swoją produkcję. Zatrudnieni do tego pracownicy mają zajęcie na dziesięć miesięcy w roku. Szesnaście zbierających osób, jest w stanie zebrać co najmniej dziesięć ton winogron dziennie.

 

Przemyślana produkcja

Reklama

Aby uchronić owoce przed szkodnikami, zastosowano kilka sposobów. Jednym z nich jest automatyczny system dźwiękowy, przez zainstalowane głośniki wydobywają się głosy przerażonych szpaków. To je odstrasza, tak samo jak strzelające co dwadzieścia minut armatki hukowe, czy też unoszące się w kilku miejscach latawce w kształcie drapieżnych ptaków.

- To w czasie zbiorów największe zagrożenie. W trzy dni potrafiłyby zniszczyć całą plantację  – mówi Zbigniew Turnau.

Można by zatrudnić w tym celu sokolnika, jednak koszt takiej usługi jest nieporównywalnie większy. Nieodłączne są też psy, gdyż zające czy sarny są w stanie narobić szkód pomimo ogrodzenia. Trzy odmiany są już gotowe do zbioru. Załadowany pojemnikami ciągnik ostatecznie trafia do winiarni, którą mieliśmy możliwość zobaczyć na początku spotkania. Średnio ze zbioru uzyskuje się 5 do 6 ton z hektara.

Reklama

- Szczepki kupowaliśmy w instytucie we Freibergu. Uznał on plantację w Baniewicach za jedną z największych w Europie, zaś z pewnością największą na stałym kontynencie odmiany Solaris – opowiada właściciel winnicy.

Jest to specjalnie przygotowana odmiana odporna na nasze warunki atmosferyczne, jednocześnie umożliwiająca odpowiednio szybki wzrost, aby zbiór mógł się odbyć w odpowiednim czasie. Zasadzone w 2013 roku krzaki już owocują. W miejscu mniej nasłonecznionym, posadzone są jabłonie. Szara reneta i topaz są doskonałe do produkcji cydru, jabłkowego napoju niskoalkoholowego. To kolejny pomysł właścicieli, który będzie jednak realizowany dopiero za kilka lat. Chcą w przyszłości rozpocząć na tym terenie produkcję cydru, który zdobywa coraz więcej zwolenników w Polsce, stanowiąc konkurencję dla piwa.

Reklama

 

Miejsce z historią, któremu przyświeca misja

Początki winnicy nie były jednak proste. Dwadzieścia lat temu Zbigniew Turnau zabezpieczył w obecnej winiarni dach, jednak budynki wyglądały wtedy fatalnie, chwiały się na fundamentach.

- W 2009 roku Tomasz Krasicki przyjechał z Hiszpanii, gdzie winogrona rosły koło pszenicy. To dało nam dużo do myślenia. Pięćset krzaków winogron dało świetny efekt, więc już nie było się nad czym zastanawiać.

Baniewice wydały się dla tego pomysłu idealnym miejscem. Praca nad adaptacja budynków jeszcze trwała, gdy na miejsce już dostarczano kadzie oraz inny sprzęt niezbędny do rozpoczęcia produkcji. Jednak udało się. Gdy na miejscu niedawno pojawił się przedwojenny mieszkaniec, którego przodkowie byli właścicielami terenu, był bardzo wzruszony. Nie wierzył, że ujrzy jeszcze te budynki w pełni glorii. Oprócz samego pomysłu na biznes, widzą tu także pewnego rodzaju misję. Ludzie odwiedzający to miejsce podglądają, widzą, że można to robić i że na tym terenie się to udaje, przez co zakładają własne, przydomowe uprawy.

Reklama

- Przed wojną rosło mnóstwo winorośli, w Szczecinie, na samym terenie miasta, było 70 hektarów upraw. Jednak ówczesna władza uważała to za imperialistyczny proceder, przez co całość została wykarczowana – opowiada Zbigniew Turnau.

Przydomowe uprawy nie stanowią dla winnicy w Baniewicach konkurencji, gdyż rzadko kto może pozwolić sobie na tak potężne przedsięwzięcie. Cała wykupiona ziemia pod obecną i przyszłą działalność pozwoli na zaplanowany rozwój. Turnauowie zainwestowali w winnicę już 12 mln złotych, z czego 1,5 mln złotych dofinansował Urząd Marszałkowski. Jednak nadal potrzeba co najmniej siedmiu, aby zakończyć zamierzony plan, który obejmuje także budowę magazynu wyrobów gotowych, piwnicę oraz pensjonat, w którym odwiedzający kompleks goście będą mogli nocować. W założeniu właścicieli nie ma to być bowiem tylko mechaniczna produkcja wina. Chcą wykorzystać warunki regionu, które pozwalają na wypoczynek i nabranie sił. Baniewice oraz okoliczne miejsca w naszym powiecie potrafią zachwycić, i wycieczka do Winnicy Turnau ma być w przyszłości także przygodą, która zapadnie w pamięć na wiele lat. Stąd też w samej winiarni, oprócz pomieszczeń do produkcji wina, znajdziemy przepiękną salę koncertową, gdzie można w spokoju delektować się napojem oraz organizowanymi koncertami i pokazami, których w sezonie nie brakuje. Ostatnio we wrześniu wystąpił tu japoński pianista Makoto Kuriya z zespołem.

Reklama

- Mamy już kupiony budynek po drugiej stronie ulicy, niemal na wprost winiarni. Będzie to piękne miejsce do wypoczynku i spędzenia wolnego czasu – przekonuje Zbigniew Turnau.

Musieliśmy zapytać, aby zaspokoić naszą ciekawość, czy sam także lubi wino.

- Bardzo lubię pić wino. Wiadomo, mam jednak obowiązki, więc pozwalam sobie na to raz w tygodniu, w weekend, wraz z żoną – odpowiada.

Za to na co dzień można je już naleźć w wielu miejscach w Polsce. Są obecne w hotelach i restauracjach w Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. Charakterystyczna etykieta zaprojektowana specjalnie dla wina z Baniewic, zyskuje coraz większą popularność.



Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama