Reklama

Łukasz został pożegnany przy dźwiękach silników, rur wydechowych i pisku opon [WIDEO]

W wieku zaledwie 40 lat zmarł Łukasz Tyborowski. Jego odejście – głównie za sprawą przyjaciół – nie pozostało ciche i niezauważone

Jego bliskim bardzo zależało na tym, by wtorkowy pogrzeb oddał charakter i pasję zmarłego.

- Na pewno by mu się spodobał sposób, w jaki został pożegnany. Przy dźwiękach silników, rur wydechowych i pisku opon – mówi przyjaciel, przesyłając nam filmiki „dymiącego BMW” sprzed borzymskiego kościoła. Mamy nadzieję, że teraz drifftuje na niebiańskich autostradach – powiedzieli nam jego bliscy.

Reklama

Uwielbiał drifftować i robił to z sukcesami.

- Brał udział w różnych zawodach, często stając na podium. Najbardziej cieszyło go jednak trzecie miejsce na rundzie Driftbattle w 2021 w Makowicach. Mało tego, dokonał tego pożyczonym autem, które sam przystosował do jazdy w poślizgu. Jego auto tego dnia uległo awarii, więc wsiadł w auto kolegi, które osobiście „przebudował” i stanął na podium - usłyszeliśmy od członków rodziny i przyjaciół zmarłego, z którymi porozmawialiśmy kilka dni po pogrzebie.

Łukasz zmarł po ciężkiej, choć krótkiej chorobie.

Reklama

- Nie powiedział o tym nikomu i dlatego było już za późno, żeby mu pomóc. Ostatnie dwa tygodnie spędził w szpitalu - mówi Marcin "Miler" Szrek, opowiadając o życiu oraz ostatnich dniach swojego przyjaciela.

 

Pełne wspomnienie znajduje się w aktualnym wydaniu "Gazety Gryfińskiej".

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 29/11/2024 14:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama