Reklama

Widuchowa FC w A-klasie: wahania formy i młody skład drużyny

Łabędź Widuchowa to spadkowicz z okręgówki. Jesień w A-klasie (grupa 3) zakończył na czwartej pozycji

Aż szkoda tej końcówki w waszym wykonaniu.

Łukasz Karapulka: Zanotowaliśmy serię czterech porażek z rzędu i dopiero w ostatniej kolejce pokonaliśmy Zielonych Zielin 8:3. Nie powiem nic oryginalnego. A-klasa to taka liga, w której zespołom przytrafiają się wahania formy.

To chyba trafne określenie, biorąc pod uwagę fakt, iż ostatecznie skończyliście rundę na wysokiej, czwartej pozycji.

- Bo zanim przydarzyła się nam ta tragiczna seria punktowaliśmy w niemal każdym meczu. Przydarzyła nam się tylko jedna wpadka z Ogniwem Babinek (1:3 - przyp. red), a tak poza tym było dobrze.

Reklama

Ogniwo to żywy przykład tego, że po spadku do niższej ligi czasami potrzeba czasu, by zaadaptować się w nowym środowisku.

- A-klasa to zupełnie inne rozgrywki od okręgówki. To niby tylko jeden szczebel niżej, ale wszystko wygląda inaczej. W "Serie A" 2-3 zawodników decyduje o grze całej drużyny. Gdy dwóch wypada z jakiegoś powodu, to momentalnie zmienia się oblicze zespołu. Mam tu na myśli nie tylko Łabędzia, czy Ogniwo, ale wszystkie ekipy. Czasami o wyniku nie decydują więc kwestie sportowe, tylko więcej szczęścia.

Reklama

A jak było z nim w przypadku Łabędzia?

- Sytuacja: kontuzje, wyjazdy zawodników, sprawiły, że graliśmy bardzo młodym składem. Wyglądaliśmy bardzo dobrze, ale właśnie czasami brakowało nam szczęścia. Byliśmy lepsi, ale pojawiał się jeden błąd, rywal go wykorzystywał i to on schodził z boiska z punktami. Nie mam jednak o to pretensji do swoich podopiecznych. Młodzież musi się uczyć i błędy są wkalkulowane w naukę.

Przed sezonem mówiłeś, że nie celujecie w awans, tylko w budowę zespołu. Rzeczywiście tak uważałeś, czy wolałeś się nie wychylać i zrobić swoim kibicom niespodziankę?

Reklama

- Naprawdę nie celowaliśmy w awans. Naszym celem było i cały czas jest ustabilizować skład. W okręgówce mieliśmy taki problem, że w każdym meczu występowaliśmy w innym składzie. Teraz wiedziałem, że może być podobnie, więc postanowiłem grać chłopakami, którzy są na miejscu. Dlatego nasz szkielet utworzyli bardzo młodzi zawodnicy, wspierani przez wracających z pracy za granicą.

Szerzej opowiedziałeś o tym w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

- W prawie każdym meczu graliśmy 5-6 młodzieżowcami, a w kadrze meczowej było po 10 takich zawodników. Wyliczyłem, że średnia wieku podstawowej jedenastki wyniosła 22 lata. W lidze są drużyny, które nie mają ani jednego młodzieżowca, a u nas, gdyby nie ja, to średnia wieku byłaby jeszcze niższa.

Reklama

Zawyżasz liczby.

- I to znacząco (śmiech). Mamy tak młody skład, że gdy przyjechał do nas prezes ZZPN Maciej Mateńko, to nie mógł uwierzyć, gdy spojrzał w protokół. Mówił, że w koszalińskiej A-klasie grają sami zawodnicy w wieku 30-40 lat. A w Widuchowej młodzi nie tylko grają, ale też strzelają gole! Tej jesieni bramki zdobyli m.in. 15-16letni Witek Karapulka i Hubert Równicki. Stawiamy na takich chłopców, bo stanowią naszą przyszłość.

Problem z młodymi piłkarzami jest taki, że... kiedyś dorosną. Wyjadą do pracy, albo na studia.

Reklama

- To problem, od którego nie uciekniemy. Dlatego nie można mieć stuprocentowej pewności, że dany projekt zakończy się sukcesem i zespół seniorów będzie miał naturalną kontynuację. Nie mamy wpływu na to, co będzie za kilka lat, ale mamy wpływ na to, co jest teraz. Dlatego robimy wszystko, by ci chłopcy rozwijali się i ogrywali w seniorskiej piłce.

Zimą nie należy więc spodziewać się u was większych wzmocnień?

- Nie. Bardziej czekamy na powrót zawodników leczących kontuzję. Obędzie się raczej bez transferów. Mamy solidną kadrę i będziemy kontynuowali to, co rozpoczęliśmy jesienią, licząc że może w przyszłym sezonie włączymy się do walki o coś więcej.

Reklama

Sam mówisz, że A-klasa jest specyficzna. Może być tak, że włączycie się w to już wiosną.

- Jeśli okaże się, że jest szansa na pierwsze miejsce, albo drugie dające prawo gry w barażach, to będziemy się o to starać. W sporcie zawsze powinno grać się o najwyższe cele, ale w Widuchowej podchodzimy do tego bez spiny. Jeśli będzie taka szansa, to postaramy się ją wykorzystać. Jeśli nie, to... nie.

Na własnej skórze przekonaliście się jaka jest okręgówkowa rzeczywistość.

- Mówiłem niedawno, że w naszej grupie A-klasy nie widzę zespołów, które dałyby sobie w niej radę. Tzn. awansowały i utrzymały się. Najbliżej tego wydaje się być Cedynia. Ma najlepsze zaplecze, największy budżet i też zna okręgówkową rzeczywistość. Liderem jest jednak Kłos Kamienny Jaz. To fajny zespół, ale nie ma zaplecza i posiada wąską kadrę. Jesienią mieli to szczęście, że nie dotknęły ich problemy kadrowe. Ale jeśli wypadnie 2-3 czołowych zawodników, to ich gra będzie wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego my nie pchamy się do okręgówki na siłę. Do awansu trzeba być przygotowanym na kilku płaszczyznach.

Reklama

 

Rozmawiał: Grzegorz Racinowski

 

 

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama