Poniżej publikujemy list od pani Marty Hirt-Sarneckiej.
W dniu 29.12-2023r po godz. 19:00 wybrałam się na spacer z swoim psem, mieszkamy na ul. Mazowieckiej, która jest raczej spokojnym miejscem, trzy domy za moim stał syn sąsiada na ulicy obok chodnika, na którym szłyśmy - chłopak jest niepełnoletni (może 13 lat?) - spojrzał na mnie, odwrócił się w stronę ulicy, wyjął z kieszeni petardę, podpalił i rzucił na ulicę. Oczywiście huk wystraszył mojego psa i mnie również, bo nie spodziewałam się, że tak jawnie można rzucić i wystrzelić petardę wśród przechodniów...
Mój pies jedyne co chciał to uciec, oczywiście była na smyczy więc mogłam ją powiedzmy "skontrolować", zatrzymałam się i zapytałam tego oto chłopaka - dlaczego strzela? A on mi na to cytuje "tata mi pozwolił" - myślę hmmm z tego co wiem to jego tata nie ustanawia prawa i przepisów, więc szybko mu odpowiedziałam, iż tata może mu pozwala, ale prawo i przepisy stanowią inaczej - on odpowiedział mi tylko "błyskotliwie" ok, ok... Po czym jak odeszłam parę metrów wystrzelił kolejne dwie petardy.
Spacer naturalnie zakończył się bardzo szybko po tym incydencie, więc będąc w domu zadzwoniłam na naszą gryfińską straż miejską - tam bardzo uprzejma Pani pokierowała mnie abym zgłosiła to na policję. Podziękowałam i tyle. Po czym pomyślałam, dobra wyjdę z psem za godzinę i pewnie nie będzie już strzelać nikt więc dam sobie na ten czas spokój z policją. No to szybko z mojego błędnego myślenia wyprowadziła mnie kolejna "petarda" wystrzelona tuż pod moim domem tym razem przez innego chłopca w wieku bardzo podobnym do poprzedniego lub nawet tym samym. Wystrzelił ją w momencie, kiedy wychodziłam z moim psem po raz drugi by mogła załatwić potrzeby przed snem - no nie udało się wyjść z nią - wiadomo, dlaczego, lecz ja wyszłam i poszłam za chłopakiem, który wystrzelił petardę pod moim domem zadając mu to samo pytanie co wcześniej synowi sąsiada. Odpowiedź była również bardzo podobna cytuję "tata mi pozwolił, mam je wypróbować" - poinformowałam chłopaka tylko o możliwych konsekwencjach takiego wykroczenia: mandat ale też, że robi krzywdę zwierzętom, bo się boją i są tego straszne skutki u niektórych zwierząt, po drugie może zrobić sobie krzywdę lub komuś innemu a po trzecie jest zakaz strzelania czy komuś się to podoba czy nie! Chłopak powiedział, że strzelać nie będzie i faktycznie była cisza po tej rozmowie. Wracając i będąc na swoim balkonie zauważyłam usłyszałam jak syn sąsiada rzuca petardy na ulicę z swojej posesji - no tu niestety powiadomiłam policję. Również bardzo sympatyczny Pan i Pani dzielnicowa obiecała zająć się tym zgłoszeniem.
To zdarzenie, które opisałam nie jest niczym nadzwyczajnym ani sensacyjnym, ale chciałabym naświetlić problem braku tolerancji, braku wychowania, i tzw. znieczulicy wśród młodych ludzi, których nie jest to do końca ich wina, bo to wychowanie przez rodziców kuleje w tym momencie. Dziwi mnie to, że dorośli powiedzmy, że jako rodzice odpowiedzialni ludzie pozwalają swoim dzieciom wychodzić na ulicę i podpalać, strzelać petardy bez żadnej wyobraźni co może się zdarzyć a przede wszystkim uczenia swoje dziecko do łamania prawa.
Sama mam syna w wieku sześciu lat, i uczę go już odkąd zaczął rozumieć więcej niż niemowlak szacunku do zwierząt i ludzi a w tym nie strzelania petard w żaden dzień w roku.
Jak będzie dzisiaj nie wiem, bo to już tylko dzień przed sylwestrem, pies jest nadal przerażony wyjściem więc nasze treningi z sportów kynologicznych, które uprawiamy amatorsko w naszym Gryfinie odpuścimy sobie przez nieodpowiedzialnych i mało tolerancyjnych "mieszkańców".
Marta Hirt-Sarnecka
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
JA MAM BARDZO ZŁOŚLIWYCH SĄSIADÓW KTÓRZY RZUCAJĄ PETARDAMI GDY PIES JEST M A CHWILĘ W KOJCU Raz to OWCZAREK wyskoczył z 2 metrowego kojca cud że się nic nie stało Sąsiad oczywiście się nie przyznał. I tylko się cieszył . TO MA.sakra. Trzeba koniecznie dzwonić na Policję i rozgłaszać problem.

JA MAM BARDZO ZŁOŚLIWYCH SĄSIADÓW KTÓRZY RZUCAJĄ PETARDAMI GDY PIES JEST M A CHWILĘ W KOJCU Raz to OWCZAREK wyskoczył z 2 metrowego kojca cud że się nic nie stało Sąsiad oczywiście się nie przyznał. I tylko się cieszył . TO MA.sakra. Trzeba koniecznie dzwonić na Policję i rozgłaszać problem.