Jest powszechnie znany jako utytułowany trener kajakarstwa. Mało kto wie, że przed laty sam był perspektywicznym sportowcem, rozpatrywanym nawet w kontekście udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu. Jako że za nami właśnie „czas olimpijski”, przedstawiamy historię życia Lesława Dumy, opowiedzianą z jego własnej perspektywy
Przyszedłem na świat w 1953 r. Moje dzieciństwo i młodość przypadły więc na okres gwałtownie rozbudowującego się Tarnobrzegu, z którego pochodzę. Wkoło naszego domu, przy ul. Pszczelej, były sady. Gdy przyszła siarka i zaczęto budować nowe obiekty w tej części miasta. Obok powstał odkryty basen. Wstyd się przyznać, choć jako dzieciak bywałem na nim często, to nigdy nie płaciłem za bilet wstępu. Mieliśmy obok domu taką śliwkę rosnącą przy płocie, tuż obok ogrodzenia basenu. Wspinałem się na nią, potem wystarczyło przeskoczyć i byłem się na basenie.
Miałem z okna widok na stadion sportowy, ale po jakimś czasie się to zmieniło. Kombinat budował coraz to nowe obiekty i potrzebował terenów. Ul. Pszczelna zaczęła znikać. Ludzie dostawali propozycje przeprowadzania się do bloków. W końcu i my się zdecydowaliśmy. Dostaliśmy mieszkanie na ul. Wianek. Z okna miałem widok na Wisłę.
-------------------
Na początku lat 60. brałem udział w obozie przygotowawczym w Wałczu. Został zorganizowany w styczniu, by trenerzy mogli sprawdzić nasze możliwości. Zaprosili 120 kajakarzy z całego kraju. Przechodziliśmy testy sprawnościowe: w sali, na siłowni oraz w basenie, gdzie musieliśmy wiosłować. Wszystko było punktowane, a na koniec powstała klasyfikacja. Wypadłem bardzo dobrze, bo na podstawie wszystkich wyników zostałem zakwalifikowany do najlepszej trzydziestki, która otrzymała powołanie do kadry narodowej kajakarzy. Byłem jednocześnie członkiem szerokiej kadry olimpijskiej, która w tamtym czasie przygotowywała się do Igrzysk Olimpijskich w Montrealu (1976).
To było ogromne wyróżnienie, ale nic nie dawano na zawsze. Miejsca w kadrze trzeba było potem bronić wynikami, bo wiosną odbywały się kolejne kontrolne testy. Rywalizacja była mordercza, ale warta satysfakcji z tego wyróżnienia. Poza mną w kadrze znalazło się jeszcze dwóch kajakarzy Siarki Tarnobrzeg: Paweł Królski i Henryk Skrzeszewski. Napisała o nas Gazeta Zakładowa „Siarka”. Do dziś trzymam wycinek artykułu.
Więcej w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze