Reklama

Leopold Kemmling wyjdzie na prostą?

W życiu Leopolda Kemmlinga nastąpił przełom. Za sprawą zainteresowania władz miasta, znany gryfiński historyk i działacz trafił do Domu Pomocy Społecznej w Dębcach.

W listopadzie ubiegłego roku, przedstawialiśmy na łamach "Gazety Gryfińskiej" wspomnienia Leopolda Kemmlinga, lokalnego historyka, byłego radnego i wieloletniego dyrektora Biblioteki Publicznej. W tle opowieści, dotyczącej rodziny, dziejów miasta i najważniejszych postaci przewijały się również bieżące problemy, jak jego kłopoty finansowe, licytacja mieszkania, kilkumiesięczna bezdomność, czy problem alkoholowy. Wszystko to, w połączeniu z mroźną zimą, wpłynęło na pogorszenie stanu zdrowia Kemmlinga. Załamanie przyszło przed miesiącem, gdy regionalista trafił do szpitala.

- Zemdlałem i pamiętam tylko tyle, że pielęgniarka spytała lekarza: „Na wózek czy na łóżko?”. Potem przez dwa tygodnie leżałem pod kroplówką, robili mi różne badania – opowiada zainteresowany. Wyniki wspomnianych badań nie napawały optymizmem. Styl życia, dieta i bezdomność odbiły się na kondycji fizycznej Kemmlinga, wyrządzając jego organizmowi nieodwracalne szkody. Są one widoczne gołym okiem. Na przestrzeni kilku tygodni od naszego artykułu, gryfiński historyk znacząco stracił na wadze. Brak brody, będącej jego atrybutem przez kilka dekad, sprawia z kolei, że w pierwszym momencie trudno rozpoznać w nim roześmianą osobę, znaną z licznych zdjęć okolicznościowych.

Reklama

- To wszystko przez chorobę i jej następstwa. Największe problemy mam z kręgosłupem i wątrobą. Choć jestem pod obserwacją lekarską od miesiąca i przyjmuję różne leki, nikt nie jest w stanie określić jaka będzie moja przyszłość. Lekarka powiedziała mi, że może z czasem wyjdą i będę mógł normalnie żyć, ale jest to czas nieokreślony – dopowiada.

 

Ma własne łóżko, ciepłe posiłki

Obecność L. Kemmlinga w gryfińskim Szpitali Powiatowym nie mogła trwać wiecznie. Dlatego po niemal dwóch tygodniach badań i zabiegów, 63-latek został wypisany ze szpitala. Nie trafił jednak na ulicę. W problemach byłemu dyrektorowi Biblioteki Publicznej postanowiły bowiem pomóc władze naszego miasta, umieszczając go w Domu Pomocy Społecznej w pobliskich Dębcach.

Reklama

- Trafiłem tu od razu ze szpitala, jakieś dwa tygodnie temu. Z każdym dniem czuję się lepiej. Wstaję z łóżka i robię sobie spacerkiem trzy, cztery kółka wokół ośrodka. Wcześniej bałem się zrobić choćby jeden krok, więc jest lepiej – komentuje Kemmling. Za sprawą trafienia do DPS-u zyskał nie tylko opiekę medyczną, ale też regularne, ciepłe posiłki i dach nad głową, co w jego sytuacji wydaje się być kluczową kwestią.

- Nie mogę teraz na nic narzekać. Obiady są dobre, mam swoje łóżko i do tego opiekę. Świetne warunki w porównaniu z tym co było ostatnio – uznaje Kemmling, który

Reklama

w żaden sposób nie jest izolowany od świata zewnętrznego. Poza wspomnianymi spacerami ma też kontakt z najbliższymi i rodziną.

- Odwiedzają mnie różni ludzie. Poza wami, byli też moi koledzy. Chcieli zobaczyć jak wyglądam, jak się czuję, podnieść mnie na duchu – wylicza L. Kemmling.

Chociaż zdaje się, że po wielu miesiącach, w jego życiu w końcu nastąpił przełom, trudno określić do czego zaprowadzi on 63-letniego działacza. Przyszłość nie jest bowiem zależna wyłącznie od jego własnych decyzji i założeń. Wielki wpływ na najbliższy okres będą miały także opinie lekarzy i opiekunów. Co jednak ciekawe, nie mogą zabronić Kemmlingowi opuścić terenu placówki.

Reklama

- Nie przebywam tutaj pod przymusem i mogę w każdej chwili stąd wyjść. Nie chcę jednak tego robić, bo się boję. Mam zawroty głowy i obawiam się, że znów omdleję, uderzę o coś głową, wpadnę pod samochód. Zostanę tu dłużej, by nieco mi się polepszyło – zdradza historyk-regionalista.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama