Trener Marek Blumka zwykł mawiać, że są miejscowości, w których piłkarze rodzą się na kamieniu. Ewenement na skalę krajową stanowi Rynica. Malutka wieś, znajdująca się w gminie Widuchowa może pochwalić się, że co setny jej mieszkaniec zagrał w… reprezentacji Polski. Wszystko za sprawą braci Iskrów, którzy dostąpili zaszczytu przywdziewania koszulki z orłem na piersi. Paweł był członkiem kadry rocznika 1996. Aktualnie tradycje rodzinne kontynuuje 16-letni Kuba (rocznik 2002)
Czujesz się już w reprezentacji Polski jak u siebie?
Jakub Iskra: Pierwsze oficjalne powołanie do kadry dostałem na mecz towarzyski z reprezentacją Szkocji. Muszę przyznać, że był stres. Wiedziałem jednak, że trener Marcin Dorna dostrzegł mnie dzięki wysokiej formie, jaką prezentowałem w Pogoni Szczecin. Szczerze mówiąc, nie byłem zaskoczony powołaniem.
Spodziewałeś się go?
- W Pogoni awansowałem do starszego rocznika 2001. U trenera Małeckiego występuję na boku obrony i to jest moja docelowa pozycja. Pogoń należy do najlepszych w Polsce, jeśli chodzi o młodzież. Dlatego wiedziałem, że kiedyś przyjdzie ten moment, gdy zagram z orzełkiem na piersi.
Przed laty powołania do kadry otrzymywał twój brat Paweł. Rozmawiacie czasem o tym?
- Od brata nauczyłem się bardzo dużo. W każdym momencie bardzo mnie wspierał. Nawet teraz daje mi odpowiednie wskazówki. Szkoda, że kontuzja przerwała jego karierę.
Chłopiec z małej wsi potrzebuje dużo pomocy, by przebić się do dużego klubu?
- Myślę, że tak, bo sam talent nie wystarczy.
Pełny wywiad znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze