- Był bardzo dobrym kapłanem. Księdzem-patriotą i wielkim społecznikiem – pisali w pożegnaniu nie tylko parafianie z Lubicza. W sobotę 14 lutego do Domu Pana odszedł ks. kanonik Robert Gołębiowski. Jego ostatnia ziemska droga odbyła się w czwartek 19 lutego
Przyszedł na świat 2 kwietnia 1962 r. Dzieciństwo i młodość spędził na szczecińskim Pogodnie. W rodzinnym mieście ukończył także Seminarium Duchowe. Święcenia kapłańskie przyjął 26 czerwca 1988 r. z rąk ówczesnego biskupa szczecińsko-kamieńskiego Kazimierza Majdańskiego.
Miał 26 lat, gdy został wikariuszem w Parafii pw. Świętej Trójcy w Chwarstnicy. W maju 1989 r. został przeniesiony do Parafii pw. NMP Królowej Świata w Stargardzie (4.05.1989- 10.07.1991), skąd trafił do Parafii pw. MB Jasnogórskiej na Pomorzanach (10.07.1991-1.7.1992). Najdłuższy okres wikariatu, bo osiem lat (1.07.1992-25.08.2000) spędził w Parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Gryficach.
Proboszczem został w wieku 38 lat i w dwunastą rocznicę święceń. 25 sierpnia 2000 r. objął bowiem Parafię pw. św. Judy Tadeusza w Lubiczu. Niewielka wieś w gm. Widuchowa okazała się „jego miejscem na świecie”. Spędził w niej bowiem ponad 25 lat.
Pracował z osobami z niepełnosprawnościami
Ćwierćwiecze świętował w sierpniu ubiegłego roku, zaś w listopadzie siódmą rocznicę na stanowisku Dziekana Dekanatu Banie. Wrósł w widuchowską ziemię. Jego posługa nie ograniczała się do murów kościelnych.
- W swojej parafii od zawsze był zaangażowany w działalność społeczną i charytatywną. To tam działa od ponad 10 lat oddział Caritasu. Jest także członkiem Gminnej Komisji Profilaktyki i Przeciwdziałania Alkoholizmowi. Współpracuje z lubicką świetlicą środowiskową, inicjuje imprezy integracyjne z osobami niepełnosprawnymi. Ilość zasług i talentów trudna tu jest do wymienienia. Prawdziwy człowiek renesansu – pisał portal e-widuchowa w czerwcu 2013 r..
Cytowany tekst powstał z okazji jubileuszu 25-lecia posługi kapłańskiej ks. kan. Roberta Gołębiowskiego. Półtora roku wcześniej – 22 grudnia 2011 r. – został włączony do grona kanoników honorowych Wolińskiej Kapituły Kolegiackiej. W tym czasie jego zasługi zostały również docenione przez władze Powiatu Gryfińskiego.
- Ks. Robert Gołębiowski jest związany z powiatem gryfińskim, jako proboszcz parafii pw. św. Judy Tadeusza w Lubiczu - gmina Widuchowa, opiekun grupy Caritas przy parafii św. Judy Tadeusza w Lubiczu. Ksiądz Robert znany jest w środowisku lokalnym ze swojej aktywności i pasji społecznikowskiej. Chętnie angażuje się we wszelkie przedsięwzięcia na rzecz środowiska osób niepełnosprawnych. Jest animatorem życia kulturalnego i sportowego w swojej gminie – powiedziała w laudacji Alina Leończyk, Przewodnicząca Powiatowej Społecznej Rady ds. Osób Niepełnosprawnych.
Wyróżnienie przyjął z pokorą, akcentując, że tak naprawdę na nie zasługuje na takie laury.
- To rzeczywiście jest potrzeba serca by służyć każdemu człowiekowi, a szczególnie osobom sprawnym inaczej. Tak bardzo chcę promować to nazewnictwo, gdyż świadczy to o tym, że wszyscy są tacy sami, że nie ma różnic. Jest to wyróżnienie, które przyjmuję w imieniu osób sprawnych inaczej, ponieważ najbardziej zasługują na docenienie. Mógłbym mówić całą sesję, dlaczego tak jest, argumentować i motywować to. Osoby te zadziwiają, fascynują przede wszystkim godnością osoby, poza tym przede wszystkim swoim pięknem wnętrza, bogactwem ducha, hartem, pogodą serca, radością, optymizmem. To naprawdę trzeba widzieć, szczególnie w czasie europejskich spotkań osób niepełnosprawnych. Jak chociażby pokonują trasy pielgrzymki z Myśliborza do Rynicy, jak się angażują w zawody sportowe, jakie mają wspaniałe talenty. Jak wielka jest ich radość i chęć życia, choć naznaczone są charyzmatem choroby, bólu i cierpienia. Nie ma skargi, nie ma żalu, jest bardzo piękne, wspaniałe ludzkie podejście do życia. Oni budują nas wszystkich, pokazują tą piękną stronę życia. Wyróżnienie kieruję w stronę tych osób, po to aby przy nich być. Bo to jest zawsze wielka zdobycz, wielka skarbnica, z której czerpię – powiedział podczas sesji powiatu.
Dbał o swoje otoczenie
Mimo upływu lat jego zapał do działania nie słabł.
- Księdza Roberta zapamiętam jako dobrego organizatora, osobę bardzo zaangażowaną w życie powiatu gryfińskiego oraz wielkiego patriotę, który zawsze wspierał organizacje patriotyczne i kresowe.
Cześć Jego Pamięci! – napisał Kamil Frelichowski, który z ks. Gołębiowskim współpracował podczas corocznej akcji „Paczuszka dla Maluszka”.
Wątek głębokiego patriotyzmu księdza pojawił się we wspomnieniach wielu osób, które postanowiły publicznie pożegnać lubianego duchownego.
- Był organizator życia duchowego i społecznego. To między innymi z jego inicjatywy w Lubiczu powstała tablica poświęcona podziemiu narodowemu, która została odsłonięta 5 października 2025 r. – skomentował Maciej Waliński.
Ks. proboszcz wygłosił wówczas kazanie, w którym przypomniał zebranym, że „miłość do ojczyzny objawia się nie tylko w wielkich czynach, ale również w codziennych gestach dbania o dobro wspólne”. Podkreślił też, że Polska nie jest tylko miejscem na mapie, ale przede wszystkim wspólnotą ludzi z pasją i oddaniem dla kraju.
Dbał więc o zacieśnianie więzów, czyniąc to na co dzień, choćby w drobnych gestach. Ksiądz proboszcz mocno angażował się również w działania Placówki Wsparcia Dziennego TPD w Lubiczu.
- Przez te wszystkie lata niestrudzenie pracował na rzecz naszej wspólnoty parafialnej i lokalnej społeczności. Dzięki Jego zaangażowaniu powstała kapliczka Maryjna oraz zostało zrealizowanych mnóstwo innych ważnych przedsięwzięć. Zawsze otaczał troską nasze dzieci i młodzież. Wspierał je przy każdym organizowanym przez nas wydarzeniu, chętnie z nami współpracował, dodawał otuchy i podnosił na duchu w trudniejszych chwilach. Służył pomocą w wielu przedsięwzięciach, okazując serce, życzliwość i prawdziwe duszpasterski zaangażowanie wobec najmłodszych. To dzięki niemu mogliśmy dwukrotnie wyjechać na wycieczki do Torunia i Krakowa. Wielokrotnie umacniał nas słowem, czynem i modlitwą. Będzie nam Go bardzo brakowało - napisała placówka w pożegnaniu.
Kronikarz i komentator
Czynił to działaniem, ale również… „piórem”. Jego życiową pasją było bowiem dziennikarstwo. Założył i jako wieloletni dyrektor prowadził Radio PLUS Gryfice. Ponadto był związanym z rozgłośnią Na Fali oraz tygodnikiem „Niedziela”, w którym od 35 lat współredagował wkładkę Diecezji Szczecińsko-Kamieńskiej pt. „Kościół nad Odrą i Bałtykiem”.
Mimo dojrzałego wieku był nowoczesnym kapłanem, zauważalnym w mediach społecznościowych. Komentował, dyskutował, niejednokrotnie wdawał się w krytyczną polemikę. Nawet wobec Pogoni Szczecin, której – jako chłopak z Pogodna - mocno kibicował już od młodzieńczych lat.
Był chyba największym fanem Adriana Benedyczaka. Mało kto wie, ale zawodnik tureckiego Kasımpaşa SK (a wcześniej Pogoni Szczecin i włoskiej Parmy) jest związany z naszym regionem.
- Moja żona wywodzi się z Lubicza. Ks. Robert udzielał nam ślubu i chrzcił naszego synka. Jeszcze niedawno rozmawialiśmy i planowaliśmy chrzest mojej córki w wakacje. Nagła śmierć ks. Gołębiowskiego to ogromna strata dla naszej rodziny i całej społeczności – powiedział nam 26-letni piłkarz.
Bliskość relacji sprawiła, że ks. Gołębiowski odnotowywał na fejsbuku nie tylko każdą wizytę Benedyczaka w naszych stronach, ale również strzelone przez niego gole. Trzymał kciuki za debiut napastnika w dorosłej reprezentacji Polski, którego niestety nie doczekał.
To mało znany wątek, ale ks. Gołębiowski sam także grał w piłkę.
- W latach 80., gdy był wikariuszem w Chwarstnicy, to grał z nami w klubie Pionier Chwarstnicy – napisał w komentarzu Ireneusz Inglot.
Rzecz tyczy się końcówki lat 80., gdy był 26-letnim wikariuszem w chwarstnickiej parafii. W momencie, gdy zamieszkał w Lubiczu (czyli w 2000 r.) nie uprawiał już wprawdzie sportu, lecz jego miłość do futbolu nie wygasła.
- Był zagorzałym fanem, oglądał mecze nie tylko Pogoni. Starał się też zainteresować sportem każdego ze swojego otoczenia – mówią nasi rozmówcy z Lubicza.
Widać było to również w jego mediach społecznościowych, gdzie jego wpisy o sporcie przeplatały się z lokalnymi aktualnościami. Fejsbukowe konto śp. ks. Roberta stanowi swoistą kronikę społecznych dziejów naszego regionu. Na bieżąco opisywał lokalne uroczystości i działania. Żegnał też tych, którzy odeszli. W ostatnim czasie śp. Stanisława Szuflaka.
- Był heroicznym terapeutą ludzkich serc uzależnionych od oceanu alkoholu, który nas zalewa. Pomógł tysiącom osób, które wiernie stoją obecnie na straży abstynencji. Przez niemal 25 lat pracowaliśmy razem w Gminnej Komisji Rozwiazywania Problemów Alkoholowych a także w Punkcie Konsultacyjnym na plebanii w Lubiczu. Wiele rozpoczętych rozmów dokończymy Stasiu w wieczności... – napisał w grudniu 2025 r.
Zmarł niespodziewanie
Był aktywny jeszcze na przełomie roku. Przed Bożym Narodzeniem pobłogosławił wyremontowaną drogę w Czarnówku. 6 stycznia poświęcił natomiast oddany do ponownego użytku lokal widuchowskiego banku. W dalszym ciągu relacjonował życie lokalnej społeczności, w „Niedzieli” i na Facebooka. Jeszcze 10 lutego udostępnił artykuł dotyczący ministranta i lektora z Bielska-Białej (mowa o przyszłym, jak się okazało, multimedaliście olimpijskim - Kacprze Tomasiaku).
Ostatnie dni ks. Gołębiowski spędził w gryfińskim szpitalu. W poniedziałek 9 lutego źle się poczuł. Trafił na SOR, ale wtedy jeszcze nie chciał zostać w szpitalu. Wrócił do Lubicza i w środę odprawił mszę świętą. W czwartek znów poczuł się gorzej. Karetka pogotowia ponownie zawiozła proboszcza do szpitala, gdzie zmarł dwa dni później, w sobotę 14 lutego.
- Miał swoje przypadłości. Leczył się na cukrzycę, miał problem z nadciśnieniem, ale nie są to choroby, od których umiera się tak nagle – usłyszeliśmy w Lubiczu.
I w tym przypadku nasi rozmówcy dostrzegali większą dbałość o innych, niż o własne zdrowie.
- Złościliśmy się na niego, że podczas kolędy, czy innych wizyt w domach parafian, nigdy nie odmawiał im wspólnego posiłku. Czynił to jednak nie ze względu na łakomstwo. „Jak mogę przyjść do kogoś, kto chce wykazać się gościnnością i odmówić obiadu lub ciasta? Ktoś się naszykował, a ja sprawiłbym swoją odmową przykrość”, tłumaczył za każdym razem. Nie trzymał diety, co wpływało na jego stan zdrowia – mówili nam parafianie.
Odszedł do Domu Pana w sobotę 14 lutego, w wieku niespełna 64 lat. Jako że nie zostawił testamentu, zwyczajowo spoczął przy parafii, w której sprawował posługę.
Wspomnienia sprzed 40 lat
Informacja o jego śmierci poruszyła lokalną społeczność.
-Wspaniały, dobry człowiek, którego zwykle słowa nie potrafią opisać. Otwarty na ludzi, radosny, pomocny. Zawsze można było na niego liczyć. Wspaniały Przyjaciel posiadający wiele zainteresowań, głównie sportowych. Zagorzały kibic piłki nożnej. Człowiek wielkiej wiary i oddany duszpasterz, który wspierał i nigdy nikogo nie zostawiał w potrzebie. Będzie nam Ciebie tu bardzo brakował – napisał Mateusz.
- Przykro… Drugi taki jeszcze się nie narodził. Kto opowie o nim tak, jak sam żegnał zmarłych… My, całe nasze społeczeństwo, będziemy długo wspominać ukochanego proboszcza – przyznała Renata.
To tylko dwa z setek komentarzy, które pojawiły się pod artykułami o śmierci ks. kanonika. Skala wspomnień była ogromna, bo nie ograniczała się wyłącznie do mieszkańców powiatu gryfińskiego.
„Wspaniały człowiek, kapłan, przyjaciel rodziny. Miałem przyjemność być na mszy prymicyjnej w kościele Świętego Krzyża. W 1989 r. dawał nam ślub wspólnie ze śp. Księdzem Stefankiem”, „Niezwykła osobowość. Miałam zaszczyt przyjmować tego kapłana u nas w domu na obiedzie”, „Studiowałem z ks. Robertem filozofię w Gościkowie-Paradyżu, koło Świebodzina przez dwa lata. Bardzo miły, serdeczny, koleżeński współbrat”, „Wspaniały ksiądz, był dla mnie wsparciem po stracie męża”, „Mój katecheta z LO w Gryficach, bardzo miło wspominam ten czas”.
Mieszkańcy województwa chętnie dzielili się momentami, w których ks. kan. Gołębiowski gościł w ich życiach. Choćby lakonicznymi i „efemerycznymi, bo właśnie te najdawniejsze „chwile” stanowią najlepsze świadectwo, w jak dużym stopniu zapisał się w pamięci regionu.
- Nasze drogi spotkały się w 1982 r. na oazie w Krajniku Górnym. Ja wtedy 15-latka, a ks. Robert jako kleryk seminarium. Pamiętam go jako cudownego młodego księdza. Nigdy później nie spotkaliśmy się, choć było tak blisko. Planowałam wizytę u ks. Roberta ale zawsze było nie po drodze, może dlatego, że od 21 lat mieszkam w Anglii, a pobyt w kraju mijał tak szybko. I to jest właśnie to, nie zostawiajmy nic na później, bo to później może nie nadejść – napisała pani Beata.
Rodzinie oraz całej społeczności składamy najszczersze wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Dlaczego został pochowany w Lubiczu skoro sam mówił, że chce spocząć z rodzicami w Szczecinie?
Witam. Z przykrością otrzymaliśmy wiadomość od ks.proboszcza Józefa Dudka w Steknie o smierci ks. Golebiowskiego. Dla ks. kan. Robert Golebioski, był proboszczem w Steklnie. Ks. Robert, był znakomitym mówca, poroszal odważne tematy, I nie krył swoich poglądów. Ks. Robert pozostanie w mojej pamięci jako szlachetny, dobroduszny, pomagający biednym, dziennikarz, zwysokiej półki, I Dziękuję ks. Robertowi za jego ciężką, prace w Kapłaństwie. Żegnaj pozostawiłeś, Dobro w Naszych Sercach. Spoczywaj w Spokoju.Zbigniew Brocki.

Dlaczego został pochowany w Lubiczu skoro sam mówił, że chce spocząć z rodzicami w Szczecinie?
Witam. Z przykrością otrzymaliśmy wiadomość od ks.proboszcza Józefa Dudka w Steknie o smierci ks. Golebiowskiego. Dla ks. kan. Robert Golebioski, był proboszczem w Steklnie. Ks. Robert, był znakomitym mówca, poroszal odważne tematy, I nie krył swoich poglądów. Ks. Robert pozostanie w mojej pamięci jako szlachetny, dobroduszny, pomagający biednym, dziennikarz, zwysokiej półki, I Dziękuję ks. Robertowi za jego ciężką, prace w Kapłaństwie. Żegnaj pozostawiłeś, Dobro w Naszych Sercach. Spoczywaj w Spokoju.Zbigniew Brocki.