Reklama

Kolarski rekordzista świata ze Starego Czarnowa

Przez cały dzień przedstawialiśmy olimpijczyków pochodzących z powiatu gryfińskiego. Ostatnim, piątym sportowcem, który poznał smak igrzyk, jest Ryszard Dawidowicz

Pochodzi ze Starego Czarnowa i podobnie jak Sobal był kolarzem. Startował na igrzyskach w Seulu w 1988 roku, gdzie zajął piąte miejsce w indywidualnym wyścigu na dochodzenie na 4 km oraz siódme miejsce w wyścigu drużynowym na 4 km na dochodzenie.

Przez całą piętnastoletnią karierę był wierny jednemu klubowi - WLKS Gryfowi Szczecin, gdzie trenował pod okiem Waldemara Mosbauera. Jego barwy przywdział w 1981 roku, a już rok później dał poznać się kibicom. W wieku 22 lat został po raz pierwszy mistrzem Polski. Zloty medal otrzymał w rywalizacji na 4 kilometry indywidualnie na dochodzenie. W tym samym roku pojechał też na mistrzostwa świata.

Reklama

- Z miejsca stał się jednym z najlepszych specjalistów kolarskiego sprintu na świecie i godnym kontynuatorem torowych tradycji po Zbysławie Zającu – pisał „Kurier Szczeciński”.

 

Był rekordzistą świata

Zajął bowiem szóste miejsce, tracąc niewiele do podium. Liczył, że rewanż nastąpi dwa lata później, podczas Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles. Był jednak członkiem pokolenia polskich sportowców, którzy przeżyli ogromny zawód. Z powodów politycznych reprezentacja Polski, wzorem ZSRR, wycofała się z amerykańskich igrzysk. Dawidowicz i jego koledzy musieli czekać na olimpijską szansę aż do Seulu w 1988 roku…

Reklama

Było to tym bardziej bolesne, że sezon po Los Angeles, Dawidowicz został wicemistrzem świata w wyścigu na 4 km w drużynie na dochodzenie. W 1985 roku w Bassano del Grappa partnerowali mu Turowski, Sikorski i L. Stępniewski. Dawało to szanse na medal olimpijski. Zdaniem trenera Mosbauera, Dawidowicz, który był wzorem staranności, pracowitości i determinacji w dążeniu do celu, miał też szansą na indywidualne miejsce na podium.

- W wyścigu na 4 km na dochodzenie miał w tamtym czasie praktycznie tylko jednego konkurenta na świecie, słynnego Umarasa z Litwy reprezentującego ZSRR. Obaj spotkali się w półfinale wyścigu w Igrzyskach Dobrej Woli w Moskwie i minimalnie wygrał rywal. Wszyscy mówili, że był to przedwczesny finał i nieoficjalny wyścig o miano najlepszego torowca na świecie. Szkoda tylko, że nie działo się to na igrzyskach – wspominał na łamach „Kuriera” szczeciński szkoleniowiec, dodając, że w 1984 roku Dawidowicz był przez krótki czas rekordzistą świata.

Reklama

Na igrzyskach w Seulu nie zawiódł, gdyż jak do dziś mówią jego koledzy z reprezentacji „Zawsze trzymał odpowiedni poziom i nigdy nie zawodził”. Piąte miejsce nie do końca spełniało jednak jego ambicje. Zwłaszcza, że po różnych perturbacjach medalu nie zdobyła również kolarska drużyna. Mimo to, w plebiscycie 100-lecia polskiego kolarstwa, umieszczono go na dwunastej pozycji. Jak tłumaczono w uzasadnieniu: „Utrzymywał się w czołówce polskich średniodystansowców na torze przez kilkanaście lat. Jeździł nienagannie technicznie, zawsze był wzorem pracowitości, ambicji i sportowej postawy (także poza torem)”.

O jego klasie świadczą też liczby. Był 17-krotnym mistrzem Polski: na 1 km (1985, 1987, 1988), 4 km indywidualnie  (1982, 1984, 1988, 1990, 1991, 1995), 4 km w drużynie (1983-1990) oraz 8-krotnym wicemistrzem: na 1 km (1986, 1989, 1990), 4 km indywidualnie (1981, 1983, 1992, 1993), w sprincie olimpijskim (1996), a także 2-krotnym brązowym medalistą Mistrzostw Polski: na 4 km indywidualnie (1987, 1996). Ponadto, aż dziewięć razy startował na torowych MŚ (1981, 1982, 1983, 1985, 1986, 1987, 1990, 1991, 1993).

Reklama

Legenda.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/07/2024 18:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama