Tadeusz Peretiatkowicz to kolejna z postaci o „niezwykłym życiorysie”, których korowód przemknął przez powojenne Gryfino. W marcu minęło 80 lat, odkąd pojawił się w mieście i objął stanowisko wiceburmistrza. Dzięki współpracy z jego prawnuczką udało się nam stworzyć niemal całościową biografię człowieka, który poświęcił życie mundurowi. Jako młody chłopak walczył o niepodległość, by później wsławić się podczas wojny 1920 roku. Bohaterstwo, którym wykazał się w bojach z bolszewikami, dało mu tytuł kawalera Orderu Virtuti Militari
Piękne widoki rozciągały się bowiem nad drutami kolczastymi, wyznaczającymi granice obozowej rzeczywistości. W oflagu Murnau VII A znalazł się 21 maja 1940 roku, dokładnie siedem miesięcy po tym, gdy trafił do niemieckiej niewoli.
Od 19 września 1939 r. kilkukrotnie zmieniał „adres zamieszkania”. Z rejonu Bitwy nad Bzurą został przetransportowany do Łowicza, a następnie przez Łódź do Bawarii. Kurort, leżący w urokliwym miejscu kolebki nazizmu, stał się jego domem na kolejnych pięć lat. Długo – zwłaszcza że już w sierpniu 1940 r. podjął pierwszą próbę ucieczki.
- W sierpniu 1940 roku próbowałem zbiec z Murnau. Chciałem udać się do Jugosławii, jednak ucieczka się nie udała. Lekarze polscy uznali mnie za chorego psychicznie, ratując mnie w ten sposób przed ukaraniem przez Niemców – pisał kapitan Tadeusz Peretiatkowicz.
Widmo kary nie odwiodło go od kolejnego „podejścia”. Drugą próbę podjął w roku 1943. Wraz z kilkoma kolegami wykonał podkop, lecz został namierzony przez Niemców, przez co ucieczka znów się nie powiodła.
Ryzykował wiele, ale był do tego przyzwyczajony. Dwie dekady wcześniej regularnie narażał życie na froncie, swoją odwagą i brawurą zyskując uznanie kolegów oraz najwyższych władz.
Dlatego nawet między wieżyczkami „alpejskiego obozu jenieckiego” starał się zachowywać tak, jak na kawalera Orderu Virtuti Militari przystało.
Więcej przeczytasz na stronach 16-19 aktualnej Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze