Memoriał odbędzie się w sobotę 18 października w Centrum Sportu i Rekreacji Laguna. Początek o godzinie 10.00. Prezentujemy wspomnieniowy tekst, który ukazał się przed rokiem na łamach Gazety Gryfińskiej
- Aby wychować sportowca muszą zostać spełnione trzy warunki: Zawodnik musi chcieć, chcieć muszą jego rodzice, no i chcieć musi trener – mówił Zbigniew Starosta, który przez 20 lat pracy trenerskiej wychował kilka pokoleń gryfińskich pływaków. Jeszcze większą liczbą wychowanków mógł pochwalić się jako nauczyciel z 34-letnim stażem. Wspominamy zmarłego prezesa Marlina, który odszedł nieoczekiwanie pod koniec października
- Chyba nie do końca dociera to, że pana Zbyszka nie ma już z nami. Jeszcze we wrześniu można było spotkać go na basenie, snuł plany, objął kolejną grupę szkoleniową… - usłyszeliśmy w Marlinie podczas listopadowych zawodów, które poprzedziła minuta ciszy.
Nie da się oddać wszystkich zasług Zbigniewa Starosty dla gryfińskiego pływania. Mimo wszystko warto spróbować.
- Dzisiaj nasz klub rozwija się bardzo prężnie, aktualnie zrzesza prawie 200 członków. W klubie prowadzi się naukę pływania, doskonalenie technik pływackich oraz sekcję piłki wodnej. To wszystko nie byłoby możliwe bez pana Zbyszka Starosty, który przez wiele długich lat, poza pracą trenerską, sprawował również funkcję prezesa. Niejednokrotnie odbywało się to kosztem życia prywatnego, za co zawsze byliśmy wdzięczni pani Helenie, jego żonie – mówi Joanna Markiewicz.
Słowa te wybrzmiały również podczas sobotnich zawodów mikołajkowych, które stały się okazją do wspomnienia zmarłego.
- Dziękujemy panu za ciągłe i przez lata niesłabnące zaangażowanie. Za to, że w każdej chwili służył nam pan radą i wspomagał swoim ogromnym doświadczeniem. Będziemy tęsknić – padło z ust działaczy i trenerów Marlina.
Z Koszalina do Gryfina
Zbigniew Starosta przyszedł na świat 16 sierpnia 1952 roku w Koszalinie. Dzieciństwo i młodość spędził w Kołobrzegu, kończąc tamtejszą podstawówkę i liceum. W 1972 r. zdał natomiast egzamin do Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, przez kolejnych sześć lat studiując w jej gorzowskiej filii.
Był aktywnym studentem. Udzielał się w organizacjach studenckich, oraz sportowych. Jak można przeczytać w jego studenckich aktach, był m.in. członkiem Klubu Uczelnianego Akademickiego Związku Sportowego, przewodniczącym Grupy Działania, członkiem Sądu Koleżeńskiego, Plenum Rady Uczelnianej oraz Komisji Szkoleń i Propagandy, a także zastępcą kierownika Studenckiego Studia Radiowego.
Miał wielu znajomych, w czym pomagać „miała duża kultura osobista, a także życzliwość i uprzejmość wobec pozostałych studentów”. Cechowała go też duża odwaga i opanowanie.
- Przykładem tego była postawa w trakcie pożaru Domu Studenta. Wykazał się wówczas pełnym poświęceniem, odwagą i dużą pracowitością – odnotowano w podsumowaniu studenckiej drogi.
W 1978 r., gdy uzyskał dyplom magistra, nie zdecydował się jednak na pracę w szkole. Wzorem ojca i brata znalazł zatrudnienie w resorcie, przez pięć kolejnych lat pracując w Komendzie Wojewódzkiej MO. W naszym mieście znalazł się z podobnych względów do swojego przyjaciela, Leszka Szemela.
Sytuacja mieszkaniowa w Szczecinie była trudna, a Zbigniew Starosta był już mężem i ojcem. Tymczasem w Gryfinie oddano do użytku całe osiedle na Górnym Tarasie. Do bloku przy ówczesnej ulicy 22 lipca (dziś 11 listopada) wprowadził się w 1983 roku, jednocześnie uzyskując przeniesienie do gryfińskiej komendy.
Pracę w milicji zakończył w 1990 r. Wówczas pomocny okazał się jego dyplom uczelni wyższej.
W dzisiejszym Zespole Szkół Ponadpodstawowych został zatrudniony w październiku 1990 r. W szkole przy ul. Łużyckiej w Gryfinie spędził aż 34 lata.
Człowiek sportu
Zbigniew Starosta zapisał się nie tylko w historii ZSP Gryfino. Już zawsze kojarzony będzie z Marlinem Gryfino, którego był założycielem oraz wieloletnim prezesem i trenerem.
Znacznie mniej osób pamięta, że początki tej dyscypliny były związane z… Kamikaze Gryfino.
- W grudniu 2001 roku wspólnie ze Zbyszkiem założyliśmy Uczniowski Klub Sportowy Kamikaze. Był stowarzyszeniem dwusekcyjnym, prowadziliśmy zajęcia karate i pływackie. Organizowaliśmy też słynne Laguna Cup, czyli zawody łączące obie dyscypliny. Dzieci najpierw rywalizowały w konkurencji kata, a następnie wskakiwały do basenu sportowego, by rywalizować w konkurencjach pływackich – przypomina Tomasz Grąbczewski.
Sekcja pływacka funkcjonowała w Kamikaze przez ponad dwa lata.
- Nasz klub kojarzony był przede wszystkim z karate. Jako prezes starałem się załatwić też gminną dotację na pływanie, ale nie dostawaliśmy jej od ówczesnych władze. Zbyszek postanowił więc oddzielić się od Kamikaze i stworzyć osobny klub, zajmujący się już konkretnie pływaniem. To pozwoliło mu na ubieganie się o dofinansowanie z magistratu – tłumaczy „Grąbal”.
W ten sposób, w maju 2004 r., do życia powołany został Uczniowski Klub Pływacki Marlin Gryfino.
- Powstał z inicjatywy trenerów Zbigniewa Starosty i Ernesta Gierasimczyka. Do grona pierwszych szkoleniowców dołączyły: Anna Lewandowska. Agnieszka Zarębska, Katarzyna Krawczyk (Klimek) i Małgorzata Wodzyńska – czytamy w historii klubu, który w tym roku obchodził 20-lecie.
Działacze i szkoleniowcy postawili na naukę pływania dzieci przedszkolnych, a później na sport wyczynowy. Gwizdek oraz następującą po nim komendę: „Płyń!”, z ust Zbigniewa Starosty słyszały tysiące gryfinian.
- Dlaczego właśnie pływanie? Już na studiach zrobiłem z niego specjalizację, ale w Gryfinie długo nie było basenu. Pierwszą, sportową część Laguny, do użytku oddano w 1998 r. Wkrótce po tym dojrzałem, by zająć się szkoleniem – opowiadał nam przed laty.
Pytany o przepis na dobrego zawodnika, odpowiadał, że muszą zostać spełnione trzy warunki: „Zawodnik musi chcieć, chcieć muszą jego rodzice, no i chcieć musi trener”, puentując z uśmiechem, iż: „Często jest tak, że spełnia się tylko ten ostatni warunek”.
„Zachęcał mnie, bym sam od siebie dużo wymagał”
- Moim marzeniem jest, by któryś z moich zawodników popłynął na Igrzyskach Olimpijskich oraz startował na Mistrzostwach Europy i Świata – mówił na naszych łamach w 2010 r.
Niewiele brakowało, a doczekałby się olimpijczyka. W 2016 roku Paweł Sendyk, podczas Mistrzostw Polski Seniorów, znalazł się tuż za podium w wyścigu na 100 metrów stylem dowolnym. Do podium i miejsca w samolocie do Rio de Janeiro zabrakło 0,06 sek.
- Nie wiem, co pan Zbyszek we mnie zobaczył, ale pamiętam, że już po pierwszym treningu, na który przyszedłem w wieku 7 lat, powiedział mojemu tacie, że mam talent do pływania. Jak się później okazało, był to początek naszej wieloletniej, owocnej współpracy. Przez prawie 10 lat dzieliliśmy się wieloma sukcesami i porażkami, które bez wątpienia mnie ukształtowały. Za te lata i wpływ jaki na mnie wywarł jestem mu bardzo wdzięczny - mówi Paweł Sendyk.
W historii Marlina można przeczytać, że to jego sukcesy, osiągane pod wodzą Zbyszka Starosty, rozpropagowały gryfińskie pływanie, zachęcając inne dzieci do uprawiania tej dyscypliny. Mowa wszak o wielokrotnym medaliście Mistrzostw Polski różnego szczebla, uczestniku Mistrzostw Europy i medaliście Igrzysk Europejskich.
- Trener Starosta prowadził mnie do końca gimnazjum, ale to czego mnie nauczył, wartości, które mi wpoił pomagały w dalszej karierze. Zachęcił mnie do tego, żebym sam od siebie dużo wymagał. Pod koniec moich treningów w Gryfinie trenowaliśmy już w bardzo małej grupie, często indywidualnie. Spędziliśmy dużo czasu na obozach i zawodach, więc mieliśmy bardzo bliskie relacje. Nasze wspólne sukcesy na pewno go cieszyły, ale nie były celem w tamtym czasie. Zawsze prowadził mnie priorytetyzując mój rozwój i przygotowanie do przyszłych sukcesów. Gdyby nie ta dalekowzroczność, to myślę, że nie osiągnąłbym sukcesów w późniejszych latach – ocenia Sendyk, który zapisał się w historii polskiego sportu, jako pierwszy medalista I Igrzysk Europejskich.
W 2015 r. zdobył w Baku srebrny medal na dystansie 50m stylem motylkowym, a następnie brązowy w sztafecie 4x 100 zmiennym. Po uzyskaniu matury wyjechał natomiast do USA, gdzie nie tylko ukończył prestiżową uczelnię, znajdując po niej pracę w Dolinie Krzemowej, ale również kontynuował sportowe sukcesy w uczelnianej lidze NCAA.
- Jesteśmy bardzo wdzięczni Zbyszkowi Staroście. Miejsce, w którym dziś znajduje się Paweł jest też jego zasługą. Trener odegrał wielką rolę w życiu naszego syna - mówił nam śp. Robert Sendyk.
Wrażliwy i empatyczny
- W każdym naborze mamy po 80-90 dzieciaków, z których co roku odchodzi około pięćdziesięciu. Nauczą się pływać i rodzice uważają, że to im wystarczy. Trochę się temu nie dziwie, bo pływanie to trudny sport i nie każdemu pisany jest wyczyn. Dlatego największym sukcesem jest dla mnie, gdy ktoś kto rezygnuje z pływania pozostaje w sporcie i znajduje się w innej dyscyplinie. Wtedy wiem, że dziecko będzie rozwijać się we właściwy sposób – opowiadał nam przed ośmioma laty.
Dlatego Z. Starosta angażował się nie tylko w pływanie.
- Był dla nas pierwszym i jedynym trenerem. Człowiekiem, bez którego nie powstałaby nasza drużyna. To dzięki jego zaangażowaniu mogliśmy trenować koszykówkę w mieście, gdzie nie było do tego perspektyw. Gdy byliśmy młodzi to organizował nam treningi, załatwiał sponsorów, zamawiał stroje, woził nas na mecze i co najważniejsze uczył nas podstaw tej pięknej dyscypliny a wszystko robił to bezinteresownie, poświęcając swój cenny czas. To dzięki niemu w późniejszych latach zaczęliśmy odnosić liczne sukcesy – napisali koszykarze Gryf-Panthers, zespołu, w którym występuje m.in. Filip Starosta.
Chociaż w 2004 r. sekcja pływacka oderwała się od Kamikaze, Zbigniew Starosta jeszcze przez wiele lat pozostawał wiceprezesem klubu karate.
- Przyjaźniliśmy się, ale też było to ułatwienie ze względów formalnych. Zawsze potrzebne były dwa podpisy członków zarządu, a Zbychu przez tyle lat siedział obok - mówi Grąbczewski, nawiązując do wspólnych lat spędzonych w Zespole Szkół Ponadpodstawowych.
- Obaj uczyliśmy wychowania fizycznego przy Łużyckiej. Wspólnie przez dwadzieścia cztery lata, choć Zbyszek miał dłuższy staż, bo pracował w ZSP jeszcze w tym roku szkolnym, na krótko przed diagnozą. To był super facet, sympatyczny i pomocny, przez co nasza współpraca zawsze była bezproblemowa – charakteryzuje go wieloletni kolega.
Zbigniew Starosta zaangażował się też w siatkówkę dziewcząt.
- Prowadził zajęcia, zżył się z uczennicami. W 2002 roku bardzo załamał się po głośnym i tragicznym wypadku samochodowym, w którym zginęły trzy jego podopieczne. Doznał wtedy zawału serca, wylądował w szpitalu – opowiada Tomasz Grąbczewski, zwracając uwagę na cechę charakterystyczną dla zmarłego kolegi.
Choć nie zawsze to okazywał, był wrażliwy i empatyczny. Przyjaciele i bliscy wskazują również, że nie było dla niego rzeczy nie do zrobienia. „Był prawdziwą złotą rączką”, przewija się w kolejnych wspomnieniach.
Aktywny do samego końca
W styczniu 2020 r. został wybrany prezesem Marlina na następną kadencję. Kilka miesięcy później postanowił zrezygnować z tej funkcji, przekazując klub następcom.
- Nie był już prezesem, ale cały czas wspierał nasze działania – mówi Joanna Markiewicz, która zastąpiła go na stanowisku.
Przez ostatnie cztery lata wciąż prowadził zajęcia na pływalni.
- Był aktywny praktycznie do samego końca. Przecież jeszcze we wrześniu objął kolejną grupę nauki pływania, rozpoczął przygotowania do Ligi Miast, która była zaplanowana na listopad – mówi prezes Marlina.
To samo tyczyło się jego pracy zawodowej.
- Nie uczył już wprawdzie wychowania fizycznego, ale jeszcze we wrześniu tego roku był wychowawcą w naszym internacie – mówi dyrektor Maciej Puzik.
Diagnoza przyszła niespodziewanie. Zbigniew Starosta zmarł 28 października. Tydzień później lubianego nauczyciela i trenera pożegnały tłumy gryfinian: koledzy, podopieczni i uczniowie. Był jedną z najwybitniejszych postaci gryfińskiego sportu i w taki właśnie sposób zostanie zapamiętany.
Grzegorz Racinowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze