W latach 1988-1999 Jerzy Minkwitz był zarządcą miejskich obiektów sportowych. Za sprawą jego działań, przy pomocy władz miasta, licznych sponsorów i przede wszystkim Elektrowni Dolna Odra, boiska i korty przy ulicy Sportowej nabrały obecnego kształtu. Po dwudziestu latach milczenia, gryfiński działacz postanowił opowiedzieć swoją „sportową historię”.
Nie urodziłem i nie wychowałem się w Gryfinie. Pochodzę ze Szczecina, gdzie grałem w piłkę nożną w młodzieżowych zespołach Pogoni Szczecin. Do Gryfina trafiłem w późniejszych latach, lecz związałem się z miastem na całe życie.
Tutaj wychowali się moi dwaj synowie, tutaj działałem jako opozycjonista i działacz sportowy. Zarządzałem obiektami przez jedenaście lat. W tym czasie udało mnie się zmodernizować nie tylko boiska piłkarskie, ale także korty tenisowe. Zostawiłem tutaj kawał zdrowia i życia.
Przez dwadzieścia lat milczałem na ten temat, odrzucałem propozycje wywiadów lub spisania swoich wspomnień. Uznałem jednak, że nadszedł czas, by opowiedzieć swoją historię oraz historię gryfińskich obiektów. Tym bardziej, że coraz głośniej o planowanej modernizacji.
Szefem, czy też kierownikiem obiektów zostałem w 1988 roku. Byłem pracownikiem Elektrowni Dolna Odra i zostałem delegowany przez mojego szefa, dyrektora Dobra. To był najwspanialszy człowiek na świecie, któremu zależało na lokalnym sporcie. Dlatego też dostałem od niego całą masę upoważnień. W zasadzie mogłem dzięki niemu działać bez ograniczeń. Otrzymałem prawo współpracy ze wszystkimi specjalistami z elektrowni w kwestii budownictwa, finansów.
Elektrownia dawała pieniądze na budowę obiektów oraz księgową, która pomagała w rozliczeniach. Przed niemal trzydziestoma laty infrastruktura sportowa wyglądała zupełnie inaczej. Była też bardziej uboga niż obecnie, by mieliśmy stare korty oraz dwa boiska: główne i piaskowe obok „Blacka”.
Więcej w aktualnym wydaniu "Gazety Gryfińskiej".
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze