Reklama

Jaka mama, taki syn? Olek Sławiński idzie w ślady Kasi Duran!

Takie historie kochamy najbardziej. Aleksander Sławiński jest 15-letnim szczypiornistą, wychowankiem KPR Gryfino, który aktualnie występuje w SMS Kielce i kadrze narodowej. Tym samym kontynuuje rodzinną tradycję. Jego mamą jest bowiem Katarzyna Duran, 26-krotna reprezentantka Polski właśnie w piłce ręcznej! Postanowiliśmy sprawdzić jak wiele kwestii boiskowych łączy mamę i syna…

- Olek uczęszczał wiele lat temu na zajęcia do mojej grupy. Kasia Duran, również moja dawna podopieczna, była tym bardzo podekscytowana. Przychodziła zresztą regularnie na treningi, by podpatrzeć jak radzi sobie jej syn. Gdy rozmawialiśmy czułem jednak, że ma pewne wątpliwości i nie wie, czy Olek zostanie piłkarzem ręcznym. „Jest trochę flegmatyczny i chyba tego nie lubi”, powiedziała pewnego razu – opowiadał nam niedawno Grzegorz Gniazdowski.

 

Przełom w siódmej klasie

Katarzyna Duran uśmiecha się, gdy przytaczamy tę anegdotkę.

Reklama

- Tak było! Olek przychodził na treningi jak za karę. Na hasło „piłka ręczna” bolał go wręcz brzuch – mówi była reprezentantka kraju właśnie w szczypiorniaku.

Na celowniku jej syna znajdowała się wówczas piłka, ale nożna. Aleksander przez cztery lata grał w UKS Energetyku Junior Gryfino. Mimo to jego mama nie zamierzała wywieszać białej flagi.

- Nie ukrywam, że bardzo chciałam, żeby mój synek grał w piłkę ręczną! Dlatego, gdy zarząd KPR Gryfino powierzył mi stworzenie grupy młodzieżowej, miałam jeden warunek: że będzie to rocznik Olka, czyli 2009 – opowiada K. Duran, dodatkowo rozjaśniając tę kwestię.

Reklama

- W zespole G. Gniazdowskiego byli chłopcy starsi od Olka o kilka lat. Pomyślałam, że właśnie z tego powodu skóra mu cierpła na myśl o szczypiorniaku. Na treningi do Energetyka, gdzie w drużynie miał rówieśników i kolegów ze szkoły, chodził już znacznie chętniej – komentuje K. Duran, dodając, że ważnym aspektem miał być też regularny kontakt z mamą.

- Będąc trenerką jego zespołu spędzalibyśmy ze sobą więcej czasu. Zawsze byliśmy zżyci, blisko siebie, więc pomyślałam, że to może wypalić – zdradza nasza rozmówczyni.

Reklama

Wypaliło, chociaż nie od razu…

- Przychodził na treningi, ale raczej dla kumpli. Piłka ręczna była dodatkiem, niekoniecznie przyjemnym. Przełom nastąpił w siódmej klasie, gdy wypowiedział piękne słowa: „Mamo, ja chcę mieć taką karierę jak ty”. Dodał też, że zamierza dostać się do SMS-u Kielce. Nie jestem w stanie oddać tego jaka byłam szczęśliwa – uśmiecha się Katarzyna.

Jej serce urosło jeszcze bardziej, gdy zobaczyła, że nie był to tylko słomiany zapał.

- Nastąpiła zmiana o 180 stopni. Zaczął trenować częściej, biegał, chodził na siłownię. Przygotowywał się typowo pod egzamin. Cieszyłam się, ale też czułam niepokój. Zawsze wierzyłam w swojego syna. Jestem przekonana, że osiągnie w życiu sukces, bez względu na to, czym będzie się zajmował. Ale nie chciałam, by się sparzył i przeżył rozczarowanie. SMS Kielce to najbardziej prestiżowa z czterech polskich SMS-ów. Miejsc jest tylko dwadzieścia, a chętnych kilkaset. A do tego mój synek jest z rocznika dochodzącego, czyli był młodszy o rok od pozostałych chętnych – tłumaczy Duran.

Reklama

Jej niepokój był niepotrzebny. Olek Sławiński dostał się do SMS-u Kielce, a już kilka tygodni później stawił się na zgrupowaniu kadry Polski juniorów młodszych.

 

Nie grałby w ręczną, gdyby nie mama

- Pierwsze powołanie było dla mnie lekkim zaskoczeniem, ponieważ jest to kadra U-16, a ja jestem młodszy o rok. Najbardziej cieszy mnie, że okazałem się tym zawodnikiem, którego trener potrzebował. W kolejnych miesiącach przychodziły kolejne powołania - mówi 15-letni Olek.

Rozmowę odbyliśmy kilka dni po Turnieju Nadziei Olimpijskich, rozgrywanym w Szaflarach.

Reklama

- Reprezentacja Polski juniorów młodszych, pod opieką trenera Rafała Glińskiego, zremisowała z rówieśnikami z Węgier (28:28) w ostatnim meczu turnieju. Młodzi Biało-Czerwoni dogonili rywali, dzięki szalonej pogoni w samej końcówce spotkania i zwyciężyli w całym turnieju, wyprzedzając Czechów, Słowaków i Madziarów – przekazał ZPRP.

Wychowanek KPR Gryfino wystąpił w spotkaniach ze wszystkimi wymienionymi rywalami. TNO nie był jednak jego debiutem w kadrze.

- Przed tym turniejem rozegraliśmy sparingowe mecze z kadrą Rumunii, z którą również wygraliśmy. Mam więc na koncie pięć meczów, w których rzuciłem dziewięć bramek. To dodatek, bo moim głównym zadaniem na parkiecie jest obrona i myślę, że wychodzi mi to nieźle. Jestem bardzo dumny z tego, że mogę występować z orzełkiem na piersi, śpiewać hymn narodowy oraz grać dla naszego kraju - mówi Aleksander Sławiński.

Reklama

Mimo młodego wieku odczuwa już pierwsze oznaki popularności.

- To bardzo miłe uczucie, gdy po wygranym turnieju młodsze dzieci, które chcą iść w nasze ślady, proszą o zdjęcia lub autografy. Piłka ręczna nie jest niestety aż tak popularną dyscypliną w naszym kraju, ale liczę, że się to zmieni. Duża w tym rola nas, młodych zawodników. Jeśli będziemy osiągać sukcesy w seniorskim sporcie, to zainteresowanie kibiców będzie dużo większe – uznaje gryfiński obrotowy.

Mając taką sposobność – i słysząc ekscytację w głosie rozmówcy – grzechem byłoby nie nawiązać do jego początków z dyscypliną…

Reklama

- Byłem bardzo młody i zupełnie nie wiedziałem jeszcze, co będę robił w życiu i do czego dążył. Jak każdy młody chłopiec marzyłem o karierze piłkarza nożnego, nie sądziłem że będę grał w ręczną. Teraz moim celem jest jak najlepsza kariera szczypiornisty – przyznaje Olek.

Skąd ta zmiana?

- Duży wpływ na wszystko miała kariera mojej mamy. To od niej się zaczęło. Jako mały chłopiec bawiłem się piłką, gdy mama miała trening. Później została moją trenerką. Zachęcała mnie, opowiadała o pięknie tej dyscypliny. Z czasem zaczęło mi na tym zależeć. Musze jednak przyznać, że gdyby nie kariera mojej mamy, to w ogóle nie myślałbym o karierze piłkarza ręcznego – mówi Aleksander.

Reklama

 

Wie, co musi poprawić

Jednocześnie przyznaje, że wybór SMS-u, jako szkoły średniej, wcale nie był czymś oczywistym.

- Dwa lata przed testami zupełnie nie myślałem o takiej szkole. Pociągała mnie myśl o architekturze, lecz wszystko się nagle zmieniło. Przed egzaminem ósmoklasisty stwierdziłem, że spróbuję swoich sił właśnie w SMS Kielce. Zacząłem chodzić na siłownię, biegać oraz ciężej trenować. Zauważyłem, że z każdym dniem coraz bardziej mi na tym zależało. Czułem też ogromne wsparcie bliskich i znajomych. Każdy życzył mi, abym się dostał. Pamiętam doskonale dzień, w którym ogłosili wyniki. Byłem z drużyną KPR na turnieju we Włoszech. Gdy okazało się, że zakwalifikowałem się do wymarzonej szkoły, każdy mi gratulował. Czułem się świetnie, co zmotywowało mnie to do jeszcze cięższej pracy – opowiada Aleksander, dodając że nie żałuje podjętej decyzji.

Reklama

- Skoro chcę zostać piłkarzem ręcznym, to SMS Kielce jest najlepszym możliwym miejscem. Aktualnie uczęszczam do drugiej klasy liceum, gram w 2.lidze ZPRP oraz Centralnej Lidze Juniora Młodszego. Z każdą wyższą klasą licealną przechodzimy o szczebel wyżej, więc następna będzie 1.liga, w której już zadebiutowałem. Jeśli chodzi o bieżące rozgrywki, to zajmujemy czwarte miejsce na dwanaście drużyn. Są to drużyny seniorskie, podobne do naszego KPR Gryfino. Muszę przyznać, że moje pierwsze mecze nie wyglądały dobrze. Przez trzy kolejki nie miałem na koncie ani jednej bramki. Aktualnie rzuciłem ich osiem w siedmiu meczach i staram się na bieżąco poprawiać błędy z poprzednich spotkań – ocenia sytuację trzeźwo Sławiński.

Liczy, że jego nazwisko znajdzie się wśród powołań na styczniowe zgrupowanie w Cetniewie.

Reklama

- Jak już mówiłem, gra z orzełkiem na piersi, to coś wyjątkowego, nieporównywalnego z niczym innym. Nasz rocznik jest mocny. Problemy mieliśmy tylko w meczu z silnymi Węgrami. We wszystkich innych międzynarodowych spotkaniach wygraliśmy przewagą dziesięciu bramek. Mamy szansę zagrać na Mistrzostwach Europy i Świata. Chciałbym powalczyć o medal tych zawodów – zapowiada.

 

Jest już wyższy od mamy

Katarzyna Duran, choć akcentuje, że cały czas wierzy w swojego syna, nie spodziewała się, że sprawy potoczą się tak szybko.

- Najpierw perfekcyjnie zaliczył testy do najbardziej prestiżowego SMS-u, a już po chwili był w kadrze Polski i zadebiutował w 1.lidze, mimo że był najmłodszym uczniem w całej szkole – kiwa z uznaniem.

Jak to u troskliwej mamy, w jej głowie zarysowały się kolejne potencjale kłopoty i zagrożenia.

- Obawiałam się trochę, czy nie odbije mu sodówka, ale nic takiego się dotąd nie wydarzyło. Widzę za to jak bardzo zależy mu, jak się stara. Chce otrzymywać powołanie na każde zgrupowanie kadry. Dotąd nie pojechał tylko raz. W młodszych rocznikach to normalne, że trenerzy rotują składem, sprawdzają kolejnych zawodników, ale ten jedyny brak powołania zadziałał na Olka mobilizująco. Zaczął pracować jeszcze solidniej, o ile to możliwe – uśmiecha się Kasia Duran.

Sama, jako wielokrotna kadrowicza, równie mocno przeżywa każde powołanie syna.

- Niemal jak swoje. Staram się jeździć i oglądać Olka w akcji, ale nie jest to łatwe. Kielce leżą daleko, zgrupowania też odbywały się w „tamtej” części Polski. Ale, gdy trenowali w Wałczu, to wsiadłam w samochód i pojechałam – przyznaje, marząc, by reprezentacja U-16 znów zawitała w Gryfinie. Chciałby tego zresztą sam zainteresowany.

- Po pierwszym powołaniu byłem dumny również dlatego, że moja cała rodzina była na meczu i oglądała mnie w akcji. Chciałbym, żeby mogła usiąść na trybunach w moim rodzinnym Gryfinie. Tak samo jak moi koledzy z KPR – przyznaje Aleksander.

Widząc jak bardzo się zmienił, mogliby przeżyć szok. Zresztą sama Kasia Duran przeciera oczy, gdy widzi syna w akcji.

- Przez te półtora roku w Kielcach uczynił ogromny progres. Nie widzę w nim kilkuletniego chłopca, którego bolał brzuch i zęby na myśl o treningu. To inny człowiek – śmieje się gryfinianka.

Zmienił się też fizycznie.

- Cały czas mówię o nim, jak o moim małym synku, a on jest już wyższy ode mnie – dopowiada.

- Mierzę 197 centymetrów wzrostu, a mam dopiero 15 lat, czyli jeszcze urosnę. To dobrze, bo obrotowy musi być wysoki i silny, by móc stawiać zasłony, przepychać się między rywalami i finalizować akcje zespołu. Jestem defensorem, ale dobrze radzę sobie też w ataku – ocenia Aleksander.

 

Jaka mama, taki syn?

To odpowiedni moment, by przejść do porównania.

- Z podobieństw: mama w moim wieku uczęszczała do SMS Gliwice i też grała w kadrze Polski. Wydaje mi się jednak, że jestem jej przeciwieństwem. Dzielą nas pozycje na boisku i dużo innych aspektów. Jestem zawodnikiem występującym na pozycji obrotowego, a mama grała jako lewa rozgrywająca, więc posiadamy inne zadania. Poza tym mama była bardziej dynamiczną oraz szybszą zawodniczką ode mnie. Ja już teraz jestem wyższy, przez co wolniejszy. Tak jak mówiłem, ja stawiam zasłony na przeciwnikach i się rozpycham, ona rozgrywała piłki w środku pola – wylicza 15-letni gryfinianin.

Inaczej widzi to Duran.

- Jeśli chodzi o piłkę ręczną, to wykapany synek mamusi! Szczególnie pod jednym względem: „gryzie tętnice”, przeciwnik nie ma prawa przejść, choćby nie wiadomo, co się działo – uśmiecha się 41-latka, mówiąc że podobieństw jest znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.

- Mamy inne boiskowe pozycje, ale gdy przeglądam swoje i jego zdjęcia z meczów, to poruszamy się tak samo. Mamy identyczne ruchy a nawet podobny styl biegania – wylicza.

Jako trenerka dostrzega także różnice, zwłaszcza charakterologiczne.

- Ja jestem typem energicznym. Wszystko musi być na już, na teraz. Mówili na mnie zawsze „Trzepak”. A Olek ma luz. Jest powolny, nieco flegmatyczny. Na wszystko ma czas, wszystko zdąży zrobić. To akurat odziedziczył po tacie – śmieje się Duran, akcentując, że drugi z rodziców również mocno angażuje się w sportowy rozwój syna.

- Sam nie był zawodowym sportowcem, nie grał w piłkę ręczną, ale jest mocno nastawiony na sport. Nakręca Olka. Zabiera go na rowery, bieganie, crossfity. Ogromnie wspiera naszego syna w karierze – przyznaje 41-latka.

- Czuję wsparcie obojga rodziców.

Staram się korzystać z doświadczenia mamy, która wiele mnie nauczyła. Cały czas zwraca mi uwagę na to, co mogę poprawić, a co robię dobrze. To samo tata, który często jeździ na moje mecze. Przede wszystkim jednak, to ja sam musiałem włożyć dużo pracy w to, gdzie obecnie się znajduję. Nie była to łatwa droga i wciąż trwa – uznaje Aleksander.

Paradoksalnie, to mama jest tą, która patrzy na syna krytyczniej.

- Jestem rodzicem, ale też trenerką. Jest filarem swojego zespołu w obronie, widać że lubi grę na kontakcie i nie boi się mocnych fizycznych starć. Mimo ogromnych postępów cały czas widzę sporo elementów, które ma do przepracowania. Najważniejsze jednak, że Olek ma świadomość swoich braków i chce nad nimi pracować – ocenia Duran, dodając że 15-latkowi nie można odmówić determinacji, zawziętości, ambicji.

- Dostrzegam jego boiskową złość. Jest też uparty. Nawet, gdy w czasach piłkarskich nie grał w pierwszym składzie Energetyka, to nie odpuścił żadnych zajęć. To ogromny atut. Pójdzie na trening nawet bez nogi, ręki, oka. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć, żeby odpuścił – ocenia Duran.

 

Kibicuję temu samemu klubowi

Teraz, gdy Olek jest już w SMS-ie i kadrze Polski, nie ma wątpliwości, że pójdzie w jej ślady. Jak dodaje, nawet gdy niechętnie podchodził do jej ukochanej dyscyplinie, podskórnie czuła, że kiedyś się to zmieni.

- Był skazany na szczypiorniak. Swój pierwszy mecz zagrał jeszcze… w moim brzuchu, gdy byłam w trzecim miesiącu ciąży. Zawiesiłam oczywiście karierę, gdy się dowiedziałam, ale po porodzie wróciłam do sportu i grałam jeszcze długo. Najpierw w Lublinie, później przez pięć lat w Gdyni i dwa kolejne w Niemczech. Skończyłam dopiero w 2017 roku. Olek miał wtedy 8 lat, więc doskonale pamięta moje mecze. Był malutkim chłopcem, który siedział na trybunach i głośno krzyczał. Taką maskotką drużyn, w których występowałam – opowiada nasza rozmówczyni.

- Często wspominam tamte treningi, mecze i inne wyjazdy, na które mnie zabierała. Podczas jej kariery mieszkaliśmy w Niemczech. Pamiętam jej koleżanki, które się mną zajmowały, gdy miały kontuzję, a mama grała mecze. Dobrze wspominam też momenty,  gdy trenował mnie oraz moich bliskich kolegów w KPR Gryfino – uśmiecha się 15-letni obrotowy.

- Teraz role się odwróciły i to ja oglądam go w akcji – dopowiada jego mama.

Na koniec rozmowy „wyszło” nam jeszcze jedne podobieństwo.

- Jako 15-latka byłam największą fanką THW Kiel. Oglądałam wszystkie mecze na DSF. Moim idolem był Staffan Olsson, starałam się na nim wzorować. Nie muszę chyba mówić, któremu klubowi kibicuje Olek… - uśmiecha się Kasia Duran.

Jaka matka, taki syn!

 

Grzegorz Racinowski

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 11/07/2026 13:53
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama