Reklama

Jak walczyć z nawalnymi deszczami?

Występujące coraz częściej nawalne opady deszczów, sprawiają, że całkowicie zalewane są ulice: Sportowa i Rapackiego w pobliżu ronda im. Powstańców Warszawskich w Gryfinie. Poziom wody fragmentami sięga nawet kolan, a droga przez kilka godzin wyłączona jest z użytku. Wpływ na to mają oczywiście jednostki odpowiadający za kanalizację deszczową, ale do rozwiązania tej sytuacji przyczynić mogą się również mieszkańcy, angażujący się w procesy retencyjne na własnych posesjach.

Kanalizacja deszczowa w naszym mieście jest w złym stanie. Nie ukrywają tego zarządcy jej poszczególnych odcinków. Za stan kluczowych dla odwonienia naszego miasta instalacji odpowiada wiele instytucji. Jej główne rury położone są wzdłuż najważniejszych dróg, a te należą do gminy, powiatu, Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych czy też Zachodniopomorskiego Zarządu Dróg Wojewódzkich. Prawo nie określa, jak często zarządcy powinni je czyścić. Nie ma również podmiotu, który miałby prawo do kontroli czy narzucenia wytycznych odnośnie montażu rur kanalizacji deszczowej o odpowiedniej średnicy. To sprawia, że w tej materii panuje swego rodzaju samowolka.

Każda kanalizacja oczywiście musi mieć swój wylot. Jest nim ziemia albo zbiornik wodny, w przypadku naszego miasta, to najczęściej Odra Wschodnia. Za stan odpływów odpowiada gmina Gryfino. Niejednokrotnie pisaliśmy o kłopotach z odprowadzeniem wody deszczowej przy ul. Czechosłowackiej. Gmina od lat przymierza się do rozwiązania tego problemu, którego koszt liczony jest w milionach. Coraz bardziej zdenerwowani mieszkańcy po każdej ulewie drżą o swoje posiadłości.

Reklama

- Woda zbiera się przy naszych działkach, nie ma żadnego praktycznego odprowadzenia jej z tych okolic – mówi nam pan Czesław.

- Zbyt pochopnie wydawane są niektóre tereny zalewowe pod zabudowę, choćby w okolicach ul. Czechosłowackiej. Później robi się problem, a koszty spadają na wszystkich mieszkańców, gdy trzeba ratować sytuację – mówi Tomasz Miler, wiceburmistrz Gryfina.

Zalewane są również jednak inne rejony w centrum miasta. Sytuacja podobnie wygląda przy ulicach Rapackiego, Popiełuszki i Sportowej. Tam również spływa woda z ul. Łużyckiej.

Reklama

- Woda wylewa się nawet na obszarze kilkuset metrów kwadratowych. Jest nieprzejezdna, ale również nie można tamtędy przejść. To niebezpieczne, bo nie wiadomo co znajduje się pod stopami – przekazuje w rozmowie z nami pan Waldemar, który mieszka przy ul. Popiełuszki i dokumentuje te zdarzenia wykonując niemal każdorazowo zdjęcia zalewanego terenu.

Zalana ul. Sportowa w Gryfinie

Tak wygląda ul. Sportowa w Gryfinie po ulewnym deszczu.

W te okolicę dostają się olbrzymie ilości wody opadowej nie tylko z ul. Łużyckiej, ale również z górnej części miasta. Urzędnicy szacują, że do zlewni przy ul. Rapackiego spływa nawet 2/3 wody deszczowej z Górnego Tarasu. Główna droga na tym osiedlu (ul. Krasińskiego), remontowana była przez powiat w ostatnich latach, położono wówczas nową instalację. Paradoksalnie, to właśnie szersze rury pod ul. Krasińskiego i ul. Armii Krajowej sprawiają, że przepływ wód opadowych w tym miejscu jest lepszy, przez co ogromne ilości wody z Górnego Tarasu prędko dostają się w okolice ronda przy ul. Rapackiego. Dodając do tego wodę opadową z pozostałych ulic, problem, tak jak i woda spiętrzają się w tym miejscu momentalnie.

Reklama

Woda zbierająca się w tym miejscu powinna trafiać do rzeki, ale rury są dość wąskie. Przy dużych opadach powstaje więc tak zwany efekt wąskiego gardła, niczym szyjka butelki. Nie ma w tym miejscu przepompowni wód opadowych, która wymuszałaby szybszy przepływ do rzeki, jest jedynie spływ grawitacyjny.

 

Projekt pomoże?

Gmina Gryfino zrealizowała w ostatnich latach projekt pod nazwą „Adaptacja do zmian klimatu poprzez rozwój zielonej i niebieskiej infrastruktury w Gryfinie”. W jego ramach wykonano kilkanaście inwestycji na terenie miasta. Pracownicy firmy Verkis z Islandii uczyli również gryfińskich urzędników jak zarządzać wodą opadową.

Reklama

- Niby, to było oczywiste, ale cała idea, która do tej pory działała, polegała na tym, aby wodę spychać do rury, pchać do rzeki i generować problemy w centrum. Ten projekt, był potrzebny po to, aby zmienić mentalność naszą oraz mieszkańców. Żeby podejść do problemu zupełnie inaczej – mówi Tomasz Miler.

Jak podkreślają władze gminy, poprzez zbiorniki retencyjna można zniwelować pierwszą, dużą falę wody, kierującą w okolice ul. Rapackiego i Sportowej. Jednym z elementów tego projektu, był zakup i montaż czterech zbiorników retencyjnych przy Żłobku Miejskim, zlokalizowanym blisko opisywanego, zalewanego miejsca. To nie tylko hamuje odprowadzenie wody do kanalizacji deszczowej, ale również generuje oszczędności.

Reklama

- Zależy od ilości opadów, ale oszczędność jest widoczna. To bardzo praktyczne rozwiązanie – mówi nam Ilona Bara, dyrektor Żłobka Miejskiego w Gryfinie.

- W każdym ze zbiorniku mieści się kilkaset litrów wody, łącznie ok. 1200. Po każdych opadach deszczu beczki są napełnione. Latem regularnie z tego korzystamy, podlewając ze zbiorników wszystkie nasadzenia typu rabaty czy kwiaty. Obsługa jest banalnie prosta, bo przy każdym zbiorniku jest zamontowany kran – dodaje Dawid Lewandowski, konserwator w placówce.

Reklama

Dawid Lewandowski oraz Ilona Bara, przed zbiornikiem retencyjnym zamontowanym przy żłobku

Dawid Lewandowski oraz Ilona Bara przed zbiornikiem retencyjnym zamontowanym przy Żłobku Miejskim.

Zbiorniki przy żłobku, nie ograniczą skali problemu, to kropla w morzu potrzebnych zmian. W Gminie Gryfino podobne rozwiązania planują przy pozostałych placówkach oświatowych.

Gryfińscy urzędnicy posiadają również wypracowane wspólnie z Islandczykami plany na nowe osiedla, które mają utrzymywać wodę we własnych, naturalnych zbiornikach retencyjnych, nie odprowadzając jej do sieci. O szczegółach tych planów, ale również problemu rozmawialiśmy z wiceburmistrzem Gryfina (rozmowa poniżej). Ale zwraca on również uwagę na istotną rolę w procesie retencji wody odgrywaną przez mieszkańców, oczywiście tych, którzy posiadają własne posesje oraz zarządców dużych nieruchomości. Sęk w tym, że wciąż niewiele osób stosuje takie rozwiązania.

Reklama

 

Działkowcy niechętni, z wyjątkami

Pisaliśmy niedawno o unikatowym rozwiązaniu retencyjnym na ogrodzie Wiesława Sorbiana. Gromadzone przez niego wody opadowe wystarczają do pokrycia pełnego zapotrzebowania w wodę dwóch szklarni. Jako były właściciel elektrowni wodnej, posiadał niezbędną wiedzę do tego, aby samodzielnie stworzyć niemal bezobsługowy system podlewania wodą opadową.

- Mam zbiorniki o pojemności 6m3, planuję montaż kolejnego. Kiedyś zużywałem wody w granicach 100m3, a teraz w granicach 40m3. Po zamontowaniu kolejnego, ta wartość spadnie do 20m3. To więc ogromna różnica i oszczędność. Mam cały system naczyń połączonych, dzięki czemu woda dystrybuowana jest do poszczególnych namiotów i grządek niemal automatycznie. Każdy może to zrobić samemu, to nic trudnego – zapewnia W. Sorbian (na zdjęciu poniżej).

Reklama

Władysław Sorbian prezentuje system retencyjny w swoim ogrodzie.

Ale czy inni idą jego śladem?

- U nas niewielu działkowiczów gromadzi w swoich ogrodach deszczówkę. Może dlatego, że jako ogrody przy ul. Czechosłowackiej, mamy dostęp do wody bezpośrednio z Ciepłego Kanału. Od 2020 roku jest ona bezpłatna, bo traktowani jesteśmy jak rolnicy. Jedyne opłaty, to koszt pomp i energii elektrycznej, która jednak stale rośnie. Dlatego, póki co, retencja na naszych ogrodach jest prowadzona sporadycznie. Ale problem mają na Górnym Tarasie. Nasze ogrody są zielone, a ich żółte – z żartem puentuje Mariusz Grzesiak, prezes ROD Vista Bella w Gryfinie, nawiązując do nazwy „ROD Zielone Tarasy”, które mieszczą się w górnej części miasta.

Reklama

Tam problem z wodą faktycznie jest duży. Działkowcy do podlewania ogrodów wykorzystywać mogą wodę z sieci lub deszczową. To obrazuje, że nie świadomość ekologiczna, a ekonomia są czynnikami determinującymi prowadzenie działań retencyjnych w tej grupie społecznej.

- Oni mają praktycznie za darmo wodę, a u nas każdy ją szanuje, więc zbiorniki retencyjne są na niemal każdym ogrodzie – mówi z kolei Barbara Kubieniec, prezes ROD Zielone Tarasy, liczącym ponad 1,5 tysiąca ogrodów.

W pierwszym, drugim i trzecim rejonie woda pochodzi z sieci, a więc jest droga, nie dziwi więc widok licznych beczek ustawionych przy rynnach.

Reklama

- Wystarczy się przejść alejkami, aby zauważyć, że w każdym ogrodzie jest co najmniej jedna beczka na deszczówkę. Wiele zależy też od tego, kto, co ma na działce. Jeśli jest niewiele upraw, nie potrzeba dużych zbiorników retencyjnych – wyjaśnia prezes B. Kubieniec.

W rejonach 4 i 5 ROD Zielone Tarasy, działkowcy korzystają z wody czerpanej ze studni głębinowej. To tańsze rozwiązanie.

- Ale tam ludzie też gromadzą wodę opadową. To optymalne rozwiązanie, bo bezkosztowe – mówi prezes Kubieniec.

Działkowcy, to często emeryci. Nie wszystkich stać na regularne i obfite podlewanie ogrodów wodą z sieci miejskiej.

- Dlatego zbieram wodę. Mam jedną dużą beczkę, do której z rynny odprowadzana jest deszczówka. Z niej podlewam namiot, w którym mam niewielkie uprawy ziół i warzyw. Wody wystarcza również do podlania kwiatów. Jedynie do podlania trawnika stosuję wodę z sieci – mówi nam pan Jerzy.

Prezesi gryfińskich ROD, zwracają uwagę na sprawy finansowe, bo ich zdaniem to kluczowy aspekt do stosowania retencji. Montaż lepiej rozbudowanych i zaawansowanych systemów w ogrodach byłby więc możliwy, tylko w sytuacji, jeśli działkowcy otrzymają na ten cel dotacje.

Jedno jest pewne, działkowcy nie powinni martwić się o wywłaszczenie gruntów, o którym tak wiele mówi się w ostatnim czasie.

- Nawiązuję tu do ostatniej dyskusji o przyszłości ogródków działkowych w mieście. Właśnie takie tereny zielone są bardzo potrzebne, po to, aby tam była naturalna retencja, a nie beton zwiększający strumień wody płynącej bezpośrednio do centrum – to wypowiedź urzędnika z gryfińskiego magistratu.

 

Co z zarządcami?

Za odprowadzenie wody do kanalizacji deszczowej zarządcy, spółdzielnie czy właściciele prywatnych terenów w gminie Gryfino nie płacą ani złotówki. W innych miastach naliczane są za to opłaty, a z nich finansowane jest bieżące utrzymanie instalacji deszczowej. To istotne, bo większość osiedla Górny Taras, to własność kilku spółdzielni mieszkaniowych. Nie posiadają one jednak własnych systemów retencyjnych, a z gęsto zabudowanego terenu cała woda trafia do kanalizacji.

Szczepan Olczak ze Spółdzielni Mieszkaniowej Taras Północ w Gryfinie, przekazuje nam, że nie było dotąd rozmów na ten temat z lokalnymi władzami. Są jednak gotowi do podjęcia dyskusji.

- Takie przedsięwzięcie jak montaż przydomowych zbiorników powinno skupić wszystkich zarządców w mieście. Do sprawy należy podejść kompleksowo, tylko wówczas ma to sens – mówi wiceprezes SM Taras Północ.

Słusznie zauważa, że gromadzenie deszczówki w niewielkich zbiornikach retencyjnych przy budynkach wielorodzinnych jest możliwe, a taka inicjatywa może pomóc w ograniczeniu wody trafiającej do kanalizacji deszczowej, ale…

- Co potem z nią robić? Tereny zielone nie są u nas podlewane, podobnie jak u innych zarządców. Kto miałby korzystać z tej wody? Kiedyś lokatorzy opiekowali się przydomowymi ogródkami, obecnie, chętnych do tego jest coraz mniej. Jeśli woda w zbiornikach miałaby pełnić jedynie funkcję hamującą odprowadzanie dużej ilości deszczówki do kanalizacji, to należałoby rozważyć montaż zbiorników z ujściem spodnim, aby woda samoczynnie spływała do gruntu – wnika w szczegóły S. Olczak.

Zarządcy spółdzielni mają świadomość, że w innych miastach inkasowane są opłaty za wodę deszczową, liczone od utwardzonego terenu. W przypadku wprowadzenia takowych w Gryfinie, oczekiwaliby jednak znaczącej poprawy funkcjonowania całego systemu. Według władz gminy, sprawa gospodarowania wodami opadowymi ma znaczenie kolosalne i nie należy sprowadzać go tylko, do zachowania fali uderzeniowej podczas nawalnych opadów.

- Będziemy ich do tego zachęcać, gdyż zmiany klimatu, które zachodzą dotkną nas bardziej przez pryzmat wody, a nie temperatury. W naszym powiecie są lasy, gdzie w ostatnich latach poziom wody gruntowej obniżył się o pięć metrów! Co to znaczy dla drzew, łatwo sobie wyobrazić. Możemy sobie latem „wyprodukować” zimno w klimatyzacji. Wody sobie nie wyprodukujemy, dlatego tak ważna jest gospodarka nią – mówi Tomasz Miler z gryfińskiego magistratu.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 30/08/2024 12:09
Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Ella - niezalogowany 2024-09-03 08:03:35

    Przede wszystkim odbetonować wszystkie miasta wszystkie rynki które zostały szczelnie wyłożone kostką!!!!!!! Przecież ten deszcz nie ma gdzie wsiąka.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama