Był niezwykle rodzinnym człowiekiem. Przez lata poświęcał wszystko dla żony i trzech ukochanych córek. A gdy pojawiły się wnuki, to one znalazły się na piedestale. „Kochał życie, wszędzie było go pełno, odpoczywał pracując. Nie potrafił usiedzieć w miejscu, więc ciągle organizował rodzinne wypady, również do sklepów. To on wybierał nam sukienki na wszystkie imprezy”, wspominają kobiety jego życia. 26 marca minęły cztery miesiące od nagłej śmierci Jacka Tworka. Gdyby żył, świętowałby właśnie 63 urodziny
Wychował się w… banku. Jego rodzice pracowali bowiem w gryfińskim oddziale NBP.
- Matka była główną księgową, a ojczym dyrektorem. Ze względu na pełnione funkcje przysługiwało im mieszkanie służbowe, które znajdowało się w tym samym budynku. Mowa o czasach, gdy bank mieścił się przy ulicy Grunwaldzkiej, naprzeciwko „Białego Domku” i dawnej komendy - tłumaczy Teresa, żona zmarłego.
Chociaż w wielu kwestiach przypominał swoją mamę, pod względem umiejętności zawodowych bezdyskusyjnie wdał się w biologicznego ojca, który zajmował się hydrauliką.
---------------------------------
W 1983 r. wzięli ślub. Wkrótce po tym zostali rodzicami. Łącznie doczekali się trzech córek. Jacek świetnie odnajdował się w domu pełnym kobiet.
- Ubierał nas wszystkie. Wybierał sukienki na studniówki i inne rodzinne imprezy – mówią jego córki.
Żona i córki są zgodne: szyk i elegancję Jacek odziedziczył po swojej mamie. W dniu śmierci Aliny Gerlickiej (6 stycznia 2025 r.) jej bliscy stwierdzili, że „właśnie odeszła ostatnia dama Gryfina”.
Pełne wspomnienie znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze