Od kilku tygodni na łamach Gazety Gryfińskiej prezentujemy cykl „Zapach ziół”, którego autorem jest mieszkaniec naszego miasta Władysław Sorbian. Przy okazji Dnia Działkowca, który odbędzie się w świetlicy na terenie ogrodów działkowych przy ul. Armii Krajowej w najbliższą sobotę, pan Władysław zorganizuje pokaz roślin i specyfików z nich wykonanych, na który zaprasza wszystkich zainteresowanych ziołolecznictwem, a przede wszystkim czytelników naszej cotygodniowej rubryki
Kiedy odbędzie się to nietypowe wydarzenie?
Władysław Sorbian: Zapraszam państwa w sobotę 19 sierpnia od godz. 10.00 do ok. 19.00 na moją działkę (numer 14/1) na wystawę roślin i specyfików z nich wykonanych, o których możecie państwo od pewnego czasu przeczytać w mojej stałej rubryce w Gazecie Gryfińskiej.
Czemu ma służyć to spotkanie?
- Dotychczasową więź, która, mam nadzieję, zawiązała się między nami, chciałbym przekuć na spotkanie, by móc pokazać państwu moją wiedzę na temat ziołolecznictwa, mojej życiowej pasji. Żywy kontakt umożliwi nam porozmawianie w intymnych warunkach o ewentualnych państwa przypadłościach. Taka rozmowa pozwoli mi poznać państwa potrzeby i odpowiednio doradzić w zakresie skorzystania z dobroci, jakie niesie za sobą korzystanie z odpowiednich ziół i, co ważne, w odpowiednich dawkach.
Czy zioła mogą zastąpić leczenie farmakologiczne?
- Nie da się ukryć, że od ziół wszystko się zaczęło. Te więc, w odpowiednich dawkach nigdy nam nie zaszkodzą, a często mogą pomóc. Wiedza o działaniu ziół jest znana już od starożytności i stąd wzięła się tzw. medycyna alternatywna. Wiele metod stosowanych przed laty w ziołolecznictwie znalazło zastosowanie we współczesnej medycynie, choć większość specyfików, które kiedyś uzyskiwało się w sposób naturalny właśnie z roślin, a teraz pozyskuje się w sposób syntetyczny.
Skąd u pana wzięło się zainteresowanie leczniczym działaniem roślin?
- Pochodzę z licznej rodziny. Kiedy byłem dzieckiem, to tak naprawdę nikogo nie było stać, by dzieci leczyć lekarstwami aptecznymi. Ludzie próbowali więc leczyć się samodzielnie, przy pomocy ziół. W naszym domu chociażby syrop z cebuli czy buraków były praktycznie używane non stop. Wiadomo było, że odrę czy grupę należy wyleżeć. Do tego chorym podawał się mikstury, o których informacje przekazywało się z pokolenia na pokolenie. Podobnie było w przypadku chorujących zwierząt, którym podawało się wtedy odpowiednią karmę. Świadomy kontakt z przyrodą był więc niezbędny. Do mnie to zainteresowanie przyszło z wiekiem.
Jak do pana trafić?
- Mój kawałek ziemi znajduje się na terenie ogrodów przy ul. Armii Krajowej. Bardzo łatwo na nią trafić, bo znajduje się przy tej samej alejce co świetlica, na wprost od ul. Bolesława Prusa. Dodatkowo planuję w widocznych miejscach umieścić tabliczki, które wszystkich zainteresowanych doprowadzą na miejsce mojej małej ogrodowej wystawy. Chcę zaznaczyć, że do moich upraw nie używam żadnych nawozów sztucznych, wszystko dobywa się w sposób naturalny. Mam nadzieję, że ta dość spontaniczna akcja spotka się ze sporym zainteresowaniem mieszkańców Gryfina i okolic.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze