Wprawdzie gryfińskie liceum zostało uruchomione „dopiero” 26 września 1945 roku, lecz tekst rocznicowy postanowiliśmy opublikować nieco wcześniej, w przede dniu nowego roku szkolnego. Nie będzie to jednak opowieść o szkole, lecz jej twórcy i pierwszym dyrektorze. Henryku Kańskim, czyli jak odnotowali po latach jego gryfińscy wychowankowie: „człowieku pogodnym, życzliwym w kontaktach i wyrozumiałym wobec podopiecznych”. Nauczycielu, który potrafił zbudować wspólnotę, zyskując sympatię każdego otoczenia, w którym się znalazł
- W lipcu 1945 roku w zastępstwie starosty Jana Daszyńskiego przyjąłem skromnego, niezwykle nieśmiałego przedstawiciela Kuratorium w Koszalinie – odnotował we wspomnieniach Bolesław Chmura.
Ówczesny wicestarosta gryfiński ucieszył się ze słów, które padły zaraz po tym, gdy nieznajomy przekroczył próg jego gabinetu.
- „Henryk Kański jestem”, przedstawił się wysłannik resortu oświaty. „Przyjechałem z zadaniem zorganizowania szkoły w Gryfinie”. Na potwierdzenie tych słów wręcza mi pismo kuratora Stanisława Helsztyńskiego. Jestem tym wyraźnie zaskoczony. „Człowieku”, zwracam się do Kańskiego. „I chce pan w tych warunkach naprawdę zorganizować nam szkołę? A skąd weźmiemy nauczycieli?”. „Znajdę ludzi na miejscu”, skromnie odpowiada Kański – odnotował Chmura w „Świadectwie tamtych dni”.
-----------------------------------
Skąd decyzja o wyjeździe z Lublina na tzw. Ziemie Odzyskane? W wygasającej powoli rodzinnej pamięci zachowała się informacja, jakoby został do tego namówiony przez znajomych. Czy powodowała nim wizja kariery w miejscu, w którym wszystko zacznie się od nowa? A może decydujące okazały się względu ideologiczne? Dziś trudno tego dociec, choć późniejsze wydarzenia (ideologiczny konflikt ze Szczecińskim Kuratorem Oświaty oraz przynależność nie do PZPR, lecz ZSL) sugerują, że do wyjazdu nie zachęcił go manifest PKWN, ani inne dokumenty, pisane czerwoną farbą.
Historie, które opisaliśmy dotąd w cyklu „Ludzie bez twarzy” pokazują, że nie trzeba było wykazywać się szczególnymi zdolnościami, by otrzymać najważniejsze urzędy w polskim miasteczku nad Odrą. Edward Kunik, który został wysłany do Gryfina z Piły w randze pierwszego Pełnomocnika Rządu na Okręg (czyli starosty, na którego barkach miało leżeć powołanie polskiej administracji na niemieckich ziemiach), był przedwojennym… kolejarzem, ale z ideologicznym zapałem.
Kański, w odróżnieniu od obu starostów (również Daszyńskiego, czyli „starego komunisty z Warszawy”) okazał się jednak właściwym człowiekiem na odpowiednim stanowisku.
Cały artykuł znajduje się na stronach 16-18 w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze