W gminie Widuchowa zorganizowano akcję pod nazwą „Widuchowa gminą bez hejtu”. Jej finałem była projekcja filmu „Hejt”, którego scenariusz napisała uczennica Nikola Wojtasik z klasy szóstej Szkoły Podstawowej w Krzywinie. Właśnie w tej placówce podsumowano akcję i podpisano Gminną Deklarację Antyhejtową. Rozmawiamy na ten temat z jednym z pomysłodawców akcji, Piotrem Waydykiem
Dlaczego postanowiliście zainicjować akcję przeciwko internetowemu hejtowi?
P. Waydyk: Powszechny dostęp do internetu i duża liczba portali internetowych przekazujących pseudoinformacje przyczynia się do rozprzestrzeniania się hejtu. Sam kiedyś prowadziłem portal w Widuchowej, ale komentarze były u mnie moderowane. Nie można było pomówić lub poniżyć w swoim komentarzu. Bez wyjątku, czy była to osoba publiczna, czy też nie.
Kiedy zaczyna się hejt?
- Gdy atakuje się osobę poprzez odnoszenie się do jej sfery prywatnej. Natomiast osoba publiczna może czuć się pomówiona, jeśli ewidentnie zarzuca jej się nieprawdę.
W jaki sposób powinny reagować pomawiane osoby? Domagać się sprostowań? Kierować sprawę na drogę sądową? Czy może odpuścić i nie reagować, w myśl zasady „g… się nie tyka”?
- Moim zdaniem, pomawiana osoba jest często bezbronna. Skarżący, czyli osoba pomawiana, ma niewielkie możliwości działania. Wprawiony hejter najczęściej nie wymienia nikogo z nazwiska, ale pisze w taki sposób, aby czytelnicy domyślili się - o kogo chodzi. Trudno to udowodnić w sądzie.
Dotknął pana hejt?
- Jestem chyba jedną z najczęściej hejtowaną osobą z gminy Widuchowa.
Gdzie pojawiają się te pomówienia?
- Na jednym portalu, z którym chyba wszyscy mamy do czynienia. Tam komentarze nie są moderowane. Wydaje mi się, że właściciel tego portalu czerpie dziką satysfakcję z tego, że wiele osób jest u niego obrażanych i poniżanych. Najczęściej w artykułach są dwa, trzy zdania, a hejt wylewa się z komentarzy.
Przez pewne osoby, głównie z kręgów politycznych, jest jednak wspierany.
- To, że ten portal jest wychwalany przez niektóre osoby, świadczy o tym, że oni tam prawdopodobnie hejtują.
Ile osób może kryć się pod anonimowymi nickami stosującymi hejt?
- Moim zdaniem to margines. On się generalnie zmniejsza i coraz mniejsza liczba osób daje wiarę temu, co jest tam pisane. To moja obserwacja. Ja pracuję w szkole i musimy uwzględnić również to, że wielu uczniów czyta na temat np. swoich nauczycieli. I to jest niebezpieczne zjawisko, bo wpływa na wychowanie młodego pokolenia. Niestety trochę czasu musi minąć, zanim młodzież będzie potrafiła odsiać informacje rzetelne od zwykłych pomówień.
Jeśli ktoś pisze pod swoim nazwiskiem, to nie powinniśmy mu ograniczać możliwości wypowiedzi?
- Jeżeli nie łamie konstytucji. Jeżeli nie opisuje czyjegoś życia prywatnego. Jeżeli jest to krytyka osób publicznych poparta argumentami, to jak najbardziej jest to dopuszczalne. Sam taką krytykę stosowałem niejednokrotnie przy wykorzystaniu mediów społecznościowych, czyli na swoim profilu i pod swoim nazwiskiem. Trzeba wyraźnie oddzielić debatę publiczną od chamskiego anonimowego hejtu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze