Wczoraj gryfinianie wybiegli na ulice miasta, by świętować 101 rocznicę odzyskania niepodległości. Na trasie nie mogło zabraknąć Grzegorza Pluty, jednego z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych lokalnych biegaczy
Teraz swoje robi już wiek, bo mam 56 lat, ale były takie sezony, w których zaliczyłem 63 starty na biegowych zawodach, a rok ma 53 tygodnie. Biegałem wszystko: uliczne, górskie, przełaje. Nie tylko w naszym województwie, jeździłem po całej Polsce.
Teraz jest podobnie, cały czas staram się, by mój kalendarz był zapełniony startami. Biegi sprawiają mi przyjemność, ale to również sporo myślenia i spraw organizacyjnych. Trzeba pilnować terminów, bo miejsca na najbardziej atrakcyjne zawody zapełniają się już po kilku minutach.
Do tego dochodzą koszty. Eksploatacja sprzętu sprawia, że trzeba mieć w szafie kilka par butów, nie mówiąc już o spodenkach, koszulkach, leginsach. No i oczywiście wpisowe. Jak ktoś chce biegać w imprezach masowych, musi zapłacić od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Sumując wychodzi… lepiej nie liczyć.
Ale co człowiek poradzi, że taką ma pasję i kocha to robić? W tym roku borykam się z kontuzją kolana, przez co nie mogłem wystąpić w maju w Gryfińskim Festiwalu Transgranicznym. Nie mogłem tego przeżyć, ale co poradzić.
Zrobiłem sobie trzy miesiące przerwy, ale nic nie dało. Rezonans wykazał problemy z łąkotką przyśrodkową. Doktor Wojciechowski, też biegacz, maratończyk, dał mi zastrzyk przeciwzapalny, odbudowujący chrząstki i na razie jest dobrze. Moja forma rośnie, co jest dobrym zwiastunem przed końcówką sezonu.
Więcej o Grzegorzu Plucie w dzisiejszym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze