Reklama

Gryfiński maratończyk, który czterokrotnie obiegł kulę ziemską

- Gdy opowiadam, że pierwsze maratony przebiegłem w półtrampkach, to nikt mi nie wierzy. Znajomi pukają się w głowę i mówią: „Co ty gadasz, to niemożliwe” – opowiada Krzysztof Szczerbiński, który obchodzi w tym roku 50-lecie maratońskich startów. Sukcesy osiągał też na innych dystansach. Jego rekord życiowy na 10 km do dziś znajduje się w dziesiątce najlepszych rezultatów w historii Pomorza Zachodniego!

Jak doszło do tego, że został pan pierwszym w historii miasta maratończykiem?

Krzysztof Szczerbiński: To zasługa właśnie Janka Podleśnego. Był młodym szkoleniowcem, świeżo po kursie trenerskim. Kilku kolegów zaczęło przychodzić do niego na zajęcia.  Uznałem, że coś trzeba robić, uprawiać jakiś sport, więc też dołączyłem. Miałem wtedy 16 lat, to było w 1969 r.

 

Pięć lat przed maratońskim debiutem, który zaliczył pan w 1974 r.

- Najpierw biegałem biegi średnie, które wychodziły mi… średnio.

 

Do rozmowy włącza się Jan Podleśny.

Reklama

Jan Podleśny: Krzysiu zaczynał z bardzo niskiego pułapu, bo biegał kilometr powyżej trzech minut, a doszedł do 2:39. Był bardzo pracowity.

 

- Daleko mi było choćby do Mirka Soleckiego. To był talent niesamowity. Jeden z najlepszych przeszkodowców z Polski.

 

Jan Podleśny: U Krzysia nie było talentu, tylko praca, praca, praca. I systematyczność, bo nie odpuścił chyba żadnego treningu.

 

- Szczęśliwie omijały mnie kontuzje.

 

Gdy ktoś biega, ale mu nie wychodzi, to często rezygnuje. Z panem było inaczej.

Reklama

- Zawsze byłem zawzięty.

 

Ale mógł pan wybrać inną dyscyplinę, np. futbol.

- Chciałem trenować dyscyplinę indywidualną, bo w niej człowiek może liczyć tylko na siebie. Bieganie wyrabia charakter. Nie da się zrobić wyników bez tysięcy godzin spędzonych na stadionie, albo w lesie. Często biegacz jest sam ze sobą i swoimi myślami. Nie miałem wyników, ale dużo trenowałem. Dla siebie, nie myślałem o zawodach, czy sukcesach. Najważniejsze było, że trener Janek wierzył we mnie, choć nie było to takie oczywiste.

Reklama

 

Dlaczego nie?

- Ze względu na moje warunki fizyczne. Mam 164 cm wzrostu, a ważyłem 53 kg. Taka chudzina, niektórzy mówili: „Gdzie on do maratonów”. Ale zawziąłem się i słuchałem trenera, który uznał, że mam predyspozycje do biegów długodystansowych. Sukcesywnie przedłużałem dystans, aż w pewnym momencie Janek powiedział: „Spróbujemy maratonu”. To spróbowałem.

 

Cała dwustronna rozmowa znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.

 

 

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 22/12/2024 14:00
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama