Również dwoje gryfinian znalazło się na listach Lewicy. Zagłosować będziemy mogli jednak tylko na jedną z tych kandydatur
Zupełnie odmienną drogę do budynku przy Wiejskiej, niż Rafał Mucha, przebyła Katarzyna Kotula. Gryfińska posłanka, przed objęciem mandatu, nie była radną na żadnym samorządowym szczeblu. Nie dlatego, że nie chciała.
W 2002 roku wystartowała w wyborach do gryfińskiej Rady Miejskiej. To ciekawy i zapomniany epizod w jej politycznej karierze. Nie została bowiem kandydatką Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej-Unia Pracy. Znalazła się za to na… prawicowej liście KWW Dolna Odra – Przyszłość dla Gryfina. Liderami komitetu, mającego na sztandarach nie tylko dobro miasta, ale też wartości chrześcijańskie, byli m.in. Tomasz Mirakowski (w 1997 r. startował do Sejmu z listy Ruchu Odbudowy Polski, zaś w 2005 r. jako kandydat partii Dom Ojczysty) oraz Jacek Kawka (w 2014 r. był „trójką” Solidarnej Polski w wyborach do Parlamentu Europejskiego).
- Z tego co pamiętam, to pani Kotula zgłosiła się do nas sama i spytała o możliwość kandydowania z naszego komitetu – wspomina Jacek Kawka, który był odpowiedzialny za tworzenie list.
Jej start zakończył się niepowodzeniem. Na 25-letnią Kotulę zagłosowało piętnastu wyborców, przy 2399 ważnych głosach oddanych w całym okręgu nr 3. Nieznacznie lepiej było w 2010 r. Drugą próbę podjęła z KWW Gryfino XXI wieku, czyli komitetu złożonego z lewicowych działaczy, zdobywając 17 ze wszystkich 4153 ważnych głosów oddanych na całym Górnym Trasie.
Od 15 do 7557 głosów
W zupełnie nowej odsłonie Katarzyna Kotula objawiła się kilka lat później.
- Podpisałam Deklarację Strajku Kobiet, bo Jestem Strajkiem Kobiet od 2016 roku, od początku kiedy Strajk Kobiet organizował największy protest w obronie praw kobiet – mówiła przed czterema laty, mając na myśli 3 października 2016 i „Czarny Poniedziałek”.
- Prawa kobiet i wszystkie postulaty Strajku Kobiet, obecne w deklaracji, były są i będą jednym z moich priorytetów w działalności politycznej i społecznej, a Strajk Kobiet zawsze będzie moja macierzą, dzięki której powróciłam do działalności prokobiecej, po wiele latach uprawiania feminizmu kanapowego. Prawo do aborcji, którą zajmuje się od 1998 roku, to jedno z praw, o które będę walczyć dopóki wystarczy mi sił. Cieszę się, że ogólnopolski zryw kobiet, na dużą skalę, który zapoczątkował Strajk Kobiet, skutkuje tym, że tak wiele kobiet z ruchów kobiecych robi odważny krok do przodu i wchodzi do polityki na każdym szczeblu. Życzę im wszystkim powodzenia i trzymam mocno za nas kciuki! – powiedziała za pośrednictwem fejsbukowego fanpejdża Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w październiku 2019 r.
Miała wówczas za sobą start w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy „Wiosny”, której struktury współtworzyła na terenie zachodniopomorskiego i lubuskiego. W okręgu nr 13, skupiającym dwa wspomniane województwa, w maju 2019 roku uzyskała 3143 głosów. Był to dopiero siódmy wynik w gronie dziesięciu kandydatów wystawionych przez Roberta Biedronia, lecz na pewno zadawalający kandydatkę. Należy pamiętać, że w latach 2002-2010 jej poparcie społeczne utrzymywało się na poziomie 15-17 głosów. Niemal dekadę później w Europarlamencie widziało ją natomiast 592 mieszkańców Szczecina oraz 508 z powiatu gryfińskiego, w tym 420 z samej gminy Gryfino. To istotne wyliczenia, gdyż niespełna pół roku później nazwisko Kotuli ponownie znalazło się na kartach do głosowania, tym razem w okręgu skupiającym wyłącznie ziemię szczecińską (nr 41: Szczecin i Świnoujście oraz powiaty goleniowski, gryficki, gryfiński, kamieński, łobeski, myśliborski, policki, pyrzycki i stargardzki).
Do wyborów parlamentarnych w 2019 r. podchodziła jako „aktywistka, twórczyni i liderka lokalne grupy Ogólnopolskiego Strajku Kobiet w Gryfinie, współorganizatorka protestów w obronie praw kobiet, niezależności sądów i pedofilii w Kościele”. A prywatnie: magister filologii angielskiej na UAM (2016 r.), nauczycielka w gryfińskim „liceum w parku” oraz właścicielka prywatnej szkoły języka angielskiego w Gryfinie. Znalazła się na czwartym miejscu zjednoczonej listy Lewicy. Zdobyła 7557 głosów, co dało jej mandat w trwającej kadencji Sejmu RP.
Startuje z Gdańska
- Przyznaję, że jestem ogromnie zaskoczona tym wynikiem, ale też mam świadomość, że dobrze przepracowałam tę kampanię, że była to kampania pozytywna, że było mnie widać. Na wyniku Lewicy w całym kraju (12,56% - przyp. red.) zważyło też to, że jako Lewica nikogo w trakcie kampanii nie atakowaliśmy. Sama skupiałam się na prezentowaniu wartości, które niosą ze sobą od lat – powiedziała na gorąco naszej gazecie w powyborczy poranek.
W powiecie gryfińskim 42-latkę poparło 1381 osób, z czego 1140 „krzyżyków” postawiono przy jej nazwisku w samej gminie Gryfino. To za mało, by myśleć o sejmowych ławach. Dlatego bezcenne okazało się poparcie, którym cieszyła się w Szczecinie, gdzie zagłosowało na nią 3854 wyborców. Zarówno w gminie, jak i powiecie gryfińskim wyraźnie przegrała bowiem nie tylko z Rafałem Muchą (odpowiednio 3299 i 5222 głosów), ale także z Markiem Gróbarczykiem (również PiS – 999 i 3205) oraz Sławomirem Nitrasem (2131 i 4632 głosów) z Koalicji Obywatelskiej.
W tym roku Kotula nie poprawi swojego osiągnięcia. Potwierdziły się pogłoski, które można było usłyszeć od kilku tygodni. Zamiast w Szczecinie i okręgu nr 41 gryfinianka wystartuje z okręgu nr 25, obejmującego obszar Gdańska, Sopotu oraz powiatów gdańskiego, kwidzyńskiego, malborskiego, nowodworskiego, starogardzkiego, sztumskiego i tczewskiego. Władze Nowej Lewicy uznały, że zostanie liderką listy, zastępując na pierwszym miejscu posłankę Beatę Maciejewską, która została zawieszona przez swoją partię w związku z upublicznionymi w maju nagraniami (jak pisze Gazeta Wyborcza: „miała źle wypowiadać się o swoich współpracownikach, mobbingować i naruszać ich prawa pracownicze”).
W naszym regionie 46-latka nie mogłaby liczyć na to samo. Szefem i liderem partii w Szczecinie jest wszak Dariusz Wieczorek, na którego przed czterema laty zagłosowało 24924 osób, czyli ponad trzy razy więcej niż na Kotulę. Odesłanie gryfinianki do Gdańska pokazuje, że Lewica nie wierzy w szanse na utrzymanie dwóch mandatów w Szczecinie (prognozy mówią o jednym). Zamiast tego woli powalczyć o utrzymanie jedynego „gdańskiego mandatu”. Pomóc w tym ma ogólnopolska rozpoznawalność Kotuli, która regularnie pojawiała się na antenach TVN24, łamach Gazety Wyborczej i Onetu, a nawet występowała w „Arenie poglądów”, programie prowadzonym w TVP 1 przez Magdalenę Ogórek i Miłosza Kleczkę.
Szczecinianin w Gryfinie
Wyborcy z naszego powiatu nie zagłosują na Katarzynę Kotulę, ale będą mogli oddać głos na innego lokalnego kandydata Lewicy. Na szczecińskiej liście znalazł się Wojciech Długoborski, postać niemniej znana, choć w odmiennym miejscu politycznej kariery. Wychował się na szczecińskim Niebuszewie. W Gryfinie znalazł się dopiero jako 36-latek. W błyskotliwej, jak na warunki lokalne, karierze nie przeszkodził mu w tym nawet niekorzystny, z perspektywy lat 90., życiorys.
- Za namową rodziców trafiłem do Szkoły Budowlanej w Szczecinie. Ten czas wspominam bardzo dobrze. Szkoła przygotowała mnie do dorosłego życia, w niej rozpocząłem też swoją poważną aktywność polityczną.
Byłem działaczem Związku Młodzieży Socjalistycznej, przewodniczącym związku szkolnego, ale też przewodniczącym Samorządu Uczniowskiego. W tym okresie wstąpiłem również do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Następnie podjąłem studia w Politechnice Szczecińskiej, na uczelni technicznej, ale na kierunku czysto ekonomicznym. Mianowicie studiowałem ekonomikę i organizację przemysłu na Wydziale Inżynieryjno-Ekonomicznym, którą ukończyłem w 1980 r. Po studiach, tak jak to było w tamtym okresie, odbyłem służbę wojskową. Po jej ukończeniu i promowaniu mnie na podporucznika rezerwy wróciłem do Szczecina i przez pół roku pracowałem w biurze rektora Politechniki Szczecińskiej, oddelegowanym na odcinek pracy politycznej w komitecie uczelnianym Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. W tym czasie zostałem wybrany sekretarzem Rady Wojewódzkiej Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej. Ale jak pamiętamy, przełom lat 80., bo wtedy rozpocząłem swoją aktywność zawodową, był czasem przełomu również w Polsce, więc federacja rozpadła się, a ja wróciłem do pracy w Politechnice Szczecińskiej, tym razem do działu socjalnego – opowiadał w 2001 r. w reportażu wyemitowanym przez Polską Telewizję Internetową „Alfa”.
Półtora roku później otrzymał od ZSMP propozycję zorganizowania i prowadzenia nowej placówki kulturalnej: Centrum Kultury Młodzieży „Słowianin” w Szczecinie. Przez dwa lata pełnił funkcję dyrektora, po czym awansował.
- Koledzy z organizacji Zarządu Wojewódzkiego ZSMP powierzyli mi funkcję przewodniczącego zarządu. Pełniłem ją przez jedną kadencję, od 1985 do 1989 roku. Jednocześnie z działalnością młodzieżową prowadziłem działalność partyjną. Jej zwieńczeniem był fakt, że wybrano mnie do egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Byłem w nim do końca funkcjonowania partii, co stanowiło pewne piętno w moim życiorysie, biorąc pod uwagę wydarzenia i zmianę ustroju w 1989 r. – komentował, mówiąc o okolicznościach, w jakich znalazł się w Gryfinie.
„Rozbił” Solidarność
To opowieść, którą nasi czytelnicy powinni znać z historycznych cyklów (m.in. o samorządzie terytorialnym oraz Antonim Anweilerze). Na początku 1990 roku Długoborski stanął do konkursu na naczelnika naszej gminy, pokonując m.in. dr Blandynę Migdalską. Późniejsza dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Doliny Dolnej Odry była wówczas przedstawicielką OKP Solidarność, komitetu, który w czerwcu 1990 r. szturmem zdobył Radę Miejską w Gryfinie. W składzie I kadencji Odrodzonego Samorządu Terytorialnego znalazło się aż osiemnastu przedstawicieli „S”, podczas gdy wszystkich radnych było dwudziestu dwóch. Dni Długoborskiego, po niespełna pół roku kierowania gminą, wydawały się policzone. Ówczesnym zwyczajem było bowiem, że to nie mieszkańcy, tylko Rada Miejska wybierała burmistrza gminy. 36-letni naczelnik, z takimi skrótami w życiorysie jak ZSMP, czy PZPR miał prawo obawiać się o posadę. Niepotrzebnie.
- Jeszcze przed inauguracją kadencji, w gabinecie Długoborskiego stawiła się delegacja OKP Solidarność, na czele ze swoim liderem Antonim Anweilerem. Zaproponował, że zrzeszeni wokół niego radni zagłosują za kandydaturą Długoborskiego, jako burmistrza, ale pod warunkiem, że jego zastępcą zostanie Grzegorz Handke, a więc przedstawiciel ich obozu – pisaliśmy w tekście o politycznej karierze Anweilera.
Długoborski przystał na ten warunek, samemu wybierając drugą zastępczynię, którą została Krystyna Klimek.
- Dlaczego nie wytypowali nikogo ze swojego licznego grona? Wyjaśnienie wydaje się proste. W moim odczuciu były to bardziej przyzwoite czasy niż dzisiaj. Blandyna Migdalska przegrała z Piotrem Czaczykiem i znalazła się wśród czwórki kandydatów OKP, którzy nie weszli do rady. Antoni Anweiler uznał, że nieeleganckie byłoby wystawiać ją w tej sytuacji na stanowisko burmistrza. Byłem osobą o innym życiorysie niż przedstawiciele Solidarności, członkiem PZPR i Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, ale radni wiedzieli, że posiadam kompetencje do sprawowania urzędu burmistrza – komentował na naszych łamach Wojciech Długoborski.
Po kilku miesiącach optyka Anweilera uległa zmianie. W marcu 1991 r. złożył wniosek, licząc na odwołanie burmistrza. Mimo że nie upłynął jeszcze pełen rok od wyborów sytuacja w radzie prezentowała się już jednak inaczej. Wraz z odpływem kolejnych osób z OKP Solidarność znaczenie Anweilera i jego polityczny kapitał zaczęły maleć.
- Antoni wszczynał tylko awantury i kłótnie, niejednokrotnie doprowadzając ludzi do łez. A my chcieliśmy w końcu działać, zrobić coś dla naszej gminy - opowiadali po latach radni, którzy przeszli z solidarnościowej formacji do obozu, jakby nie patrzeć, postkomunistycznego burmistrza.
Z Sejmu do Chojny
Wojciech Długoborski zyskiwał ich zaufanie. Do tego stopnia, że w fotelu przy ul. 1 Maja spędził długich jedenaście lat. Na burmistrza wybrali go zarówno radni drugiej (1994-98), jak i trzeciej kadencji (1998-2002). Pierwszymi wyborami powszechnymi, do których stanął Wojciech Długoborski, okazały się więc dopiero wybory parlamentarne w 1997 r. Do Sejmu wystartował z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jeszcze bez powodzenia. 7 039 głosami zdeklasował jednak pozostałych lokalnych ochotników (Tomasz Mirakowski, Zbigniew Krakowiak, ex-poseł PSL Zbigniew Woroszczak, Sławomir Grzeszewski i Maciej Szabałkim zdobyli łącznie 2417 głosów), pokazując że jego kandydatura posiada spory potencjał. W mandat przekuł go cztery lata później, gdy z 10 876 głosami znalazł się w gronie siedmiu szczecińskich posłów Koalicyjnego Komitetu Wyborczego Sojuszu Lewicy Demokratycznej-Unii Pracy. Lewica zdobyła wówczas w okręgu nr 41 aż 49,29% poparcia.
Transfer na Wiejską oznaczał, że Długoborski, na rok przed końcem kadencji, musiał zrezygnować ze stanowiska burmistrza Gryfina oraz radnego sejmiku wojewódzkiego, w którym zasiadał od 1998 r., od 2000 r. będąc jego przewodniczącym. W 2005 r. nieoczekiwanie nie powalczył o kolejną kadencję w Sejmie. Zamiast tego, z rekomendacji SLD (w latach 2003-04 kierował strukturami partii w naszym województwie) kandydował w wyborach samorządowych 2006 roku. Starał się wówczas o mandat radnego Szczecina i stanowisko… burmistrza Chojny. Po dwóch wyborczych porażkach został jednak zastępcą Adama Fedorowicza. Wiceburmistrzem Chojny Wojciech Długoborski był łącznie przez trzy pełne kadencje, od 2006 do 2018 r. W międzyczasie wystartował na burmistrza gminy Gryfino. W 2014 r. – jako kandydat KWW Wojciecha Długoborskiego – zyskał 1393 głosy, przegrywając zarówno z M. Sawarynem (4560) oraz R. Muchą (3313), jak i ówczesnym burmistrzem Henrykiem Piłatem (1631). Sukcesem zakończyły się za to dla niego wybory samorządowe w 2018 r., gdy jako lider listy KWW SLD Lewica Razem zdobył 511 głosów w okręgu nr 3 (gminy Chojna, Cedynia, Trzcińsko-Zdrój) do gryfińskiej Rady Powiatu. Zasiada w niej do dziś.
Chude lata lewicy
Polityczny awans do Warszawy, w szerszej perspektywie, nie okazał się więc dla Długoborskiego korzystny. Wprawdzie nieprzerwanie pełni funkcje publiczne (jest również wiceprezesem Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Gryfinie), ale na przestrzeni dwóch ostatnich dekad nie udało mu się odzyskać znaczenia, jakie posiadał „na lokalnym podwórku”. Podobnie jak miejscowa Lewica. W latach 90. oraz na przełomie wieków Gryfino nazywane było „czerwonym miasteczkiem”. Od 2002 r. i wyjazdu Długoborskiego jego formacja nie wróciła już w naszym regionie na szczyt. Nawet zdobywając poselski mandat Katarzyna Kotula nie wygrała z opisywanym już kandydatem PiS, Rafałem Muchą.
W 2019 roku do Sejmu z Lewicy (miejsce „7” na liście) wystartował zresztą również Wojciech Długoborski. W powiecie gryfińskim wcale nie został zdystansowany przez Kotulę. Uzyskał bowiem 1208 głosów, tylko o 173 mniej od świeżo upieczonej posłanki. Dużo mniejszym od niej poparciem cieszył się jednak w pozostałych częściach okręgu, wobec czego jego ostateczny wynik zamknął się w 2314 głosach.
- Pokazuje to, że mimo upływu lat wciąż pamiętają o nim nie tylko w Gryfinie i w Chojnie, ale też w Szczecinie, gdzie zagłosowało na niego 728 wyborców - pisaliśmy przed czterema laty.
Niezmienne od lat pozostaje też jego zamiłowanie do kina. W przeszłości współorganizował Ińskie Lato Filmowe oraz pełnił funkcję sekretarza szczecińskiego Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Kontrasty”. Jak zaznacza, filmy wciąż pasjonują go w takim samym stopniu, co w studenckich czasach.
Grzegorz Racinowski
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
czyli oszukała wszystkich. najpierw wartości chrzescijańskie a teraz skrajna komunistka, drugi urban!!!!! i niech tam przegra bo na to zasługuje

czyli oszukała wszystkich. najpierw wartości chrzescijańskie a teraz skrajna komunistka, drugi urban!!!!! i niech tam przegra bo na to zasługuje