Pokaźna gałąź runęła w nocy wprost na jedną z ławek w parku.
W opisywanej sytuacji możemy mówić o szczęściu w nieszczęściu. Pomyśleć, co by się stało, gdyby do zdarzenia doszło nie w ulewną noc, a w godzinach, gdy ludzie w pośpiechu uciekają przed deszczem do domów parkowymi alejkami...
Gałąź klonu, która powalona nawałnicą zwaliła się na ławkę, wystarczyłaby do wysłania jej użytkowników przysłowiową windą do nieba. Naturalnie nie jest nam w tej sytuacji do śmiechu. Dowodzi to przede wszystkim, że drzewostan jednego z najpopularniejszych miejsc w Gryfinie, nawet po przeprowadzonej rewitalizacji, może w określonych warunkach stanowić nie lada zagrożenie. Swoją drogą może wśród was jest ktoś, kto zna się na drzewach? W galerii jest zbliżenie rozerwanego pnia u nasady połamanej gałęzi. Czy można stwierdzić o ewentualnym spróchnieniu tejże?
Tak, czy inaczej, nie postulujemy natychmiastowej wycinki "w imię zasad s...", jak to siarczyście sformułował Franz Maurer w kinowy hicie lat 90. Apelujemy jedynie o roztropność włodarzy i służb odpowiedzialnych za monitorowanie drzew w mieście oraz mieszkańców, by ci przy szczególnie wietrznej pogodzie raczej stronili od miejsc, w których coś może im zwalić się z nieba na głowy.
PS. ostatnie zdjęcie w galerii wykonaliśmy o godz. 10:30. Do tej pory służbom udało się skutecznie owinąć teren eko-katastrofy ulubioną w Gryfinie foliową biało-czerwoną szarfą.
Czekamy na wasze opinie.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze