Reklama

Gmina bierna, a zagrożenie wciąż realne

Żabnica nadal śpi na bombie ekologicznej. Chodzi o dziesiątki ton smoły wylanej w ziemię nieopodal Gryfskandu. Szkodliwa substancja znajduje się na prywatnej działce, ani właściciel, ani urzędy jednak przez ostatnie lata nie podjęły żadnych działań, by się smoły pozbyć

Sprawa jest znana mieszkańcom miejscowości od dawna, ale to nasza gazeta jako pierwsza opisała problem. W międzyczasie, gdy na Odrze były wysokie stany wód, smolista substancja wylała się w piwnicy u jednego z mieszkańców ul. Wodnej. Po ujawnieniu przez nas problemu toczył się spór o to, kto jest odpowiedzialny za działanie zmierzające do usunięcia z gleby smoły. Urzędnicy miejscy, za czasu rządów Henryka Piłata tłumaczyli, że sprawą powinna zająć się Regionalna Dyrekcja Ochrony środowiska, gdyż może chodzić o skażenie w środowisku. Z kolei w imieniu RDOŚ, już w 2013 roku Agata Suchta wyjaśniała, że:

- Organem właściwym do podejmowania decyzji w tej sprawie jest urząd miejski w Gryfinie.

Mimo upływu czasu, nikt nie podjął tematu. Ani poprzednia, ani obecna władza.


Nikt nie usunie smoły

Właściciel działki, na której ujawniono zalegającą smołę, nie odbiera od nas telefonu. RDOŚ nie prowadzi żadnego postępowania w sprawie dużej ilości budzącej niepokój substancji, podobnie zresztą do zagadnienia podchodzi Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska, który także problem zna. Inspektorzy WIOŚ byli na miejscu i robili odkrywki w ziemi, żeby sprawdzić, czy smoła rzeczywiście na wskazanej działce się znajduje.

Reklama

Jak się okazuje, żadnych kroków w tej sprawie nie podejmuje też gmina. Burmistrz, Mieczysław Sawaryn wyjaśnia, że problem znany jest od lat i nikt nie wykonał badań, które mogłyby potwierdzić, że smoła ta w ogóle jest niebezpieczna dla środowiska.

- Przez lata nic złego się nie stało, stoimy na stanowisku, że to prywatny teren i to właściciel jest zobowiązany do usunięcia smoły, a nie gmina. Nie mamy w tej sprawie żadnych kompetencji – tłumaczy.

Tymczasem RDOŚ wskazuje, że smoła powinna być uznana za składowisko szkodliwych odpadów, a wówczas to gmina jest władna do wydania decyzji administracyjnej właścicielowi i zobligowania go do usunięcia zalegającej w glebie substancji.

Reklama

Zapytaliśmy burmistrza Sawaryna o podległego mu pracownika, wiceburmistrza Tomasza Milera, który jeszcze za czasów swojej dziennikarskiej pracy zajmował się tematem i sam dokonywał odkrywki na terenie nieopodal Gryfskandu, wówczas stał na stanowisku, że Żabnicy i pobliskiej Odrze może grozić ekologiczna katastrofa. Dziś wiceburmistrz Miler odpowiedzialny jest za pion, który może w tej sprawie wydać decyzje administracyjne.

- Tomasz Miler nie powinien nawet wchodzić na tę działkę, to prywatny teren – odpowiada burmistrz Sawaryn. – Gmina nie będzie zajmowała się tą sprawą – dodaje.

Reklama

Jerzy Piasecki, sołtys żabnicy o sytuacji wie i jak mówi, wiedzą o tym chyba wszyscy mieszkańcy wsi. Oni tej sprawy nie traktują jako zagrożenia ekologicznego, bo jak twierdzi sołtys, dzisiaj mało kto używa swojej własnej studni.

- Na kilku posesjach takie studnie jeszcze są, sam mam taką i korzystam z niej, kiedy podlewam ogród – mówi Jerzy Piasecki. – Raczej nikt już wody z tych studni nie pije, tylko korzysta z wodociągu PUK-u. Przynajmniej tak sądzę – dodaje.

Przyznaje, że do tej pory nikt nie zbadał smoły zalegającej w żabnickiej ziemi. Wydaje się, że ma postać stałą, ale na jakiej głębokości zalega i czy istnieje groźba przedostania się substancji do wód gruntowych, tego nie wie nikt.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama