Urząd Miasta i Gminy Gryfino wydał kolejny biuletyn informacyjny, który został skrytykowany przez radnych z przeciwnego obozu politycznego. Burmistrz tłumaczy to potrzebą dotarcia z istotnymi informacjami do mieszkańców. Opozycja zarzuca, że to nic innego jak budowanie wizerunku. Nie bez znaczenia w ocenie tej sprawy jest też postawa lokalnych mediów. Poniżej komentarz redaktora Gazety Gryfińskiej, opublikowany na jej łamach w ostatnim czasie.
Urząd Miasta i Gminy w Gryfinie w poprzednim miesiącu wydał kolejny numer biuletynu informacyjnego, co wywołało burzliwą dyskusję w internecie. Radna Magdalena Pieczyńska skrytykowała ten ruch, twierdząc, że to nie pora na wydawanie „gazetki”. Zdyskredytowała w ten sposób twór, który promuje sukcesy jej przeciwników politycznych. W odpowiedzi wiceburmistrz Milera informował, że dzięki biuletynowi istotne informacje dotrą do mieszkańców, a być może przełoży się to również na większy zysk dla Gminy Gryfino (np. dzięki sprzedaży działek, o których piszą w biuletynie), niż koszt wydania ostatniego numeru (jak podał – za druk 12 tys. egzemplarzy zapłacono 5,6 tys. zł). W swoim stylu odniósł się również do zarzutów M. Pieczyńskiej – spytał radną, dlaczego nie zwraca uwagi innym samorządom prowadzącym podobne działania promocyjne (m.in. Powiatowi Gryfińskiemu czy Urzędowi Marszałkowskiemu w Szczecinie), którymi zarządzają jej „koleżanki i koledzy z Platformy Obywatelskiej/Koalicji Obywatelskiej”. W dyskusję włączyli się też lokalni aktywiści związani z przeciwnym obozem politycznym, sugerując, że kwotę tę można było lepiej spożytkować, m.in. na zawieszony w tym roku budżet obywatelski.
Swoją drogą wątpię, aby realny koszt wydania biuletynu wyniósł 5,6 tys. zł, wiceburmistrz zapewne pominął pensje pracowników, którzy biuletyn musieli przygotować, a z własnego doświadczenia wiem, że to największy wydatek przy produkcji gazety. Ale skupmy się na Gminie Gryfino, pomijając nieproduktywną dyskusję zwaśnionych stron z lokalnej sceny samorządowej, od dawna okopanych na swoich pozycjach.
Ocenę tego typu działań Gminy Gryfino wyrażałem już wielokrotnie. Nie jestem zwolennikiem wydawania biuletynów przez samorządy. Nie dlatego, że stanowi konkurencję dla naszego tygodnika, jak sugerują niektóre osoby u władzy. Burmistrz, starosta czy marszałek jako władza wykonawcza powinni skupić się na jej wykonywaniu. Od ocen czy przekazywania informacji są inni. Owszem, wobec nierzetelnych informacji, innymi słowy po prostu manipulacji niektórych mediów, tego typu działanie samorządu jest dla mnie częściowo zrozumiałe. Spójrzmy na nasze lokalne podwórko – tu portal igryfino związany z Koalicją Obywatelską, daleki jest od rzetelności, wprowadzając czytelników w błąd w sprawach bieżących lub pomijając te, które mają wpływ na funkcjonowanie mieszkańców. Ale to chyba jedyny argument włodarzy za wydawaniem wspomnianego biuletynu, który do mnie przemawia. Rozumiem, że zdementowanie wytworzonego z premedytacją chaosu informacyjnego jest potrzebne. Jednak zdania co do biuletynu jednak nie zmieniam. I wcale nie dlatego – jak sugeruje radna Pieczyńska – że to nie czas na tego typu działania. W mojej ocenie podobny czas nie był również rok czy dwa lata temu. Czy mamy dług, pandemię, czy też jesteśmy na plusie jako Gmina, te kilka tysięcy złotych zawsze lepiej spożytkować na cele inwestycyjne (np. chodniki) niż na cele konsumpcyjne (biuletyn).
Przede wszystkim, najzwyczajniej w świecie nie toleruję jednostronnej narracji. Irytują mnie więc politycy działający i wyrażający swoje opinie z tzw. klucza, kierując się walką ze swoimi przeciwnikami (a takich nie brakuje w Gryfinie). Irytują mnie upolitycznione media (a niestety jest ich coraz więcej), których treści są wybitnie skrajne i nierzetelne. Irytuje mnie hipokryzja „dziennikarzy” tychże mediów (od ogólnopolskich po lokalne), którzy niestety przedstawiają rzeczywistość wybiórczo, a innym zarzucają stronniczość. I chociaż – jak już pisałem – Gmina wydając biuletyn, zapewne chce w części prostować fałszywe treści w przestrzeni publicznej, to mam wrażenie, że w ten sposób zbliża się do tytułów bazujących na manipulacji. Wszakże zarówno w niektórych lokalnych mediach z naszego regionu, jak i w biuletynie znajdziecie bardzo skrajną, odmienną rzeczywistość. Nie zastanowiło was to?
W N7DG i w igryfino sytuacja naszej gminy przedstawiana jest wręcz w katastroficzny sposób. Rysuje się tam fatalny obraz Gryfina, wyraźnie dominuje marazm, nie dzieje się tutaj nic pozytywnego, a władza (oczywiście ta w Gminie, a nie w Powiecie – zastanówcie się, dlaczego?) jest nieporadna, słaba, non stop popełnia błędy. Totalnie przeciwne informacje znajdziecie w biuletynie Gminy Gryfino. Świat jest piękny, a Gryfino – krainą płynącą mlekiem i miodem. Tutaj dzieją się tylko rzeczy dobre, burmistrz i jego zastępcy nie popełniają błędów – przynajmniej nie dowiecie się o tym z biuletynu, a sprawy kontrowersyjne (indolencja w sprawie kortów tenisowych, przyszłości Międzyodrza, braku przystani dla kajakarzy i innych spraw, które ostatnio opisywaliśmy) nie znajdą miejsca na łamach biuletynu. Jak w tym się połapać? Można poszukać środka, coś na wzór śledzenia TVP oraz TVN, a potem wyważenia informacji podanych przez skrajne media. Ważne, aby obserwować, analizować i samodzielnie myśleć.
Kamil Miler
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze