Reklama

Eleonora Niezastąpiona. Jej nagłe odejście poruszyło gryfinian

- Kilka dni przed śmiercią powiedziała mi: „Przypilnuj rodziców, żeby ładnie się ubrali na pogrzeb, bo będzie bardzo dużo ludzi”. Babcia do końca pozostałą sobą. Troskliwa, przewidująca. Myśląca o wszystkim i dbająca o każdy detal – mówi jej wnuczka Nikola Ołyńska. Wspominamy Eleonorę Zakrzewską, wieloletnią przewodniczącą Związku Emerytów, Rencistów i Inwalidów w Gryfinie, która odeszła 18 kwietnia. Miała 87 lat

Nie myliła się. Żegnał ją pełen kościół gryfinian. Przyjaciół, sąsiadów, współpracowników i samorządowców, którzy w żałobnym kondukcie odprowadzili zmarłą w jej ostatnią ziemską drogę. Na cmentarzu też czekała spora grupa emerytów i rencistów z Górnego Tarasu, którzy nie dali radę zejść do świątyni na Starym Mieście, a chcieli pożegnać koleżankę.

- Jej nagłe odejście pozostawiło w naszych sercach pustkę, której nic nie zdoła wypełnić. Była nie tylko serdeczną przyjaciółką i koleżanką, ale kimś wyjątkowym o wielkim sercu. Zawsze gotową do wysłuchania, wsparcia i okazania ciepła. Jej opinia i doświadczenie życiowe były zawsze cenne, cechowała ją mądrość życiowa i umiejętności dzielenia się nią z innymi - padło w mowie pożegnalnej.

Reklama

----------------

Eleonora Zakrzewska była najmłodszą córką Hipolita i Anny Martusiewiczów. Przyszła na świat 10 stycznia 1938 roku we wsi Rakańce, niedaleko Wilna.

- Babcia mało opowiadała o tamtych czasach. Miała zasadę, by nie żyć przeszłością, tylko tym co jest tu i teraz – mówi jej wnuczka Nikola.

Nie było jednak tak, że nie interesowała się miejscem pochodzenia. Podczas swojej długiej kadencji w związku zorganizowała trzy wycieczki na Litwę. Gryfińscy emeryci odwiedzili również Wilno i okolice, czyli jej rodzinne strony. Martusiewiczowie wyjechali z nich zaraz po wojnie, dostając przydział w Starych Brynkach.

Reklama

Powojenne  życie Eleonory nie było łatwe. Głównie z powodów rodzinnych.

- Jej ojciec Hipolit, czyli mój pradziadek bardzo źle traktował swoich bliskich. Notorycznie zdradzał żonę. Nie szanował swoich trzech córek oraz syna Gienka, który zmarł zresztą zaraz po wojnie. Babcia nie darzyła swojego ojca ciepłymi uczuciami. Używała nawet mocniejszych słów. Mówiła o nienawiści. Gdy zmarł w 1969 r., to całej rodzinie zrobiło się lżej – przytacza Nikola Ołyńska.

Pełne wspomnienie znajduje się w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama