Dni Cedyni, połączone z 1050 rocznicą „Bitwy pod Cedynią” przeszły do historii. Nam jednak weekendowa impreza jeszcze świszczy w uszach
O muzycznej płaskości repertuarowej pisaliśmy już w ubiegłotygodniowej zapowiedzi. Po wizycie w Cedyni postanowiliśmy wrócić jednak do tego zagadnienia. Choćby dlatego, że nie da się od niego uciec... Disco polo stanowiło bowiem tło do wszystkich wydarzeń piątku i soboty.
Dziwimy się, że w czasach, gdy artyści rozmaitych gatunków (nawet ci najbardziej popularni) objeżdżają sceny nie tylko „Polski powiatowej”, ale nawet gminnej, włodarzom Cedyni nie udało się wprowadzić w repertuarze nieco muzycznego urozmaicenia.
Zamiast tego, Dni Cedyni przybrały formę festiwalu polskiej muzyki disco polo, dla którego przerywnik stanowił występ kabareciarzy z „Konia Polskiego”. Mamy wrażenie, graniczące z przekonaniem, że gdyby Mieszko I przejeżdżał tego dnia przez Cedynię, spadłby ze swojego. Konia.
Więcej w Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze