Reklama

Czuję już pewne zmęczenie i chciałbym zacząć odpoczywać

Bronisław Mela od 1999 roku jest prezesem gryfińskiego TBS. Z gminną spółką związany jest od pierwszych dni jej istnienia. Nam opowiada o latach pracy, o sukcesach i kłopotach, z jakimi zmagał się przez lata w pracy. Mówi też o zbliżającej się emeryturze

Prezesem GTBS jest pan od początku jego istnienia, od stycznia 1999 roku. Zajmując to stanowisko, miał pan okazję pracować ze wszystkimi burmistrzami.

- To prawda, pracowałem ze wszystkimi burmistrzami, począwszy od Wojciecha Długoborskiego, Andrzeja Urbańskiego, Henryka Piłata i kończąc na obecnym, Mieczysławie Sawarynie. Zanim jednak powstał TBS, przez trzy lata kierowałem Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej, będącym zakładem budżetowym gminy. Kiedy dochodziło do przekształcenia ZGM na TBS, była bardzo dobra atmosfera, wszyscy chcieli tej zmiany.

 

A jak pan ocenia klimat do pracy na przestrzeni tych wszystkich lat istnienia GTBS-u?

- W Gryfinie zawsze była dobra atmosfera, gmina wnosiła aportem do spółki grunty i robiła wiele, by TBS mógł funkcjonować na przyzwoitym poziomie.

Reklama

 

Jak to się stało, że został pan pierwszym i jak na razie jedynym prezesem gryfińskiego TBS?

- Zaczynałem pracę w Rejonowym Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, które po jakimś czasie przekształciło się w Przedsiębiorstwo Usług Komunalnych. Z tej gminnej spółki został wydzielony wspominany wcześniej Zakład Gospodarki Mieszkaniowej, gdzie powierzono mi funkcję dyrektora.  W chwili przekształcania się zakładu w TBS zostałem nominowany na stanowisko Prezesa Zarządu Spółki. Miałem już wtedy duże doświadczenie, jako kierownik RPGKiM, potem dyrektor ZGM, a przy tym byłem mocno zaangażowany w tworzenie TBS-u.

Reklama

 

Jak dla mnie jest pan niejako fenomenem. Zwykle, podczas zmiany władzy, zmieniają się też osoby na dyrektorskich stanowiskach. Pan tymczasem pełni swoją funkcję bez żadnych tego rodzaju zawirowań, od początku, bez względu na to, kto był burmistrzem.

- W Gryfinie nie mieliśmy takich sytuacji, że gdy następował nowy burmistrz, to wszystkich wymieniał. Zawsze odnosiłem wrażenie, że burmistrzowie mając świadomość, że jeżeli ktoś dobrze wypełnia swoje obowiązki, to nie ma powodu do zmian. Zawsze można zmienić na kogoś, kto sobie nie poradzi. Osobiście spotykałem się z przychylnością kolejnych burmistrzów. Choć naturalnie ewentualności zmian istniały, każdy z burmistrzów mógł doprowadzić do mojego zwolnienia ze stanowiska prezesa. Ale nie tylko burmistrzowie mieli możliwości, przecież rady miejskie zmieniały się częściej. Ale i z radnymi starałem się mieć dobre relacje i chyba mnie dobrze oceniali.

Reklama

 

Patrząc na TBS-y w województwie, ten nasz gryfiński był bardzo aktywny na tle regionu. Wiele się w naszym mieście budowało.

- Dopóki istniały programy związane z finansowaniem preferencyjnymi kredytami budowy mieszkań pod wynajem, to praktycznie co półtora roku oddawaliśmy nowy budynek do użytku. Ten program niestety skończył się w 2009 roku. Nam udało się jeszcze wybudować kolejne dwa budynki z wniosków złożonych wcześniej. W tej chwili program powraca i chcemy podjąć wyzwanie. Jesteśmy na etapie składania wniosku na pozwolenie na budowę i wniosku kredytowego. Chcemy postawić kolejne budynki przy ulicy Opolskiej. Jeden z mieszkaniami na wynajem i jeden z mieszkaniami na sprzedaż.

Reklama

 

Patrząc na wszystkie inwestycje TBS-u z perspektywy czasu, która z nich sprawiła najwięcej problemów?

- Nie ma co ukrywać, że ta ostatnia, na Opolskiej właśnie. Związaliśmy się z dobrym wykonawcą, sprawdzaliśmy go wcześniej, miał bardzo dobre opinie, budował w całej Polsce.  Pech chciał, że w chwili, gdy realizowali naszą inwestycję, w firmie zaczęło się dziać coś niedobrego i to spowodowało spore problemy.

 

A pamięta pan pierwszą inwestycję GTBS-u?

- Naturalnie, towarzyszyła jej niepewność i obawy. Baliśmy się, czy znajdą się chętni na mieszkania, przecież kwoty, jakie należało wpłacić w ramach partycypacji nie były małe. Sporządzaliśmy wówczas pierwszy wniosek kredytowy… to wszystko była dla nas nowością, uczyliśmy się wszystkiego od podstaw.

Reklama

 

Ale się udało.

- Tak, powstał budynek przy ulicy Garbarskiej. Sukces był możliwy dzięki zaangażowaniu wszystkich pracowników GTBS, a szczególnie działu ekonomicznego i inwestycji. Potem było już łatwiej, budowaliśmy kolejne obiekty.

 

Inwestycje inwestycjami, ale TBS to również zarządzanie mieszkaniami komunalnymi. A tu macie do czynienia z zupełnie innymi lokatorami. Nie wszyscy szanują to, że dostali mieszkanie za darmo.

- Zarządzamy lokalami komunalnymi i rzeczywiście, podejście najemców jest różne. Znaczna część to rzetelni lokatorzy, dbają o miejsce, w jakim mieszkają, dokonują regularnie opłat. Niestety jest pewien margines…

Reklama

 

… jak ostatnio na Łużyckiej, gdzie doszło do eksmisji.

- … tak, zdarzają się lokatorzy, którzy nie doceniają faktu posiadania mieszkania i nie mają chyba świadomości, jak ważne jest posiadanie mieszkania w życiu rodziny. Szczególnie w chwili, gdy nie trzeba go kupować i spłacać kredytów.

 

Niejedną historię pan słyszał, niejedno widział w tych mieszkaniach komunalnych. Czy uważa pan, że instytucja mieszkań socjalnych lub komunalnych powinna funkcjonować?

- Jest grupa osób, która bez tego rodzaju mieszkań nie dałyby sobie rady w życiu. Z różnych powodów nie są w stanie zabezpieczyć sobie podstawowych warunków socjalnych.

Reklama

 

Nie chcą, czy nie mogą? Przecież wiele rodzin staje przed faktem, że muszą ciężko pracować i ten trud podejmują, spłacają kredyty, utrzymują rodziny. To wymaga niejednokrotnie szeregu wyrzeczeń ale… nie żerują na innych podatnikach.

- Są tacy, którzy uważają, że to niesprawiedliwe. Że czasami lepiej nic nie robić i dostać mieszkanie za darmo, niż ciężko pracować i nie mieć takiej szansy. Ale na tę sprawę trzeba patrzeć szerzej. Nie dotyczy ona tylko dorosłych i pełnosprawnych, wtedy dyskusja w tym temacie byłaby uzasadniona. Ale bardzo często za tymi dorosłymi stoją dzieci. Małe dzieci, które nie powinny ponosić konsekwencji tego, że ich rodzice są nieporadni lub nie chcą pracować. Dzieci nie mogą płacić za błędy dorosłych.

Reklama

 

Pan spogląda na dzieci, a ich rodzice używają ich jako argumentów i niszczą komunalne mienie będąc bezkarnymi.

- Robimy wszystko, by mimo wszystko mieć nadzór nad tymi lokalami. Aby monitorować ich stan techniczny i nie pozwalać na dewastację. Ale powtórzę: dzieci nie mogą płacić za błędy rodziców i musimy spoglądać przede wszystkim na to, by one miały zapewniony dach nad głową.

 

Najbardziej drastyczna historia w mieszkaniu komunalnym, z jaką się pan spotkał na przestrzeni tych wszystkich lat istnienia TBS-u?

Reklama

- Zdarzyło się to kiedyś na Armii Krajowej, podczas odzyskiwania mieszkania. Nikt z osób, które weszły do lokalu nie był w stanie wytrzymać w środku dłużej niż kilkanaście sekund. Po prostu się nie dało. Tymczasem w lokalu w najlepsze trwała libacja i ten potworny odór biesiadnikom zupełnie nie przeszkadzał.

 

Z miłych rzeczy, najchętniej wspomina pan…

- Chwile, kiedy oddawaliśmy do użytku nowe budynki. Widziałem wiele razy radość w oczach ludzi, którzy otrzymywali klucze do nowego mieszania. I co ważne, spotykam wielu z nich po latach i widzę w nich tę samą radość, kiedy się ze mną witają.

Reklama

 

Trudno jest podejmować decyzje związane z eksmisją?

- Jeśli chodzi o zasoby komunalne, nie mamy wielkiego pola manewru. Zgodnie z umową z Gminą, prowadzimy całą korespondencję przedsądową, czyli windykację należności. Kiedy ta droga jest nieskuteczna, jesteśmy zobowiązani do skierowania wszystkich dokumentów do Gminy, a ta wówczas przez swoją kancelarię prawną kieruje sprawy do sądu. Zdarza się, że w chwili, gdy jest wyrok sadu lokatorzy nagle znajdują pieniądze i spłacają swoje zadłużenie i nie dochodzi do eksmisji. Są jednak przypadki, gdy już nie ma innej możliwości, wówczas eksmisję często prowadzą pracownicy TBS-u.

 

W tym roku nabywa pan prawa emerytalne. To oznacza, że opuści pan TBS?

- Gwoli ścisłości, jeszcze tych praw nie nabywam, w tym roku kończę 65 lat, po niedawnych zmianach wieku emerytalnego, mogę co najwyżej pójść na wcześniejszą emeryturę.

 

I pójdzie pan?

- Rozważam taką możliwość. Czuję już pewne zmęczenie i chciałbym zacząć odpoczywać po wielu latach ciężkiej pracy. Tyle że chciałbym odchodząc mieć świadomość, że nadal w GTBS coś się dzieje dobrego. Mówię tu o planowanej kolejnych inwestycji, chciałbym, by w momencie mojego przejścia na emeryturę przynajmniej sprawy dokumentacji i kredytu były dopięte na ostatni guzik.

 

Zdarza się panu spacerować po mieście i wspominać spoglądając na budynki, które powstały za czasów pańskiej prezesury?

- Naturalnie. Miewam chwile takiej satysfakcji. Przy tym nie tylko oglądając budynki, które wybudował TBS, ale mam również satysfakcję widząc efekty przeprowadzanych remontów w budynkach komunalnych i wspólnot mieszkaniowych.

 

Miał pan duży udział w rozwoju Gryfina przez te wszystkie lata.

- Czy duży to nie wiem, ale na pewno budując mieszkania jakąś cegiełkę do tego przyłożyłem. Zbudowaliśmy tu ponad 400 mieszkań, czyli daliśmy tylu rodzinom dach nad głową. Nie można wykluczyć, że te osoby nie zdecydowały się na wyprowadzkę z Gryfina dzięki temu, iż TBS prężnie działał przez te wszystkie lata. Oczywiście nie da się w ten sposób całkowicie zatrzymać emigracji, bo przecież ludzie nie zawsze wyjeżdżają za chlebem, niekiedy wynika to z innych powodów, jak choćby chęć poznawania świata.

 

Jeśli zdecyduje się pan na emeryturę, to…

- Moją pasją jest historia uzbrojenia z okresu II Wojny Światową. Mam biblioteczkę z tej dziedziny, chciałbym wreszcie trochę pojeździć po Polsce i Europie po muzeach uzbrojenia, jest ich sporo, a ja będę miał czas, by zacząć zwiedzać.

 

Będzie się pan angażował w życie Gryfina?

- Na pewno nie zamierzam startować w wyborach, ale mam świadomość posiadania dużego doświadczenie w pewnych dziedzinach życia. Jeśli będzie możliwość działalności w jakimś ciele doradczym, to przypuszczam, że się w to zaangażuję.

 

Pan nie jest rodowitym gryfinianinem.

- Nie, trafiłem tu przypadkowo. Po studiach pracowałem w firmie szczecińskiej, która tutaj miała swoją bazę. Pewnego razu pojawiła się oferta na przydział mieszkania w Gryfinie. Wcześniej myślałem o Szczecinie, ale tam nie wiadomo, kiedy nadarzyłaby się okazja. Zdecydowałem się na to, by tu zamieszkać i dzisiaj z perspektywy czasu nie żałuję. Nie zamierzam się stąd wyprowadzać, w Gryfinie żyje mi się bardzo dobrze. Według mnie nasze Gryfino jest idealnym miejscem do życia.

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


 

 


Reklama

Wideo gryfinska.pl




Reklama