Po wizycie prezydenta emocje powoli opadają. Aby podkreślić, jak ważna była to sprawa dla naszego miasta, burmistrz Gryfina Henryk Piłat zwołał na poniedziałkowe popołudnie konferencję prasową, na której przedstawił wnioski wynikające z tej wizyty.
Zwołana w poniedziałek konferencja prasowa ujawniła kulisy wizyty w Gryfinie prezydenta Bronisława Komorowskiego. Na konferencji obecny był burmistrz, obydwaj jego zastępcy oraz przedstawiciele lokalnych mediów. Burmistrz Henryk Piłat tłumaczył, dlaczego wizyta była tak ważna dla naszego miasta, oraz zdradzał tematy dyskusji, jakie prowadził w jej trakcie z głową państwa. Burmistrz podkreślał, że rozmowy które przeprowadził z Bronisławem Komorowskim, na tratwie, a później podczas rejsu statkiem Odra Queen, były bardzo owocne.
- Udało się porozmawiać i osiągnąć porozumienie w sprawie elektrowni Dolna Odra - opowiadał burmistrz Piłat.
Zaznaczył on, że prezydent był na miejscu i miał okazję zaznajomić się z sytuacją regionu, widząc niejako elektrownię na własne oczy, podczas rejsu w górę rzeki. Według jego relacji, prezydent Komorowski był zorientowany w sprawach naszej gminy. Wiedział, jakie są problemy z utrzymaniem elektrowni w obecnej formie i proponował sposoby na ich rozwiązanie.
- Najważniejszym celem wizyty prezydenta, była możliwości porozmawiania na temat przyszłości elektrowni i ten cel został osiągnięty - mówił H. Piłat
Burmistrz przedstawił wizję w której nie ma mowy o likwidacji bloków, wykorzystujących węgiel jako paliwo. Według niego ratunkiem będzie plan, którego końcowy efekt miałby miejsce w roku 2020. Obejmuje on regulacje i pogłębienie Odry za pomocą wspólnego porozumienia polsko-niemieckiego, w taki sposób, aby do elektrowni swobodnie mogły docierać transporty z węglem brunatnym.
- W lubuskim znaleziono duże pokłady tego surowca, więc nie będzie powodu zamykania bloków węglowych elektrowni - wyjaśniał H. Piłat.
Burmistrz ponownie spotka się w tej sprawie już 14 sierpnia w Bełchatowie, podczas Święta Energetyka. Tam według niego mają paść kolejne ustalenia codo przyszłości elektrowni. Tam mają być kontynuowane rozmowy na ten temat.
Finanse, ubiór, oraz niechciane pomyłki
Wiceburmistrz Janusz Korżak nawiązał tez do kosztów wizyty prezydenta, zaznaczając że większość z nich nie musiała być pokryta z budżetu gminy.
- Łącznie, na całą wizytę prezydenta wydaliśmy 10 tys. złotych - mówił wiceburmistrz.
Na sumę tej kwoty składały się między innymi, koszt banerów, wynajęcie sceny, oraz występem osób na scenie i udziałem we flisie dzieci z gryfińskich szkół, biorących udział w edukacyjnym programie, aby popłynąć w ten sposób do Szczecina na otwarcie regat Tall Ship Racers.
Dziennikarze którzy zadawali pytania, nie omieszkali się zapytać o sytuację w której prezydent w swoim przemówieniu kilkukrotnie pomylił nasze miasto z Gryficami. Burmistrz tłumaczył to dużą ilością miejsc jakie musi odwiedzać prezydent, oraz luźną atmosferą i zwyczajną ludzką pomyłką.
- Ubolewam, że wielu ludzi, w tym media, zamiast cieszyć się z tej wizyty i jej rzeczywistych efektów skupiało się na tej właśnie sytuacji - mówił H. Piłat
Inną kwestią, którą podniósł wiceburmistrz Korżak był strój Henryka Piłata. Bronił on swojego przełożonego tłumacząc, że luźny ubiór, składający się między innymi z koszuli z krótkim rękawem, był wcześniej ustalany z prezydentem Komorowskim, który sam zaproponował taką, a nie inną formę.
- Nie przewidzieliśmy sytuacji, że prezydent założy marynarkę, bo wcześniej sam miał wystąpić w takim stroju - tłumaczył J. Korżak
Według miejskich władz, wizyta miała charakter unikalny, gdyż do tej pory nigdy nie zdarzyła się sytuacja w której głowa państwa płynęłaby na tratwie. Prezydent chciał z własnej woli odbyć taki rejs czując się niejako w obowiązku wobec flisaków, którym zgodnie ze swoją funkcją, przewodzi.
- Do tej pory nie było to możliwe, dopiero gryfińskie nabrzeże pozwoliło prezydentowi na realizację takiej podróży - mówił J. Korżak.
Bezpieczeństwo prezydenta pod kontrolą
Wizyta prezydenta to nie tylko prace porządkowe, malowanie pasów na ulicach, bądź budowa sceny. To także wytężona praca służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo głowy państwa, oraz przybyłych na spotkanie gości. Nie było wyjątków. Na swoich stanowiskach mieli pojawić się wszyscy, odpowiedzialni za bezpieczeństwo wizyty prezydenta. Straż pożarna, miejska, policja oraz pracownicy Biura Ochrony Rządu przez cały czas pilnowali, aby nic nie zakłóciło wizyty głowy państwa w naszym mieście. Z wody nad bezpieczeństwem czuwały łodzie policyjne, na lądzie pełno było przedstawicieli Biura Ochrony Rządu oraz przebranych po cywilnemu policjantów.
- Otwarty charakter spotkania komplikował ochronę prezydenta, jednak nasze służby spisały się bardzo dobrze - mówił wiceburmistrz Korżak.
Wiceburmistrz tłumaczył także sytuację zabrania barierek ze strefy prezydenta. Jak się okazało, nie wynikło to z sytuacji rzekome, zbyt małej liczby osób które przyszły zobaczyć prezydenta. Organizatorzy dostali taką informację od przedstawicieli Biura Ochrony Rządu, którzy stwierdzili że atmosfera jest na tyle dobra, że można zezwolić na to, aby mieszkańcy znaleźli się jak najbliżej Bronisława Komorowskiego. Nie udało też potwierdzić informacji, jakoby po drugiej stronie Odry prezydencka wizytę zabezpieczali snajperzy.
- Nie było takiej potrzeby. Ochraniający prezydenta ludzie najbardziej obawiali się tylko momentu, gdy prezydent znajdował się na tratwie, ale o tego typu sprawach nie było mowy - wyjaśniał J. Korżak
Za to gryfińska straż miejska została postawiona w stan najwyższej gotowości. Patrole były rozstawione w centrum miasta wzdłuż trasy, którą przejeżdżał prezydent. Najwięcej strażników zabezpieczało parking oraz samo nabrzeże. Wszyscy zatrudnieni przez miasto strażnicy stawili się na posterunku, łącznie z osobami które, miały w tych dniach wyznaczony urlop.
- Przedsięwzięcie się udało. Mieszkańcy powinni być zadowoleni – powiedział na zakończenie burmistrz Henryk Piłat.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze