W dziale "RACjonalnie" Gazety Gryfińskiej przeczytać można felieton Jakuba Blejsza. Współzałożyciel KPR Gryfino opowiada w nim o odejściu Marka Zielonki, kulisach stworzenia klubu, problemach z odzyskaniem dotacji od Energetyka, a także marazmie środowiska piłkarzy ręcznych. Zapraszamy do lektury
Piłka ręczna w Gryfinie istnieje od prawie 40 lat. W 2014 roku obchodziliśmy 35-lecie założenia pierwszej sekcji, która miała za zadanie rozwijać i promować piłkę ręczną w naszym mieście. Na obchody przyjechali praktycznie wszyscy lub prawie wszyscy działacze, trenerzy i byli zawodnicy, którzy istotnie przyczynili się do tworzenia historii dyscypliny w Gryfinie. Cieszę się, że na ówczesnym spotkaniu był również Marek Zielonka. Jak wiemy, za niecały rok musieliśmy pożegnać „Człowieka Instytucję”. Pan Marek oprócz tego, że był trenerem, związanym praktycznie od początku z piłką ręczną w Gryfinie, to był on również szeroko pojętym działaczem sportowym, dobrym organizatorem i człowiekiem, który jak miałem wrażenie bezgranicznie poświęca się na rzecz gryfińskiego sportu. Nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie piłki ręcznej.
Śmierć trenera poprzedził jeszcze mecz charytatywny, w którym staraliśmy się zebrać środki na schodołaz, który umożliwiłby sprawniejsze wychodzenie na spacery. Wówczas, w trakcie organizacji meczu tliła się jeszcze nadzieja, że pan Marek oprze się chorobie. Pod uwagę była brana nawet jego obecność podczas meczu. Niestety kilka dni przed meczem nastąpiło pogorszenie stanu zdrowia i konieczna była hospitalizacja. Po meczu wspólnie ze Zbyszkiem Podfigurnym pojechaliśmy odwiedzić trenera. Takiej huśtawki nastrojów dawno nie przeżyłem. Zobaczyłem człowieka, który był całkowicie bezbronny, bezsilny, praktycznie leżący w bezruchu. Ciężko było powstrzymał łzy. Każdy kto znał pana Marka wiedział co to był za wulkan energii. Ale po chwili, gdy ostatkiem sił kiwnął do nas okiem po swojemu i zagryzł wargi, również w charakterystyczny sposób dla niego zrobiło nam się radośniej. Na chwilę wrócił stary Marek. A naprawdę wesoło się zrobiło jak zobaczyliśmy, że praktycznie na łożu śmierci ogląda jeszcze transmisje z meczu piłki nożnej na jednym ze sportowych kanałów. Tak bardzo kochał sport.
Wspomniałem o trenerze dlatego, że jego śmierć pobudziła środowisko piłki ręcznej do częstszych spotkań. Rozegraliśmy już dwa Memoriały poświęcone Markowi Zielonce. Na tych spotkaniach często była poruszana sytuacja sekcji piłki ręcznej. Rozmowy toczyły się intensywnie, ale mimo wszystko mało konkretnie. Każdy widział jak na dłoni, że sekcja Energetyka, nomen omen, traci „energię”. Szkolenie niby jest, ale bez przyszłości. Nie trzeba było uważać siebie za wytrawnego obserwatora, żeby to dostrzec. Zdecydowanie gorzej było z pomysłami na odwrócenie procesu samozagłady sekcji. Jak do tego procesu w ogóle zaczęło dochodzić? Właśnie przez brak takich ludzi jak Marek Zielonka, który kilka lat wcześniej odsunął się lub został odsunięty z sekcji – to kwestia interpretacji.
Cały felieton znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze