Tony śmieci zwożone tygodniami przez lokatorów i składowane przed kamienicą. Potworny bałagan na podwórzu, w komórce i mieszkaniu po eksmitowanym lokatorze. W efekcie olbrzymie koszty, które ponosi gmina i wszyscy jej podatnicy.
A na deser sytuacja, która sprawiła, że pracownikom GTBS i straży miejskiej zwyczajnie opadły ręce.
Lokator nie płacił całymi latami, dług w związku z zaległościami w opłatach za mieszkanie sięgał blisko 40 tysięcy złotych. W związku z brakiem szans na windykację długu, doszło do eksmisji. Dwupokojowy lokal został zwolniony, ale pracownicy GTBS z przerażeniem oglądali substancję pozostawioną przez lokatora.
- Nie dość, że nie płacą, dostają te mieszkania za darmo, bez żadnych kredytowych obciążeń, to w dodatku o nie nie dbają – komentowali, oglądając mieszkanie.
Brudne ściany, zdewastowana podłoga, czy wyrwana miejscami ze ścian instalacja elektryczna to tylko niektóre niespodzianki, jakie czekały na pracowników GTBS. Teraz, zanim mieszkanie zostanie zasiedlone na nowo, trzeba będzie przeprowadzić mały remont.
- Takich lokali w zasobach gminy jest o wiele więcej – mówi Zenon Trzepacz, radny i jednocześnie pracownik GTBS.
Podwórze tonęło w śmieciach
Przy okazji eksmisji pracownicy spółki komunalnej musieli wysprzątać podwórze. Na nim znajdowało się mnóstwo śmieci, tylko przy jednej ze ścian budynku gospodarczego była ich cała przyczepa. Dwie lodówki, dywany, kilka kartonów zawilgoconych książek i masa drobiazgów, w tym worków ze śmieciami bytowymi. Nieopodal znajdowała się sterta rozmaitych płyt wiórowych, drzwi i innych odpadów drewnopochodnych, od tygodni gromadzonych przez lokatorów, którzy wciąż mieszkają w kamienicy przy ulicy Łużyckiej. Ci beztrosko obserwowali, jak siedmiu pracowników GTBS sprzątało zabałaganione podwórze. A obok nich dwóch strażników miejskich, którzy wezwali niesfornych lokatorów na przesłuchanie.
- Zwykłym mandatem raczej się to nie zakończy – powiedzieli funkcjonariusze.
Jak mówią, decyzję o ewentualnej karze dla lokatorów, którzy dopuścili się składowania śmieci w miejscu niedozwolonym, podejmą dopiero po przesłuchaniu. Niewykluczone, że zostanie sporządzony wniosek do sądu, bo to nie pierwszy raz, gdy lokatorzy z kamienicy sprawiają kłopoty.
Śmieci? Do palenia w piecu
Gdy pracownicy spółki komunalnej wciąż porządkują podwórze, pytamy beztrosko przyglądających się tej pracy lokatorów o składowane śmieci. Do części z nich się nie przyznają, mówią, że oni lodówek na podwórzu nie gromadzą. Przyznają się natomiast do składowiska drewnopochodnych odpadów.
- Służy nam to do palenia w piecu – mówią.
Lakierowane drzwi? Płyty pilśniowe? Deski pokryte farbą olejną z plastikowymi wypełnieniami. Tym palić nie można, to wbrew prawu.
- Sąsiedzi palą i nikt im nic nie robi, straż miejska nam też pozwoliła – odpowiada na ten zarzut lokator.
Stojący obok strażnicy miejscy ostrzegają: jeśli będzie kłamał w taki sposób, może się dodatkowo skończyć sprawą o pomówienie.
- Za palenie takimi rzeczami grozi mandat – tłumaczą.
A lokator wciąż beztroski.
- W OPS-ie na węgiel dają pijakom, nam nie. Musimy czymś palić, bo mamy mało pieniędzy i wolimy dzieciom dać jeść, niż wydać wszystko na węgiel – komentują.
Na podwórzu jest przyczepka
Lokatorzy wreszcie reagują, kiedy pracownicy GTBS wciąż sprzątają podwórze, niesforni mieszkańcy zaczynają porządkować swoją stertę odpadów drewnianych. Porządkowanie polega na tym, że chowają je do swojej komórki, stamtąd nikt im nie będzie mógł zabrać tych kilku wiórowych drzwi. To w końcu teren prywatny.
W drugiej części podwórza stoi samochodowa przyczepka. A na niej kolejna partia śmieci, która czeka na rozładunek. Tam nie ma żadnych drewnopodobnych materiałów, to głównie plastik i złom, na przyczepce dominuje wielki gabaryt, to zepsuta zmywarka. Właściciel przyczepki? Znów mieszkaniec zabałaganionej kamienicy. Prawdopodobnie po tym, jak pracownicy GTBS opuszczą wysprzątane podwórze, przyczepka zostanie rozładowana i znów będzie bałagan.
- Nie mamy na to wpływu, przyczepka to prywatny pojazd i jej uprzątnąć nie możemy – tłumaczą strażnicy miejscy spoglądając z zażenowaniem na śmieci, które niebawem ozdobią podwórze przy Łużyckiej. – Ale będziemy tu wracać – dodają.
Ile kosztuje cała operacja sprzątania podwórza? Pytamy o to nadzorującego prace Zenona Trzepacza.
- Nie wiem, ale musieliśmy dzisiaj zaangażować kilku pracowników, do tego wynająć ciągnik z przyczepą. Poniesiemy koszty złożenia tych odpadów na wysypisku. Zrobi się z tego spora suma i za wszystko zapłacą podatnicy, a nie lokatorzy tej kamienicy – mówi.
Nagle do tej krótkiej rozmowy włącza się zasapany pracownik GTBS. Mówi, że to nie pierwszy i zapewne nie ostatni raz, kiedy przychodzi sprzątać tego rodzaju podwórza w Gryfinie.
- Takich miejsc w naszym mieście jest kilka, regularnie do nich wracamy – komentuje.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze