Rozmowa z Arturem Lipińskim, mieszkańcem Gryfina, studentem Turystyki i Rekreacji na Uniwersytecie Szczecińskim, który znalazł niebagatelny sposób na podróżowanie po Europie. Autostopem trzy razy dotarł już do południowo-zachodniej części naszego kontynentu
Poniższy wywiad został przeprowadzony we wrześniu 2014 roku. W najbliższym numerze Gazety Gryfińskiej ukaże się wywiad, w którym Artur Lipiński opowiada o swojej tegorocznej wyprawie. Tym razem za cel wybrał kraje bałkańskie. W wywiadzie opowie o historiach jakie go spotkały podczas ostatniej podróży.
Skąd wziął się pomysł, aby podróżować przez Europę właśnie w taki sposób?
- Gdy byłem w klasie maturalnej, do naszej szkoły przyjechały uczennice z wymiany, dokładnie z Barcelony. Poznaliśmy się, razem imprezowaliśmy, zwiedzaliśmy Polskę. Po tygodniu pobytu jedna z Hiszpanek zaprosiła mnie na wakacje do siebie. Nie chciałem jechać na zwyczajną wycieczkę, ale na dłużej i jak najmniejszym kosztem. Więc zacząłem zachęcać znajomych do wspólnego wyjazdu właśnie autostopem. Nigdy do tej pory tak nie podróżowałem, ale chciałem spróbować.
Długo trwało, zanim podjąłeś decyzję, aby tam pojechać?
- Zaproponowałem wyjazd moim dwóm najlepszym kolegom, zgodzili się pojechać ze mną. Na początku myślałem, że będzie to zwykłe gadanie, a przyjdzie co do czego i wyjazd nie wypali, jednak z tygodnia na tydzień coraz bardziej tym żyliśmy. Postanowiliśmy pójść do pracy, odłożyć trochę pieniędzy i wyjechać do Barcelony. I tak dwa lata temu w lipcu po raz pierwszy wybrałem się w podróż autostopem.
Ile pieniędzy trzeba było odłożyć?
- Na każdy wyjazd razem wydawaliśmy około tysiąca złotych. Tak po 225 euro na osobę. Wychodziło tak mało, ponieważ nie trzeba było płacić za transport. Za spanie często też nie płaciliśmy, bo spaliśmy w namiocie albo ktoś nas zapraszał do siebie na nocleg. Pieniądze wydawaliśmy głównie na jedzenie, alkohol i czasami camping, gdzie ceny zbliżone są do polskich.
Jak wyglądały twoje przygotowania do wyjazdu?
- Wyszukiwałem w internecie informacji o podróżach autostopem, o miejscach, które warto zwiedzić, na co trzeba uważać i na czym trzeba się skupić.
Opowiedz o swojej pierwszej wyprawie, o sytuacjach, jakie cię spotkały, co się przydarzyło.
- Wyruszyliśmy we trzech z Kołbaskowa i postanowiliśmy, że do Barcelony pojedziemy przez południe Europy, Monaco, Saint Tropez, czyli Lazurowe Wybrzeże. Ale jeżeli chodzi o autostop, to trudno trzymać się planu. Dwanaście godzin później byliśmy nie na południu, ale pod Amsterdamem. A tam było zimno, wietrznie i zaczęliśmy się zastanawiać, co my zrobiliśmy i czy należy dzwonić po rodziców, żeby po nas przyjechali (śmiech). Po wspólnej rozmowie jednak zmotywowaliśmy się i postanowiliśmy jechać dalej. Jechaliśmy przez Francję, zwiedziliśmy Paryż, w którym spędziliśmy jeden dzień, poznaliśmy mnóstwo wspaniałych ludzi. I po kilku dniach byliśmy w końcu w Barcelonie, gdzie spotkaliśmy naszych przyjaciół. Byliśmy tam trzy tygodnie, zwiedzaliśmy, opalaliśmy się i imprezowaliśmy.
Jak wyglądał pobyt w Barcelonie „od kuchni”?
- Jak dotarliśmy już na miejsce, nocowaliśmy na campingu. Zakupy robiliśmy w marketach. Śniadania i obiady gotowaliśmy na palniku gazowym, który zabraliśmy ze sobą. Czasami zamówiliśmy coś w jakiejś restauracji. Taki obiad to koszt mniej więcej 10-15 euro.
Jakie atrakcje czekały na was wieczorami w Barcelonie?
- Wybieraliśmy się do miasta, żeby obejrzeć wszystkie zabytki. Zwiedzaliśmy różne ciekawe zakątki Barcelony. A na sam koniec zawsze wybieraliśmy się na jakąś imprezę na plaży bądź w klubie. Oczywiście próbując miejscowych win.
To najbardziej popularny tam alkohol?
- Ten klimat idealnie pasuje do tego trunku. I wina nie są wcale drogie. Tanie można kupić w przedziale 1-5 euro, najbardziej popularna jest sangria, która kosztuje 1,65 euro. Czasami na plaży piliśmy jakieś małe piwo, ale głównie polecałbym właśnie tamtejsze wina.
Po powrocie za Barceloną szybko zatęskniłeś.
- Tak, to dla mnie najpiękniejsze miasto Europy, pewnie przez sentyment. W każdym razie tydzień po powrocie do Gryfina, znów tam pojechałem. Sam, ale też autostopem, a podróż trwała tym razem tylko dwa dni.
Samemu jest łatwiej?
- Tak, jest dużo łatwiej, wcześniej byliśmy we trójkę, do tego było to trzech facetów, trzy plecaki, tak więc ogromny bagaż.
Nie bałeś się sam pojechać?
- Nie myślałem o tym, może przez to, że miałem bardzo mało czasu na strach, a byłem tak podekscytowany pierwszą podróżą, pomyślałem, że jak się nie uda dojechać, to najwyżej zawrócę do Polski. Będąc sam, poznałem jeszcze więcej ludzi, integrowałem się z miejscowymi, z którymi do tej pory utrzymuję kontakt, zapraszają mnie na wakacje.
Kolejnym razem wybrałeś się do…?
- Do Portugalii, dokładnie rok temu. Pojechałem z kolegą, który był też na pierwszej wyprawie. Wybraliśmy właśnie ten kraj, bo chcieliśmy nauczyć się surfować. Rok wcześniej w Barcelonie grupa surferów poleciła mi to miejsce. Znowu wyznaczyliśmy sobie trasę, ale w trakcie oczywiście wszystko się pozmieniało. Po ośmiu dniach byliśmy na miejscu, po drodze zwiedzając całą Europę.
W którym kraju, z tych, przez które miałeś okazję podróżować autostopem, kierowcy najchętniej zabierają ze sobą dodatkowego pasażera, a gdzie najmniej?
- Najmilej wspominam Francję, tam nigdy nie było z tym problemu, czy jechaliśmy w trzy osoby, czy we dwóch. Tam najszybciej szło nam łapanie „stopa”, mimo iż jest duża bariera językowa, ludzie nie chcą rozmawiać po angielsku, ale jak tylko dowiadywali się, że jedziemy z Polski autostopem, to nie wierzyli, udzielali nam pomocy, chcieli dawać nam pieniądze, proponowali noclegi, wymienialiśmy się kontaktami. Dlatego Francję wspominam najmilej. Najgorzej to wygląda w Polsce, niełatwo tu złapać „stopa”, może przez strach, nie wiem. Trudno jest też w Portugalii. Tam udało nam się złapać może jedno auto, więc przemieszczaliśmy się głównie pociągami.
Na co radziłbyś zwrócić szczególną uwagę osobom, które chciałyby podróżować autostopem?
- Należy się przygotować, dużo o tym poczytać, porozmawiać z ludźmi np. na forach internetowych. Poczytać o miejscach, które chcemy zwiedzić, czy jest niebezpiecznie, zaplanować noclegi, chociażby camping, spakować się i mieć pozytywną energię.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze