- Była bardzo doświadczona przez los. Podczas wojny pracowała u Niemca, później samotnie wychowywała córkę, po której śmierci kompletnie się załamała. Wówczas całą miłość przelała na mnie, a później na moich synów. Była najwspanialszą osobą na świecie – mówi Iwona Ilioska Staszałek, opowiadając o swojej babci. Helena Pawelska była jedną z najstarszych gryfinianek. Zmarła w kwietniu w wieku 102 lat.
Do ostatniego dnia była niezwykle sprawna na umyśle. Rozmowna, pełna humoru. Gorzej z ciałem, chociaż nie z powodu żadnej przewlekłej choroby.
W wieku 86 lat załamała wprawdzie biodro, ale wstawiono jej endoprotezę i wszystko wróciło do normy. Sztuczny staw biodrowy wytrzymał trzynaście lat. Zużył się, gdy babcia dobiegała setnych urodzin. Lekarze nie zdecydowali się na wymianę. Zabieg wykonany na pacjentce w tym wieku niósł ryzyko, że nie wybudzi się z narkozy.
Dlatego ostatnie dwa i pół roku spędziła niemal na leżąco. Było to dla niej bardzo uciążliwe, bo wcześniej wszystko robiła sama. Gotowała, sprzątała, prała. Była bardzo aktywna, a nagle musiała się położyć i liczyć na innych, choć tak naprawdę nic jej nie dolegało. Do końca była zdrowa, świadoma otaczającego ją świata, a do tego z głową pełną wspomnień. Cały czas opowiadała co, kto i gdzie zrobił.
Odeszła 17 kwietnia. Tego dnia obudziła się i przywitała z prawnukiem. Mój syn mieszkał z nią na stałe. Opiekował się, pomagał w bieżących sprawach. Jak zawsze zrobił jej kaszę na śniadanie. Poszedł do kuchni, by ją nieco ostudzić. Gdy po kwadransie wrócił z jedzeniem, babcia była już nieprzytomna.
Lekarz powiedział po przyjeździe, że „wyczerpała się bateria”. Jej serce po prostu przestało bić.
--------------------------
Wojnę spędziła na robotach przymusowych w Niemczech. Gdy wróciła do domu była młodą, 22-letnią dziewczyną. Miała plany, chciała się uczyć, założyć rodzinę. Zakochała się w miejscowym chłopaku, z tzw. dobrego domu. Chcieli być razem, szczególnie, gdy okazało się, że jest w ciąży.
To jednak smutne love story, historia bez happy endu. Rodzice tego chłopaka mieli wobec niego inne plany. W odróżnieniu od naszej rodziny zachowali majątek i znaczenie. Uznali, że znaleźli dla syna zdecydowanie lepszą partię. Ostatecznie ożenił się z inną dziewczyną, bogatszą i z posagiem.
Mimo wszystko babcia nigdy nie żałowała tego romansu. Jego owocem była jedyna, ukochana córka, czyli moja mama.
Pełne wspomnienie prezentujemy w aktualnej Gazecie Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze