W wieku 87 lat odszedł Lech Grabowski, legendarny gryfiński cukiernik. To dzięki niemu mieszkańcy Gryfina mogli poznać w latach 80. i 90. „jak smakuje i pachnie prawdziwy lód z automatu oraz ciasto drożdżowe”. Był też wielkim fanem motoryzacji. Posiadał prawo jazdy na wszystkie kategorie, a jego ukochany Żuk do dziś stoi w rodzinnym garażu
Przyszedł na świat 16 grudnia 1937 r. w Słupcy koło Poznania, gdzie spędził swoje dzieciństwo. Podczas wojny jego mama była więziona, w tym czasie Leszkiem opiekowała się babcia Józia.
W naszym regionie znalazł się w październiku 1945 roku.
- Wraz z rodzicami przyjechał do powojennego Szczecina towarowym transportem, często wspominał tę podróż. Doskonale pamiętał tamte trudne czasy i drewnianą kładkę w miejscu Mostu Długiego – opowiada najmłodsza z jego córek.
Jak wynika z rodzinnych opowieści, Leszek nie zawsze był grzecznym dzieckiem…
- Po latach żartował, że otworzył w Szczecinie pierwszą cukiernię. Ludzie się dziwili, miał wówczas osiem lat, więc nie mogło być to prawdą. Wtedy dodawał: „Otworzyłem pierwszą cukiernię... łomem, jako niesforny nastolatek” – przytacza Alicja Grabowska, przechodząc do wspomnień z okresu gryfińskiego.
Pełne wspomnienie znajduje się w aktualnym wydaniu Gazety Gryfińskiej.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze