W ten weekend, na gryfińskich kortach, odbywa się I Memoriał Janusza Łuszczewskiego. Poniżej prezentujemy wspomnieniowy artykuł, który ukazał się w kwietniu na łamach Gazety Gryfińskiej
- Był jednym z założycieli naszej sekcji, był z nami od zawsze. Zawsze serdeczny i opanowany, zawsze służył radą. Wirtuoz tenisa, niezwykły zawodnik i człowiek. Janku, spoczywaj w spokoju, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach – napisali w ostatnim pożegnaniu koledzy z tenisowej sekcji Energetyka Gryfino.
Janusz Łuszczewski należał do prekursorów tej dyscypliny w naszej mieście. Jego nazwisko widnieje m.in. w 8-osobowym gronie osób, które 14 czerwca 1993 roku powołały do życia sekcję tenisa w ognisku TKKF „Eldora”, przy Dolnej Odrze (protoplasta dzisiejszej sekcji oldbojów KSE).
Wychował mistrzynię kraju
Zanim jednak do tego doszło, na przełomie lat 80. i 90. był zawodnikiem i trenerem Energetyka Gryfino, a jednocześnie pracownikiem elektrowni.
- W Dolnej Odrze był zatrudniony chyba od samego początku. Najpierw na wydziale remontów elektrycznych, a potem przeniósł się na wydział ruchu elektrycznego. W latach 80. wielu pracowników Dolnej Odry złapało bakcyla na tenisa. Janusz znajdował się w tym gronie – opowiada Wiesław Stankiewicz, wieloletni pracownik elektrowni oraz prezes Energetyka.
Łuszczewski został zatrudniony w klubie jako trener dzieci i młodzieży. Dziś mało kto już pamięta, że mógł pochwalić się wyszkoleniem mistrzyni kraju.
- Gdy Janek wrócił z wojska jego kierownik w Dolnej Odrze, którym był Maksymilian Marchlik, zaproponował mu trenowanie swojej córki Marty. Janusz był jednym z lepszych ówcześnie graczy w Gryfinie, ale nie miał żadnych krajowych sukcesów. Był super amatorem, rzemieślnikiem, który wszystkiego nauczył się metodą prób i błędów. Nie miał nawet uprawnień trenerskich, lecz tylko instruktorskie. Mówię o tym, bo to bardzo rzadkie, by ktoś bez formalnych kwalifikacji wyszkolił mistrzynię! A tak stało się w przypadku Marty Marchlik – wspomina Adam Chańko.
Jak jednak dodaje, Łuszczewski znał się na tenisie.
- Był bardzo systematyczny, pracowity, zacięty. Być może odziedziczył to po mamie, która była bardzo znaną i cenioną gryfińską nauczycielką. Janek zaczął trenować Martę, by miała 8-9 lat. Na kortach spotykali się codziennie i odbijali przez wiele godzin. Z takim skutkiem, że gdy miała 12-13 lat, to została Mistrzynią Polski. Chcę, by to właściwie wybrzmiało. To był ogromny sukces, o którym mało kto już dziś pamięta. Mam wrażenie, że opowiadając o sukcesach sekcji Energetyka wymienia się nazwiska wszystkich innych, tylko nie Łuszczewskiego. A mało kto miał w CV złotą medalistkę najważniejszej imprezy – akcentuje Chańko.
Zapalony motocyklista
Jak mówią osoby, które dobrze znały zmarłego, mogło to wynikać również z charakteru 61-latka.
- Był naprawdę skromnym człowiekiem. Nie obnosił się sukcesami, nie wywyższał. Zawsze pomocny, charakterny, świetny facet – słyszeliśmy od kolegów.
- Jego niekonfliktowy charakter znajdował też odbicie na korcie. Nawet, gdy jakaś piłka była mocno kontrowersyjna i trwały kłótnie o to, czy „weszła”, czy też „wyszła” poza linię, to nigdy nie wdawał się za ostro w dyskusje. Zawsze wyważony, racjonalny. Był sympatyczny, powszechnie lubiany. Naprawdę fajny chłopak – wylicza Wiesław Stankiewicz.
Jego kolejną wielką pasją były motocykle. Należał do UPMS Orzeł Biały West Side Chapter, gryfińskiej grupy, której celem jest m.in. promowanie pozytywnych zachowań wśród użytkowników dróg, edukacja w zakresie zapobiegania i przeciwdziałania wypadkom, a także działanie na rzecz rozwoju turystyki motocyklowej, promowanie „jazdy bez %”, oraz pomoc członkom stowarzyszenia poszkodowanym w wypadkach komunikacyjnych.
Jeszcze 22 marca brał udział w widuchowskim Festiwalu Zup i Złocie Motocyklowym, który inaugurował sezon wiosenny. Zmarł sześć dni później.
- Był twardym facetem, więc gdy zaczął mówić, że coś go boli, to było wiadomo, że naprawdę musi odczuwać ból. Umówił się do lekarza, ale nie doczekał wizyty. Odszedł nagle, co było dla nas ogromnym szokiem – mówią członkowie sekcji tenisowej.
Całej społeczności oraz rodzinie składamy wyrazy współczucia.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze